Utrecht zalewa morze bezdomnych

Władze Utrechtu nie potrafią poradzić sobie z napływem bezdomnych do miasta. Wraz z samorządowcami z Rotterdamu, Hagi i Amsterdamu ogłaszają alarm i proszą o pilną pomoc władze centralne.

Utrecht nie potrafi poradzić sobie z ogromną masą bezdomnych, którzy stale przybywają do miasta. Zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat metropolię nawiedziła prawdziwa „powódź” ludzi, którym w życiu się nie ułożyło. Wszystko to spowodowało, że lokalne władze wraz z samorządowcami z pozostałych miast G4 (G4 to największe miasta Holandii: Haga, Rotterdam, Amsterdam i Utrecht), wysłały apel o pomoc do premiera Królestwa Niderlandów, w którym zwracają uwagę na ten palący problem.

Apel

Samorządowcy z G4 piszą w dokumencie, że bez ogólnokrajowego działania, liczba bezdomnych w dużych miastach i miasteczkach na ich obrzeżach będzie nadal rosnąć w nadchodzących latach. Dlatego też, jeśli odpowiednie działania nie zostaną wprowadzone teraz, może się okazać, iż już nie długo będzie zbyt późno, by pomóc nawet nie wszystkim a większości pokrzywdzonych przez los. Samorządowcy oczekują oprócz ogólnych planów i wytycznych realnych działań, w tym konkretnego wsparcia finansowego idącego za poszczególnymi bezdomnymi i wprowadzenia działań mających na celu zapewnienie schronienia tym ludziom. Ten drugi punt tyczy się tego, iż w ostatnim czasie, z racji stale rosnącej liczby bezdomnych, okres oczekiwania na własny dach nad głową czy mieszkanie przejściowe bardzo się wydłużył. By go zmniejszyć, potrzebne są nowe inwestycje takie jak schroniska, czy mieszkania socjalne. Te niestety, z racji kryzysu budowlanego spowodowanego między innymi ustawą azotowa, są dość mocno opóźnione.

 

Jeden za wszystkich

Miasta G4 chcą również, by w przypadku bezdomnych w Królestwie Niderlandów była solidarność. Ta rozumiana jest przez to, że krajowe przepisy i regulacje powinny zostać poddane analizie i takiej nowelizacji, by partycypowały w nim wszystkie gminy. Na chwilę obecną niektórzy mówią bowiem wręcz o „bezdomnej turystyce”. Wielu bezdomnych uważa, iż największe szanse na wyjście z bezdomności mają właśnie w największych miastach i przenoszą się do nich. To zaś powoduje, iż w pewnych obszarach środki na pomoc bezdomnym są zbyt duże. W innych zaś walczy się o każdy cent.

Miasta chcą również, by pomóc ludziom w formie praktycznej poprzez maksymalne ułatwienie im np. poszukiwania mieszkania, pracy. Chodzi o to, by osoby bezdomne w kwestiach lokalowych/zatrudnienia nie musiały walczyć z niderlandzką biurokracją. Wszelkie formalności załatwialiby w sposób uproszczony.

Kropla w morzu

Jak zaś obecnie sytuacja wygląda w praktyce? Utrecht każdego dnia oferuje miejsce w schronisku 230 bezdomnym. Oprócz nich w miejskich parkach i pod mostami mieszka jeszcze duża grupa niezarejestrowanych. Część z nich ma szczęście i czasem pomieszkuje pokątnie u rodziny, krewnych i znajomych. Inni muszą zadowolić się ławką lub kartonem. W zimie władze oddają do dyspozycji jeszcze 45 dodatkowych miejsc noclegowych. Co ciekawe nie każdy z takiego lokalu może skorzystać. Mogą to zrobić tylko osoby zarejestrowane jako bezdomne. Polacy czy inna ludność napływowa (która nie jest, nie chce się zarejestrować), może skorzystać z takich miejsc, tylko jeśli temperatura spadnie poniżej zera. Te niecałe 300 łóżek wydaje się kroplą w morzu potrzeb. Kroplą jednak niezwykle drogą. Utrecht wydaje bowiem co roku na walkę z bezdomnością 80 milionów euro. Z roku na rok kwota ta staje się jednak coraz bardziej niewystarczająca.