To nie byli Chińczycy?

szczątki dziecka zakopane w ogrodzie w 's-Heerenberg

Sprawa 39 martwych z przyczepy odnalezionej w jednym z angielskich parków biznesowych, robi się coraz ciekawsza. Policyjne doniesienia dementuje bowiem chińska ambasada w Londynie.

To nie nasi obywatele

Niedawno informowaliśmy Państwa, iż 39 zabitych znalezionych w przyczepie chłodni pochodziło z Chin. Taką informację przedstawiła oficjalnie brytyjska policja. Problem jednak w tym, iż z wiadomościami tymi nie zgadzają się sami Chińczycy. Chińska ambasada w Londynie podała, w oświadczeniu umieszczonym na swojej stronie internetowej, iż nie może potwierdzić, aby zmarli byli obywatelami „Państwa Środka”. W ten sposób więc chińskie władze odcinają się od ofiar, nie uznając ich, przynajmniej na chwilę obecną, za swoich obywateli. To zaś oznacza, że raczej nie ma szans, by dyplomaci zajęli się pochówkiem lub ewentualnym przewiezieniem ciał do Azji.

 

Przyczyna śmierci

Oficjalna przyczyna śmierci Azjatów nie jest jeszcze znana. Wiele wskazuje jednak na to, że ludzi ci po prostu zamarzli. Przed weekendem holenderscy śledczy, wraz ze swoimi belgijskimi odpowiednikami ustalili, że naczepa po przybiciu do Zeebrugge na belgijskim wybrzeżu, a później podczas transportu promowego i samochodowego była włączona. To zaś oznacza, iż pasażerowie mogli w niej spędzić dziesięć godzin w temperaturze -25 stopni.

Przeraźliwy mróz mógł, ale nie musiał być jedyną przyczyną śmierci. Bardzo duże znaczenie ma również hermetyczność ładunku. Brak obiegu powietrza powoduje wzrost ilości dwutlenku węgla. To zaś wiąże się z sennością, a w końcu uduszeniem. Senność zaś plus niskie temperatury to połączenie śmiertelnie niebezpieczne, o czym wie np. każdy bezdomny czy alpinista.

 

Handel

W rozwiązaniu sprawy czynną pomoc zaproponowali eksperci z organizacji Stop the Traffik, która od wielu lat walczy z handlem ludźmi. Ludzie ci wskazują, że przerzut ludzi z Chin czy innych krajów Azji do Europy nie jest niczym nowym. Uchodźcy często płacą przewodnikom ogromne kwoty. Sięgające nawet 35 000 euro. Niewielu Azjatów dysponuje takim budżetem, dlatego też w Europie stają się XXI wiecznymi niewolnikami, którzy muszą spłacić swój dług. Dług, który przez nieustannie zwiększające się, wręcz lichwiarskie, odsetki prawie nigdy nie zostaje spłacony. Informacje te potwierdza jedyny ocalały z transportu odnalezionego w Dover w 2000 roku. Wtedy to, jak wspomina migrant, cena za podróż z Azji Południowo-Wschodniej do Europy wynosiła około 23 000 euro. Dlatego też paradoksalnie bezpieczniej dla tych ludzi jest być odkrytym i prosić o azyl.

 

Wzrost popularności Belgii

Chłodnia przybyła z terytorium Belgii. Fakt ten nakazuje spojrzeć na ten kraj jako na nowy szlak przerzutowy porównywalny z Holandią. To właśnie stamtąd wypłynął również kontener, który w 2000 roku trafił do Dover, a o którym wspominaliśmy we wcześniejszym akapicie. Zresztą, by daleko nie szukać potwierdzenia tezy o nowej drodze przerzutu, wystarczy spojrzeć na informację, jaką przekazała w piątek tamtejsza policja. Belgijscy funkcjonariusze zatrzymali furgonetkę, w której w przestrzeni ładunkowej ukrywało się 13 dorosłych i troje dzieci.

Pojazd ten nie służył jednak do przerzutu uchodźców przez granicę. Był on tylko taksówką, która zwoziła emigrantów na wskazane miejsce parkingowe we Flandrii. Tam migranci byliby przenoszeni na ciężarówki, w której to ludzie nielegalnie przekraczali granicę.