Smutny koniec poszukiwań zaginionego Holendra

Belgijskiej policji udało się odnaleźć zaginionego w Antwerpii Maxa Meijera. Niestety ta historia nie kończy się happy endem.

Najnowsze informacje z Holandii, zaprezentowane przez tamtejszego rzecznika policji, mówią o zamknięciu sprawy zaginionego Maxa Meijera. Mężczyzna ten zaginął 8 grudnia, ostatni raz widziano go o godzinie 5:45 rano, gdy samotnie spacerował po mieście. Redakcja naszej strony również włączyła się niejako w te poszukiwania, publikując 4 stycznia materiał o zaginionym. Zrobiliśmy to po tym, jak belgijskie służby mundurowe poinformowały, że kończą aktywne poszukiwania zaginionego.

 

Desperacja rodziny

Rodzina i przyjaciele zaginionego 23-latka z Ossendrecht w Brabancji Północne nie poddawali się. Przybyli do Belgii, gdzie w Antwerpii rozwieszali na ulicach i wręczali przechodniom ulotni ze zdjęciem młodego mężczyzny. Działania te nie przyniosły jednak rezultatu. Rodzina nie przerywała poszukiwań i nie traciła nadziei, nawet gdy śledczy oficjalnie zakończyli działania operacyjne.

 

Odnalezienie Maxa

Nadzieja umiera bowiem ostatnia. Nawet pomimo miesiąca od zaginięcia, gdzieś głęboko w duszy tli się jeszcze myśl, że może jednak bliski odnajdzie się cały i zdrowy. Ostatnia iskierka zgasła jednak 10 stycznia. Wtedy to ciało 23-latka odnaleziono w wodzie, w rejonie śluzy Royers. Obecny stan rozkładu szczątków nie pozwolił na dokładne określenie przyczyny zgonu. Wiele wskazuje jednak na to, iż było to utonięcie. Belgijska prokuratura stwierdziła również, że nie ma obecnie powodów, by przypuszczać, że za zniknięciem mężczyzny i jego śmiercią stały osoby trzecie i czyn prawnie zabroniony (przestępstwo). Obecnie doczesnym szczątkom 23-latka ma przyjrzeć się wyznaczony do tego celu lekarz. Sekcja zwłok pozwalająca między innymi ustalić, czy Holender wpadł do wody żywy, będzie mieć miejsce w przyszłym tygodniu.

 

Kanały

Co ciekawe, od samego początku poszukiwań Belgowie nie byli zbyt skorzy do przeszukania kanałów i basenów portowych w Antwerpii. Władze stwierdziły bowiem, że z racji na dość silne prądy w rejonie zaginięcia byłoby to „szukanie igły w stogu siana”, pochłaniające zbyt wiele czasu i środków. Jak jednak pokazują styczniowe wydarzenia, to właśnie tam w wodzie trzeba było szukać zaginionego.

 

Interesują Cię najnowsze informacje z Holandii? Sprawdź co jeszcze przygotowaliśmy dla ciebie.