Prokuratura chce 5 lat więzienia dla szajki Polaków

Prokuratura chce 5 lat dla szajki Polaków

Niderlandzka prokuratura domaga się pięciu lat pozbawienia wolności dla grupy Polaków, którzy „podnieśli poziom handlu rowerami elektrycznymi na międzynarodowy poziom”.
Trójka naszych rodaków kradła e-rowery w Holandii, a następnie sprzedawała je w Polsce. Mężczyźni tak się „rozkręcili”, iż zrobili z tego dobrze prosperujący, międzynarodowy biznes.

5 lat

Śledztwo w sprawie kradzieży drogich rowerów elektrycznych miało swój początek latem 2017 roku. Wtedy to zaczęły znikać pierwsze jednoślady i wtedy też pojawili się pierwsi podejrzani. Od samego początku policja i prokuratura wiązała z tymi kradzieżami naszych rodaków. Była to jednak bardzo duża grupa przybyszów znad Wisły, która miała za każdym razem działać w innym składzie osobowym.

 

Proces

Po pięciu latach udało się jednak poczynić na tyle duże postępy, iż prokuratura wyłoniła z tej rzeszy przybyszów ze wschodu trzy osoby. To właśnie ta trójka mężczyzn zasiadła w tym tygodniu na ławie oskarżonych. To oni, jak mówi prokuratura, mają być filarami całej organizacji i to oni: „podnieśli handel kradzionymi rowerami do poziomu międzynarodowej działalności przestępczej”.

 

Przykrywki

Jeden z podejrzanych, 47-latek, miał stworzyć cały biznes. Człowiek ten miał takie kontakty, że, jak wskazuje prokurator: „Wszyscy polscy złodzieje rowerów sprzedawali mu jednoślady”, później te miały całkowicie legalnie trafiać nad Wisłę. Wszystko dzięki dwóm firmom. Jednej w Wateringen i jednej w Polsce, które sprzedawały i kupowały od siebie elektryki. Mężczyzna zatrudniał dużą grupę kurierów, którzy busikami przewoziły ten sprzęt do ojczyzny.

Drugim podejrzanym jest 37-latek. Był on prawą ręką o 10 lat starszego kompana. Jego zadaniem było przebijanie numerów ram rowerowych. Wszystko po to, by sprzętu nie dało się namierzyć. Proceder ten miał odbywać się w garażach w Hadze, Rijswijk i Rotterdamie.

Ostatnim zasiadającym obecnie na ławie oskarżonych jest 44-latek. Śledczy podczas obserwacji widzieli, jak człowiek ten ładował skradzione rowery do samochodów. Ponadto z podsłuchów wynika, iż pomagał on wyżej wymienionej dwójce w wielu innych aspektach.

 

Areszt

Co ciekawe 44 i 47-latek wpadli już w 2017 roku. Policja złapała ich podczas jednego z nalotów w miejscu, gdzie znaleziono między innymi fałszywe tablice rejestracyjne oraz sprzęt niezbędny do kradzieży rowerów. Mężczyźni trafili początkowo do aresztu. Później jednak środek zapobiegawczy został złagodzony. To ostatnie sprawiło zaś, jak przekazała w tym tygodniu prokuratura, iż przestępcy dość szybko wrócili do biznesu.

 

Kary

Podejrzani zaprzeczają, iż mają coś wspólnego ze sprawą. Prokuratura zgromadziła jednak przez pięć lat morze obciążających ich dowodów. To właśnie na ich bazie domaga się 5 lat więzienia dla podejrzanego 47-latka i 44-latka oraz 2,5 roku dla 37-letniego Polaka. W mowie końcowej prokurator dodał, iż: „To nie były zwykłe kradzieże rowerów. Rowery kradziono na zamówienie i jak najszybciej eksportowano”. Czy sąd wyda wyrok taki, jak chce prokurator? Werdykt za dwa tygodnie.

 

 

Źródło:  AD.nl