Polskie auto spłonęło w Enschede

36-latka spod mostu zwolniona ale nadal podejrzana

To była spokojna dzielnica, a tu nagle takie coś. Ostatnie wydarzenia w Enschede wzbudziły trwogę wśród lokalnej społeczności. Płonąca furgonetka na polskich tablicach rejestracyjnych jest obecnie jednym z najczęściej poruszanych tematów w tym mieście.

Jak wskazują mieszkańcy, w nocy z wtorku na środę słychać było wybuch, chwilę później zaś mrok rozświetliły języki ognia. Gdy ludzie podeszli do okien i wyszli na ulice, zobaczyć co się stało, ujrzeli vana na polskich tablicach rejestracyjnych, który był już cały trawiony przez pożar.

Jeden z mieszkańców, w rozmowie z dziennikarzami AD, stwierdza: „Usłyszeliśmy huk i poszliśmy szukać jego źródła. Wtedy okazało się, że pali się furgonetka z obcą tablicą rejestracyjną”. Ogień był tak duży, iż mieszkańcy musieli wezwać straż pożarną. Płonęła bowiem nie sama furgonetka, ale również jakieś materiały leżące dokoła pojazdu. Pełna zaś przestrzeń ładunkowa samochodu sprawiała, iż żywioł był wyjątkowo silny.

 

Śledztwo

Na miejsce oprócz strażaków przybyła również policja. Oficerowie odgrodzili teren wokół płonącego auta zaparkowanego przy Oosterstraat w dzielnicy Ribbelt-Ribbelerbrink. Wszystko po to, by gapie nie przeszkadzali strażakom i by nie zadeptali dowodów. W okolicy wraku mogły być bowiem ślady wskazujące na to, co się stało. Ruszyło śledztwo mające wyjaśnić ten nagły pożar.

 

Wybuch

Auta czasem samoczynnie stają w płomieniach. Może, np. dojść do zwarcia w instalacji elektrycznej nadgryzionej przez szczury. Tu jednak świadkowie mówią jednak o wybuchu i tym, że maszyna bardzo szybko cała stanęła w ogniu. Możliwe wiec, iż ktoś pomógł pojazdowi pójść z dymem. Dlatego też funkcjonariusze w najbliższych dniach będą przesłuchiwać lokalną społeczność. Proszą również o przekazanie nagrań z monitoringu. Być może obiektywy kamer te uchwyciły coś, co pomoże rozwikłać zagadkę nocnego pożaru. Na chwilę obecną bowiem śledczy nie skreślają żadnej możliwości, od nieszczęśliwego wypadku po robotę podpalacza. W Holandii zdarzały się już bowiem przypadki, gdy wandale brali sobie za cel pojazdy na naszych rodzimych tablicach rejestracyjnych. Działanie to miało dać nam wtedy "subtelnie" znać nie chcemy was tu. Czy jednak i tak jest w tym przypadku? Na oficjalny raport w tej sprawie przyjdzie nam poczekać parę dni.

 

Źródło:  Ad.nl