Polska szykuje tysiąc czołgów! Drony nie wystarczą na wojnę z Rosją
Polska szykuje tysiąc czołgów! Drony nie wystarczą na wojnę z Rosją
Pomiędzy drzewami na pograniczu Polski i Rosji wyłaniają się sylwetki trzech głośno pracujących czołgów. Zaledwie siedem kilometrów dalej znajduje się rosyjska eksklawa – obwód kaliningradzki. Jeżeli wybuchnie wojna, prawdopodobnie właśnie tutaj będą toczyły się walki.
– Naszą misją jest, jak zawsze, przygotowanie się do obrony kraju – mówi generał brygady Roman Brudło z polskiej 9. Brygady Kawalerii Pancernej. Obserwuje, jak jego czołgi przemieszczają się przez błotniste pola. Brygada korzysta z fabrycznie nowych południowokoreańskich czołgów K2, które – zdaniem Brudły – mają „wszystkie właściwości” potrzebne do działania na tym pełnym lasów i jezior obszarze. Zastępują między innymi starszy sprzęt wojskowy, który Polska przekazała Ukrainie po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę.
Cztery lata później państwo należące do NATO rozpoczęło kolejny duży program inwestycji we własną obronność. Tym razem finansowanie zapewnia ogromna, nisko oprocentowana pożyczka Unii Europejskiej z programu SAFE. Polska ma otrzymać prawie 44 miliardy euro na wzmocnienie własnego systemu obronnego – od budowy linii obronnych na granicy po rozwój krajowego przemysłu zbrojeniowego.
Celem programu jest zmniejszenie zależności państw położonych na wschodniej flance Unii Europejskiej i NATO od importu uzbrojenia spoza kontynentu. Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, gdy jeden z najważniejszych producentów broni, czyli Stany Zjednoczone, może nie być już postrzegany jako całkowicie niezawodny partner.
Wcześniej zdecydowano już, że w Polsce powstanie fabryka czołgów K2, dzięki czemu maszyny będą mogły być produkowane na miejscu. Plan zakłada wyprodukowanie aż tysiąca czołgów K2. To dokładnie odpowiada celowi programu SAFE, którym jest dalsza rozbudowa europejskich zdolności produkcyjnych w sektorze obronnym.
Polski żołnierz w czołgu podczas ćwiczeń w regionie graniczącym z obwodem kaliningradzkim.
Polska nadal chce zdecydowanie inwestować w czołgi. Zdaniem polskich wojskowych ewentualna wojna będzie wyglądała inaczej niż konflikt w Ukrainie.
Polska ma obecnie 850 czołgów, ale ich liczba ma szybko wzrosnąć.
Jest to charakterystyczne dla ogromnych ambicji obronnych Polski, które pojawiły się po wybuchu wojny w sąsiednim kraju. Podczas gdy państwa NATO dopiero w ubiegłym roku porozumiały się w sprawie nowego celu przeznaczania 5 procent produktu krajowego brutto na obronność do 2035 roku, Polska już obecnie zbliża się do tego poziomu. Warszawa ogłasza kolejne projekty zbrojeniowe jeden po drugim.
W Polsce, będącej sąsiadem Rosji, zagrożenie odczuwane jest jak niemal nigdzie indziej. Zeszłego lata dwadzieścia rosyjskich dronów wleciało w polską przestrzeń powietrzną. Jesienią sabotażyści wysadzili fragment linii kolejowej – według polskiej prokuratury działali na zlecenie Rosji. Tymczasem polski rząd ostrzega, że w najbliższych miesiącach Rosja może przygotować kolejną prowokację, której celem byłoby sprawdzenie determinacji NATO.
Zmieniony sposób prowadzenia wojny
Jednocześnie trwa fundamentalna dyskusja dotycząca tego, na co powinny zostać przeznaczone wszystkie te pieniądze, zwłaszcza w obliczu gwałtownych zmian w sposobie prowadzenia wojny obserwowanych w Ukrainie. Polska, podobnie jak Holandia, przy wsparciu Kijowa rozwija własne zdolności w zakresie dronów. Pojawia się jednak pytanie, czy ogromne wydatki, na przykład na zakup dużej liczby czołgów, nadal mają sens. W Ukrainie tego rodzaju systemy często pozostają w hangarach i garażach, ponieważ stanowią łatwy cel dla dronów.
W brygadzie dowodzonej przez Brudłę takie wątpliwości są jednak odrzucane.
– Wojna w Ukrainie to wojna w Ukrainie – mówi jeden z sierżantów, który właśnie wysiadł ze swojego nowego czołgu. – Jesteśmy tutaj, aby szkolić się zgodnie z naszymi własnymi doktrynami.
„Dronizacja” pola walki rzeczywiście stanowi wyzwanie dla NATO i całej wschodniej flanki Sojuszu – uważa profesor nauk strategicznych Dariusz Kozerawski. Były pułkownik jest związany z Uniwersytetem Jagiellońskim w Krakowie.
– Wsparcie wojsk lądowych NATO za pomocą dronów jest niewystarczające. Dotyczy to również Polski – mówi ekspert.
Same drony nie wystarczą
Pożyczka z programu SAFE ma zostać wykorzystana do dalszego pobudzenia krajowego przemysłu obronnego, w tym produkcji dronów oraz systemów służących do ich zwalczania. Zdaniem Kozerawskiego jest to bardzo potrzebne. Profesor podkreśla jednak, że w przypadku wojny z Rosją same drony nie wystarczą.
Według szacunków Moskwa nadal dysponuje około 2300 sprawnymi operacyjnie czołgami, natomiast Białoruś ma ich kolejnych 500. Polska posiada obecnie 850 czołgów i planuje zwiększyć tę liczbę. Dodatkowo sojusznicy rozmieścili w regionie jeszcze kilkaset maszyn.
– Taki konflikt nie będzie statyczną wojną obronną, jak ma to obecnie miejsce w Ukrainie – mówi Kozerawski. – Będzie wymagał od NATO dużych zdolności ofensywnych. Dlatego same drony nie wystarczą do przeprowadzenia skutecznej ofensywy na terytorium przeciwnika.
Generał brygady Brudło przyznaje, że trudne do wykrycia drony stanowią zagrożenie dla jego czołgów. Według dowódcy wojsko dysponuje jednak „określonym wyposażeniem”, dzięki któremu może przeciwstawić się temu zagrożeniu. Nie może jednak ujawnić szczegółów technicznych.
Pytanie o to, czy czołgi są nadal potrzebne, dowódca nazywa „akademicką dyskusją”. Podkreśla jednak, że maszyny te wciąż są przydatne na polu walki.
– Świadczy o tym fakt, że nikt w Ukrainie nie chce zrezygnować z czołgów – mówi.
Dlatego obok ogromnych inwestycji w drony w najbliższych latach z polskich fabryk nadal będą musiały wyjeżdżać kolejne czołgi.
źródło: nos.nl
