Policyjny nalot w Zevenhuizen i polskie fajerwerki

strzały i zakładnicy w holenderskim mieście

W piątek policja przeprowadziła nalot w Zevenhuizen. Akcja funkcjonariuszy okazała się niezwykle owocna. Odnaleziono sprzęt potrzebny do produkcji narkotyków syntetycznych i miękkich. Pojawił się również porażający, polski akcent.

Nalot

W piątek policja weszła do pewnej, owianej jeszcze tajemnicą śledztwa, lokalizacji w Zevenhuizen. Oficerowie do walki z przestępczością narkotykową znaleźli na miejscu 125 kilogramów środków chemicznych niezbędnych do produkcji narkotyków syntetycznych. Oprócz tego w budynku znajdował się cały sprzęt potrzebny do rozpoczęcia hodowli konopi indyjskich na masową skalę. Brakowało jedynie krzaczków.  Ponadto funkcjonariusze odnaleźli jeszcze około 70 kilogramów środków pirotechnicznych.

 

Niedoszacowanie

Gdy policja zabezpieczyła miejsce nalotu, do akcji weszli policyjni technicy, którzy mieli dokonać gruntownego przeszukania obiektu. Ich praca wykazała w sobotę, iż pierwsze raporty były mocno niedoszacowane. Jeśli chodzi o narkotyki, tu nic się nie zmieniło. W przypadku jednak środków pirotechnicznych, no cóż, z początkowych 70 kilogramów nagle zrobiło się 239,5 kilo potężnych fajerwerków.

Made in Polan

Jak wskazuje policja, materiały te w głównej mierze pochodziły z Polski. Z etykiet, które jeszcze znajdowały się na pudełkach, wynikało, iż są to środki nienadające się do użytku prywatnego (domowego), zaliczane są do kategorii trzeciej. Czy jednak tak ma się sprawa z wszystkimi ciężkimi fajerwerkami nie wiadomo. Wygląda bowiem na to, iż przestępcy usuwali z nich etykiety, po co? To nie jest jeszcze jasne. Być może chcieli sprzedawać je z bagażnika Holendrom chcącym hucznie przywitać sylwestra, a obostrzenia i unijne oznaczenia mogłyby odstraszać kupujących.
Oprócz fajerwerków z Polski, technicy odnaleźli również te pochodzę z Chin. Są one jeszcze bardziej niebezpieczne dla użytkownika. Nie mają bowiem żadnych atestów.

 

Aresztowania

Policja potwierdziła, iż podczas nalotu nie dokonano żadnych aresztowań. Nieoficjalnie mówi się, iż budynek był dziuplą, w której nikogo nie zastano. Obecnie zaś prowadzone są poszukiwania właścicieli odnalezionej kontrabandy.  Oficer odpowiedzialny za całą akcję dziękuje za informacje przekazane przez władze gminy. Funkcjonariusz wskazuje bowiem, iż gdyby nie dane przekazane przez samorząd śledczy jeszcze długo nie trafiliby na tę kryjówkę przestępców.