Polakowi przestaje być do śmiechu gdy słyszy wyrok

Podpalacz polskiego sklepu aresztowany

Polski włamywacz podczas swojego procesu przed sędzią policyjnym Bernsenem miał bardzo dobry humor. Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy usłyszał wyrok. Wtedy to mężczyzna dał popis takiej łaciny, że tłumacz wstydził się przekazać jego słowa wymiarowi sprawiedliwości.

Czemu Polak znalazł się na ławie oskarżonych? Dwóch świadków miało widzieć jak dwa tygodnie temu 35-latek rozbił miotłą okno w biurze architektonicznym De Twee Snoeken na ulicy Bossche Postelstraat. Gdy po pół godziny opuścił budynek, na ulicy czekał na niego już patrol policji. Funkcjonariusze zatrzymali naszego rodaka, który opowiedział im wręcz nieprawdopodobną historię.

 

Proces

Jak wskazał mężczyzna, nieposiadający stałego meldunku w Królestwie Niderlandów, nie wybił szyby w budynku. Okno, jak przechodził, było już wybite. Miał przez nie wejść do środka z ciekawości, chciał również „spuścić wodę z głównego wodociągu”, to ostatnie powiedział przynajmniej zatrzymującym go policjantom.
Słowa te nie pokrywały się z zeznaniami, jakie mężczyzna złożył przed sądem. Polak miał między innymi stwierdzić, iż nie wiedział, dlaczego wszedł do środka budynku. Sędzia wskazał również, iż gdy Polak dokonywał czynu zabronionego, miał być pod wpływem narkotyków i alkoholu. O czym siedząc przed wymiarem sprawiedliwości, 35-latek zapomniał wspomnieć.

 

Dziwna reakcja

Po tych słowach podejrzany zachował się dość dziwnie. Zasłonił usta dłonią, mimo to jednak spod tego knebla dało się słyszeć śmiech. Ten zresztą pojawił się jeszcze kilka razy. Między innymi w momencie, gdy 35-latek komentował zeznania świadków, pytając się „Kim są ci ludzie? Wymyślają różne rzeczy”. Widać było, iż nasz rodak nie brał całej toczącej się sprawy zbyt poważnie.

 

Życie w Niderlandach

Oskarżony miał przenieść się do Holandii 5 lat temu. Przez cztery pracował w krainie tulipanów. Jak teraz wygląda jego sytuacja? Tego mężczyzna, zasłaniając się prywatnością, nie chciał komentować. Skomentował to jednak sędzia, wskazując, iż Polak został już wcześniej trzykrotnie skazany za drobne przestępstwa.

 

Wyrok

Za to co zrobił Polak, prokurator domagał się dla niego 4 tygodni więzienia, w co wchodziłoby 15 dni tymczasowego aresztu po zatrzymaniu. Obrona twierdziła,  iż jest to zdecydowanie zbyt dużo. Po pierwsze dlatego, iż nie wiadomo czy w biurze był wodociąg. Po drugie, jak wskazuje adwokat, Polak nie miał narzędzi, by go rozkręcić, spuścić wodę i doprowadzić do dużych strat. Po trzecie, mężczyzna przebywał w budynku pół godziny, a nic z niego nie zabrał. Nie można więc mówić o kradzieży. Dlatego też prawnik chciał, by sąd skazał 35-latka na 15 dni więzienia tak, by ten mógł wyjść z celi zaraz po zakończeniu sprawy. Sąd jednak przychylił się do słów oskarżyciela.

 

Polakowi puszczaja nerwy

Gdy wyrok został przetłumaczony Polakowi, najwyraźniej w końcu dotarło do niego w jakiej sytuacji się znalazł.  Mężczyzna wstał i odszedł sprzed kamery (proces był formą wideokonferencji z aresztu). Chwilę później spoza kadru słychać zaś było krzyki. Zażenowany tłumacz stwierdził, iż skazany wyładowuje emocje. Sędzia tylko skinął głową. Nie potrzebował interwencji tłumacza, rozpoznawał część z tych słów, znanych chyba każdemu Holendrowi.