Polak umiera na ulicy w Someren

Wiktoria nie wróciła z pracy do domu

W centrum Someren, w Brabancji, przechodnie znaleźli leżącego za ziemi mężczyznę. Ludzie początkowo myśleli, iż osoba ta po prostu śpi lub jest pijana. Gdy jednak podeszli bliżej zauważyli, iż ustały u niej funkcje życiowe. Mimo wezwania ratowników, człowieka nie udało się uratować. Policja ustaliła tożsamość zmarłego. To był nasz rodak. Co tam się stało?

Jak podaje lokalna społeczność, nasz rodak od kilku dni miał się kręcić w okolicy centrum miasta, gdzie odbywał się jarmark.  Jak wskazuje dziennikarzom AD właściciel tamtejszej restauracji, widział mężczyznę w poniedziałkową noc. Nasz rodak trząsł się z zimna. Restaurator zaprosił go do środka. Dał mu ciepłej herbaty i coś do jedzenia. Polak przebywał tam przez kilka godzin, by się ogrzać. O godzinie 2 w nocy, z racji zamknięcia lokalu, musiał znów wyjść na dwór, na zimno.

 

Policja

Gospodarz, który przyjął obcokrajowca po czterdziestce, nie chciał jednak, tak zostawić sprawy. Zadzwonił na policję, by powiadomić ją o tułającym się migrancie. Było mu go po prostu żal, a sam nie potrafił zapewnić mu schronienia. Po kilku minutach do centrum przybył patrol, który rozmawiał z Polakiem przez 45 minut. Okazało się jednak, że oficerowie nie mogą dla niego nic zrobić. Po rozmowie tej przekazali jedynie restauratorowi, iż już kiedyś człowiek ten był sprawdzany pod kątem zdrowotnym przez pogotowie.

 

Historia się powtarza

Historia powtórzyła się we wtorek. Wtedy jednak jak mówił gospodarz restauracji, Polak wyglądał na naprawdę ciężko chorego. Mężczyzna znów zaprosił go do lokalu, znów podał mu herbatę i coś do jedzenia. Gość miał zjeść, co jakiś czas spoglądać na telefon, a przez resztę czasu siedział i kiwał się na krześle. Po pewnym czasie Polak opuścił restaurację.

 

Właściciel pubu

Kilka godzin później właściciel pubu nieco dalej zobaczył Polaka, jak ten stał przy schodach, koło jubilera, było to o godzinie 23:30. Wiele wskazuje na to, iż to ten człowiek widział naszego rodaka jako ostatni żywego

 

Środa

W środę świadkowie znaleźli ciało pod schodami. Na miejsce ściągnięto pogotowie. To nie mogło jednak już nic zrobić. Dużo dłużej na miejscu była policja, która odgrodziła cały obszar i zabezpieczyła ewentualne dowody. Ciało zmarłego po południu trafiło do kostnicy. Tam patolog miał ustalić przyczynę śmierci. W czwartek stało się jasne, iż zwłoki nie noszą śladów działania osób trzecich. Nie ma też informacji, by w krwi Polaka znaleziono jakieś substancje odurzające. W efekcie śledztwo zostało zakończone, a policja uznała, iż obcokrajowiec zmarł z przyczyn naturalnych.

Czy coś można było zrobić w tej sprawie? Trudno powiedzieć. Być może zawiódł system i gdyby policjanci zabrali Polaka do szpitala, ten dalej by żył. Z drugiej jednak strony nie wiadomo co nasz rodak przekazał oficerom. Być może sam chciał, by oficerowie zostawali go w spokoju.

 

 

Źródło:  AD.nl