Polak pozostanie jeszcze długo w areszcie

29-letni Polak pozostanie jeszcze długo w holenderskim areszcie. Pomimo iż obrona przedstawia argumenty przemawiające za zwolnieniem naszego rodaka, sąd w Hadze nie decyduje się na jego uwolnienie. Owszem, dowody te przemawiają do sędziów. Niemniej jednak w szeroko pojętym interesie społecznym, nasz rodak ma zostać za kratami.

Śmiertelny wypadek

Polak sądzony jest za wypadek, jaki miał miejsce w lipcu tego roku na Broekpolderlaan w Honselersdijk. 29-latek prowadząc samochód, potrącił 17-letniego chłopca. Nastolatek nie zginął na miejscu. Lekarze i medycy starali się zrobić wszystko, by ratować życie chłopca. Niestety wysiłki te okazały się daremne. Siła uderzenia była zbyt duża i młody piłkarz zmarł dzień później w szpitalu.

 

Polak w areszcie

Czemu nasz rodak z powodu wypadku, nawet ze skutkiem śmiertelnym, znalazł się w areszcie? Wszystko z racji jego zachowania. Aresztowany nie zatrzymał się na miejscu wypadku. Nie udzielił pomocy ofierze. Pojechał dalej. Trudno mówić jednak tutaj o typowej o ucieczce z miejsca zdarzenia. Do tego zatrzymujący naszego obywatela funkcjonariusze policji odkryli, iż nie ma on prawa jazdy. Ponadto oficerowie wyczuli od niego zapach alkoholu.

 

Obrona Polaka

Wszystko to wskazuje na dość prosty schemat, który szybko obiegł holenderskie media. Polski, pijany kierowca bez prawa jazdy, potrąca młodego Holendra i ucieka z miejsca wypadku. Rzeczywistość, jak jednak wskazują obrońcy, jest dużo bardziej skomplikowana.

Na pierwszy plan obrona wskazuje ucieczkę. Faktycznie nasz rodak po potrąceniu nie zatrzymał się na miejscu wypadku. Zrobił to jednak kilkaset metrów dalej. Nie uciekał. Adwokaci Polaka wskazują, iż 29-latek był w szoku. Potrzebował chwili, by zrozumieć, co zrobił. Gdy zaś doszło do niego, iż uderzył w człowieka, zatrzymał się i załamał. Nie można powiedzieć, iż uciekał przed policją.

Alkohol

Podobnie, zdaniem reprezentujących Polaka prawników, było z alkoholem. Polak, który przebywa od dnia zatrzymania w areszcie, miał być pod wpływem alkoholu i nie zgodzić się na badanie alkomatem. Mężczyzna zeznał przed sądem, iż tego dnia wypił faktycznie alkohol. Było to jednak tylko i wyłącznie jedno piwo (czyli dawka, po której w Niderlandach można prowadzić). Jego zeznania potwierdzili również świadkowie, którzy pili razem z nim.

Kwestia zaś odmowy poddania się badaniu wynikała z bardzo błahych powodów. 29-latek nie zna niderlandzkiego. Nie wiedział, o co chodzi policji. Na miejscu nie było żadnego tłumacza. Nasz rodak zaś będąc w szoku, nie chciał się na nic zgadzać, by po prostu nie pogarszać swojej sytuacji.

Prędkość

Adwokat Polaka wskazuje również na poważne wątpliwości co do kolejnego aspektu tej sprawy. Chodzi o prędkość, z którą poruszało się auto przebywającego obecnie w areszcie naszego rodaka. Obrona wskazuje, iż Polak mógł jechać maksymalnie 70 km/h w miejscu, gdzie dopuszczalne jest 60 km/h. Informacje te potwierdzają policjanci z wydziału wypadków drogowych. Naoczny świadek zdarzenia, przyjaciel ofiary, uważa jednak, iż Polak jechał dużo szybciej. Prawnik jednak podważa przed sądem te zeznania, wskazując, iż towarzysz ofiary wypił tego dnia kilka, jeśli nawet nie kilkanaście piw. To zaś poważanie mogło wpłynąć na jego osąd. Nie mówiąc już o tym, iż po śmierci przyjaciela może nie być bezstronnym.

Kwestie społeczne każą by Polak został za kratami

Sąd przyznał, iż wnioski przedstawiane przez obronę mają mocne podstawy. Sędzia widzi również żal i ból sprawcy. Zauważa, iż po otrzymaniu wiadomości o śmierci 17-latka rozpłakał się w celi. Niemniej jednak sąd na rozprawie wprowadzającej stwierdził, iż istnieje również interes społeczny, który jest ważniejszy od tego, co mówi adwokat. Wiadomo bowiem, iż 17-latek zmarł. Społeczeństwo wie, iż Polak pił, jechał bez prawa jazdy i odjechał, nie pomagając ofierze. Dlatego też dla dobra ogółu (aby uniknąć niepokojów w społeczeństwie), Polak pozostanie w areszcie do rozpoczęcia procesu. Ten rozpocznie się zaś dopiero 6 stycznia.