Polacy ofiarami czadu w Hadze

Polacy zginęli zaczadzeni na łodzi

Niestety nasze spekulacje sprzed kilku dni się potwierdziły. Para znaleziona na opuszczonej żaglówce zacumowanej przy Waldorpstraat w Hadze, to Polacy. 46-letnia kobieta i 33-letni mężczyzna zmarli, żyjąc w skrajnym ubóstwie, z dala od oka opieki społecznej.

Śmiertelny wypadek

Parę Polaków znalazł ich przyjaciel. Gdy mężczyzna wszedł na pokład ukrytej za wysokim nabrzeżem zdezelowanej żaglówki, znalazł tam parę nieprzytomnych mieszkańców z Polski. Świadek niewiele myśląc, natychmiast opuścił łódź i pobiegł do znajdującej się zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej stacji pogotowia ratunkowego. Medycy byli więc na miejscu kilka minut po zgłoszeniu. Niestety, gdy ratownicy weszli na pokład, okazało się, iż nic nie można zrobić. Para od pewnego czasu już nie żyła.

Nieznana tożsamość

Trzy tygodnie temu, gdy Niderlandy obiegła wiadomość o śmierci „załogi” żaglówki, wielu zadawało sobie pytanie kim byli nieszczęśnicy. Dziennikarzom Głosu Polski po krótkim śledztwie udało się ustalić, iż najprawdopodobniej byli to Polacy. O pochodzeniu ofiar miały świadczyć między innymi walające się w okolicy szczątki polskich produktów. Kolejną kwestią wskazującą na przybyszy z naszego kraju była cała otoczka, w jakiej znaleziono ofiary. Był to okres wyjątkowo zimnych nocy w Holandii. Większość niderlandzkich bezdomnych wie, iż może szukać wtedy wsparcia w schroniskach. W przypadku Polaków sprawa już nie jest taka prosta. Aby liczyć na łóżko w przytułku, bezdomny musi być zarejestrowany w mieście. Jeśli formalność ta nie została spełniona, drzwi ośrodka pozostają zamknięte. Owszem, przepis ten nie działa przez cały rok. Gdy na dworze spada temperatura, schroniska przyjmują każdego. Nie można bowiem pozwolić, by bezdomny zamarzł, np. pod drzwiami ośrodka. Niestety wielu naszych rodaków o tym nie wie. Wielokrotnie odrzucani już nawet nie idą do ośrodka. Starają się zaś gdzieś zaszyć, by przetrwać mrozy. To zaś paradoksalnie często działa na ich niekorzyść. Policja, BOA oraz Armia Zbawienia patrolujące zimą miasta nie umiejąc ich znaleźć, nie mogą przekazać, iż również na nich czeka miejsce w przytułku.

Przyczyna śmierci

Przez jakiś czas nieznana była przyczyna śmierci Polaków. Początkowo wskazywano na czad. Gdy jednak ratownicy weszli na łódź, stężenie tego gazu było zerowe. Rozważano więc inne możliwości, np. śmierć z wychłodzenia.
W końcu jednak po analizie zwłok wrócono do pierwotnego podejrzenia. Śledztwo wykazało, iż para bardzo szczelnie utkała żaglówkę brezentem i wszystkim, czym się dało, by zniwelować straty ciepła. Następnie w środku starali się ogrzać małym piecykiem. Brak przepływu powietrza spowodował zaś, iż spalanie nie zachodziło prawidłowo i pojawił się czad. Gość, który przybył zaś do pary naszych rodaków, wybiegając w panice z łodzi nie zamknął do niej wejścia i gaz się ulotnił.

Skrajna nędza

Ratownicy i policjanci, którzy widzieli wnętrze łodzi, mówią o przejmującej, skrajnej nędzy. Para starała się przeżyć na 3 metrach kwadratowych. Obszar ten służył im jako sypialnia, kuchnia i pokój dzienny. W środku było pełno ubrań, szczątków jedzenia. Wyglądało to tak, iż ludzie mieszkali tam przez dłuższy czas.  Niektórzy uważają, iż Polacy musieli paść ofiarą oszustów. Być może w ich przypadku można by nawet mówić o handlu ludźmi. W rejonie tym dochodziło już bowiem do sytuacji, w których przestępcy, pod przykrywką agencji pracy, ściągali bezrobotnych z naszej części Europy i obiecywali im złote góry. Gdy zaś ludzie ci przybywali na miejsce, trafiali do lokacji, które bez ogródek można nazwać współczesnymi obozami pracy.

Nie wyruszą w ostatnią drogę?

Miasto nie ujawnia, czy rodziny zmarłych zdecydują się zabrać ciała swoich krewnych do ojczyzny. Wskazują jedynie, iż operacja ta to drogie przedsięwzięcie i nikt nie będzie winił pozostałych w Polsce za to, iż nie zdecydują się na odebranie ciał zmarłych. Władze Hagi wiedzą bowiem doskonale, iż wielu Polaków przyjeżdża do ich kraju właśnie po to, by ratować rodzinny budżet, ponieważ w ojczyźnie nie mają pracy lub zarobki nie pozwalają na godne życie. Dlatego też samorząd wskazuje, iż jeśli będzie trzeba, urządzą pochówek w mieście. Ceremonia ta nie będzie odbiegać od tradycyjnych, niderlandzkich pogrzebów.