Paraliż komunikacyjny z powodu pożaru w Rotterdam South

Poszukiwania Polaka w kanale

Południowy Rotterdam borykał się w nocy, z poniedziałku na wtorek, z poważnymi problemami komunikacyjnymi. Wszystko z powodu szalejącego żywiołu w Doklaan, na obszarze Rotterdam-Zuid.

Pożar

Wszystko zaczęło się około godziny 17:22 w poniedziałek. Wtedy to służby ratownicze otrzymały informacje o pożarze mającym miejsce w obszarze przemysłowym na Doklaan w Roterdam-Zuid. Ogień szalał w firmie Van Leeuwen. Przedsiębiorstwo to zajmuje się recyclingiem i specjalizuje się w ponownym wykorzystywaniu metali.

 

Akcja ratownicza

Z powodu potężnego zadymienia, początkowo informatorzy nie potrafili określić, z jak mocnym pożarem będą musieli zmierzyć się strażacy. Zaowocowało to tym, że do strefy przemysłowej w dzielnicy Charlois wysłano kilkanaście wozów gaśniczych i zastępów strażaków. Przybyłe na miejsce służby ratownicze szybko zorientowały się, iż pomimo ogromnych kłębów dymu, jakie wydobywały się z hal przedsiębiorstwa, żywioł nie jest aż tak niebezpieczny. Strażacy bardzo szybko opanowali sytuację i powoli, ale systematycznie zaczęli przezwyciężać płomienie. Po paru godzinach sytuacja była opanowana, a pozostałe na miejscu jednostki dogaszały pogorzelisko i pilnowały, by nie pojawiły się nowe zarzewia żywiołu.

 

Pomoc

Fakt, iż w przypadku tego zakładu recyclingowego, płomienie nie strawiły całej infrastruktury, nie oznacza, że na miejscu było bezpiecznie. Strażacy musieli wezwać  pogotowie, ponieważ dwie osoby, najprawdopodobniej pracownicy zakładu (strażacy nie podają dokładnych informacji), podtruły się dymem. W przypadku jednego z mężczyzn wystarczyło podanie tlenu, drugi musiał zostać zabrany przez sanitariuszy na badania kontrolne do szpitala.

 

Tunel

Tym, co jednak sprawiło największe problemy podczas tego wydarzenia, był mały paraliż komunikacyjny jaki pożar „zafundował” tej części Rotterdamu. Z powodu ogromnych chmur dymu zamknięty został tunel Maas. Służby ze względu na bezpieczeństwo kierowców zamknęły drogę w obu kierunkach. Spowijające wszystko czarne, gęste kłęby utrudniały bowiem widoczność, co mogło doprowadzić do szeregu kolizji i wypadków. Ponadto tak duże zadymienie przeczyło też bezpieczeństwu podróżujących w tunelu, ponieważ gdyby hipotetycznie doszło do wypadku, w którym wysiadłaby wentylacja w tunelu, znajdujący się tam ludzie mogliby się podtruć wyziewami z płonącej firmy recyclingowej. Przeprawę otwarto dopiero o godzinie 6 rano następnego dnia. Do tego czasu kierowcy musieli korzystać z mostów Erasmus, Willems Bridge lub Brienenoord Bridge.

Szczęściem w nieszczęściu było to, iż do zamknięcia przejazdu doszło pomiędzy popołudniowym a porannym szczytem. Dzięki temu chaos w tej części Rotterdamu był minimalny.