Miejsca w pociągu i autobusie tylko dla wybranych

Wprowadzenie bezpiecznych odległości 1,5 metra spowodowało, iż w komunikacji publicznej znacząco zmniejszyła się maksymalna liczba podróżujących. Obecnie jazda „jak sardynki w puszcze” jest po prostu prawnie zabroniona. To zaś rodzi wiele problemów, ponieważ podróżnych często jest więcej niż miejsc. Dlatego też władza zastanawia się nad wprowadzeniem pierwszeństwa i priorytetowego wejścia do pojazdu dla określonej grupy ludzi.

Równi i równiejsi

Aby zrozumieć powagę sytuacji, wystarczy przyjrzeć się hipotetycznej sytuacji na przystanku X czy Y. Na tramwaj czeka tam 8 osób. Gdy ten przyjeżdża, okazuje się, że w pojedzie jest już pewna grupa podróżnych. W tej sytuacji możliwości są dwie. Albo do środka wchodzą wszyscy, złamane zostają rygory półtora metra i każdy dostaje mandat, albo wchodzi tylko kilku nielicznych. Na pierwszą opcję nie zgodzi się sam motorniczy. Druga zaś zaczyna być problematyczna. Kto bowiem może bowiem jechać, a kto nie.

Takie sytuacje od paru dni mają już miejsce nie tylko w tramwajach, ale też np. w pociągach podmiejskich, zwłaszcza w godzinach porannego i wieczornego szczytu na najbardziej uczęszczanych liniach. Zwykle wszystko odbywa się na zasadach grzeczności. „proszę”, „zapraszam”, „śmiało, ja poczekam”. Nie można jednak liczyć, iż zawsze tak będzie.

 

Gradacja podróżnych

W efekcie ministerstwo transportu zastanawia się nad wprowadzeniem pewnego rodzaju regulacji w tym zakresie. Tak, by kwestię tę bezspornie regulowało prawo i obywało się bez grzeczności lub pyskówek i przepychanek.

Wstępny pomysł zakłada, iż pierwszeństwo mieliby ludzie wykonujący ważne zawody. Pod tych hasłem znaleźliby się nie tylko lekarze, policjanci czy urzędnicy, ale np. pracownicy sklepów, czy ludzie pracujący w stacjach pomp, kierowcy i motorniczowie transportu publicznego itd. Mówiąc bardziej ogólnie wszyscy ci, bez których społeczeństwo Holandii nie byłoby w stanie sprawnie funkcjonować.

 

Aplikacja

Innym pomysłem jest wprowadzenie pełnej rezerwacji za pomocą specjalnej aplikacji. Dzięki temu byłoby jasno powiedziane, ilu ludzi może jechać danym składem i ile wolnych miejsc jeszcze się w nim znajduje. Bilety należałoby zakupić przed przyjazdem pociągu, tramwaju, autobusu z pewnym wyprzedzeniem. Dzięki temu nie tylko uniknięto, by walki o miejsce, ale również zniknąłby tłok na peronach i dworcach.

W przypadku tych miejsc również pojawiły się plany, by zmodyfikować je w ramach „nowej normalności”. Projekt ten zakładałby wyznaczenie odpowiednich stref wejścia i wyjścia z pociągu, tak by nawet podczas tych czynności ludzie nadal utrzymywali od siebie bezpieczny dystans.

 

Czy jednak jakikolwiek z tych planów ma szanse się powieść w praktyce? O tym przekonamy się w najbliższych tygodnia. Pewne jest jednak, iż politycy muszą rozwiązać tę kwestię, zanim do szkół wrócą uczniowie, ponieważ oni stanowią gro pasażerów komunikacji miejskiej.