Mark Rutte czyli jak daleko jesteśmy od Holandii

Mark Rutte czyli jak daleko jesteśmy od Holandii

Polskę od Holandii dzielą lata świetlne. Chodzi tu nie tylko o zarobki, poziom życia czy kwestie równouprawnienia. Również samo podejście polityków do swoich rządów i siebie jest w Holandii o wiele bardziej „na luzie”. W Niderlandach możliwe są bowiem rzeczy, które byłyby nad Wisłą nie do pomyślenia. Jesteście sobie w stanie wyobrazić, by ktoś podarował Jarosławowi Kaczyńskiemu czy Mateuszowi Morawieckiemu kask z przypiętym wibratorem podczas programu telewizyjnego, a ten nie oburzyłby się i wyszedł ze studia?

 

Skąd wzięliśmy „hełm z wibratorem”? Nie jest to nasz wymysł. Taki prezent dostał w środę premier Holandii podczas talk show Vandaag Inside. Mark Rutte dostał ów kask po serii pytań dotyczących jego działalności, bynajmniej jednak nie politycznej. Prowadzący program wypytywał bowiem pierwszego singla Holandii o jego życie w sypialni. Na koniec wywiadu gospodarz wręczył owo „specyficzne” nakrycie głowy, nieco nawiązujące do tego, iż holenderski premier uwielbia jeździć na rowerze.
Jak na to zareagował polityk? Czy Mark Rutte wyszedł ze studia, czy zgłosił sprawę o obrazę czci, zniesławienie lub zażądał zdelegalizowania stacji i cofnięcia jej koncesji? Nie. Śmiejąc się stwierdził jedynie, iż teraz będzie musiał się tłumaczyć z tego prezentu podczas wizyt zagranicznych. Niemcy czy Francuzi bowiem raczej tego nie zrozumieją.

 

Polska

Wyobraźmy sobie teraz taką sytuację w Polsce? Za kadencji obecnego rządu jest ona raczej niewyobrażalna. Wystarczy zresztą zobaczyć, jak media prowadzą wywiady z Premierem czy Prezydentem. Te aż biją po oczach powagą. Prowadzący jak i ich rozmówca ubrani są bardzo elegancko, a wszystko jest starannie wyreżyserowane.
Czy to źle? Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

 

Dystans

Ścierają się tu bowiem dwa podejścia. Pierwsze wskazuje na to, iż polityk – reprezentant narodu musi zachowywać się godnie, musi świecić przykładem i być zawsze poważny. Czy do takiej godności zaliczają się słowa, jakie, np. prezes pewnej partii wypowiada z mównicy sejmowej, to już inna sprawa.
Drugie, holenderskie podejście, to ocieplanie wizerunku. Jak wskazują politolodzy, Mark Rutte jest w tym niezrównany. Nie jeździ on, jak nasza była Pani Premier w rządowych kolumnach, łamiąc przepisy o nieużywaniu sygnałów dźwiękowych. On zwykle wsiada na rower. Jest reprezentantem ludzi, nie odgradza się od nich kordonami policji czy wysokim płotem. Można go spotkać na ulicy, a przy odrobinie szczęścia zamienić nawet parę słów. Wszystko to wpływa, iż dystans na linii władza-obywatel jest mniejszy i ludziom trudniej mówić o alienacji decydentów, o braku wiedzy na temat tego, co się dzieje w realnym świecie.

 

Francja

By jednak nie było, iż tylko Polska jest taka staroświecka, podobne podejście widać we Francji, gdzie wywiady z prezydentem to niemal przedstawienia teatralne. Każdy dziennikarz z akredytacją musi przestrzegać stosowych wytycznych, inaczej więcej go nie zaproszą.

 

Anglia

Tego typu wywiad z Królem, jest nie do pomyślenia. Co jednak z premierem? Nawet gdy stanowisko to piastował wyjątkowo nieszablonowy Boris Johnson, byłoby to niemożliwe. Owszem łamał on pewne tabu. Mógł się przyznać do tego, iż lubi wypić piwo w pubie, ale kwestie seksualności byłyby nie do pomyślenia.

 

USA

Za oceanem sytuacja również wygląda podobnie. Prezydent Stanów Zjednoczonych to brzmi dumnie i takiej osoby nie wolno zapytać o coś niecenzuralnego. Warte odnotowania jest jednak to, iż gospodarz jednego z tamtejszych talk-show, Jimmy Fallont, uzyskał zgodę na popsucie fryzury Donalda Trumpa. Było to jednak podczas kampanii wyborczej, a polityk chciał się pokazać jako luzak.

Jak więc widać Holandia na tym punkcie jest ewenementem. Nawet gdy koniec końców Rutte nie założył tego nakrycia głowy, pokazuje to jak daleko od nich jesteśmy. Czy to dobrze, czy źle? To już muszą Państwo sami ocenić.

 

 

Źródło:  AD.nl