Dźgnięty nożem Polak to tylko wypadek?

Polak, u którego holenderska policja znalazła wiele ran kłutych, nadal pozostaje w szpitalu. Jego stan z racji na uszkodzenia organów wewnętrznych i dużą utratę krwi jest poważny, ale nie zagrażający życiu. Lekarze nie pozwalają jednak na żadne przesłuchanie. Co więc się stało? 

Piątkowa interwencja

W piątek wieczorem partol policji w Eindhoven znalazł nieprzytomnego mężczyznę w wieku około 30 lat. Początkowo mundurowi myśleli, że człowiek jest pijany. Słaniał się na nogach, ledwo mówił. Nie posiadał również przy sobie żadnych dokumentów, dlatego funkcjonariusze postanowili zabrać go na komisariat. Tam, zamiast jednak przesłuchać "pijanego" musieli walczyć o jego życie. Na posterunku oficerowie odkryli, że na ciele 30-latka znajduje się wiele ran kłutych. Zatrzymany zaczął zaś tracić przytomność. W tej sytuacji funkcjonariusze postanowili nie czekać na karetkę. Jadąc na sygnale, zawieźli mężczyznę do szpitala w Matterhorn.

 

Zaraz po przywiezieniu, pacjent trafił na stół. Okazało się, że na jego ciele znajduje się kilka ran kłutych. Nie są to jednak świeże obrażenia. Wygląd rany i początki wdawania się w nią infekcji świadczyły, że mogą one mieć dwa-trzy dni. Według lekarzy, gdyby nie interwencja stróżów prawa, ranny mógłby nie przeżyć następnej nocy. Jego stan z racji utraty krwi i postępującego zakażenia był dość poważny, delikatnych uszkodzeń doznały również organy wewnętrzne. Rany te nie zagrażały bezpośrednio życiu, ale nieleczony organizm z powodu wycieczenia i gorączki stawał się coraz słabszy. Gdyby więc nikt nie zainteresowałby się mężczyzną, mogłoby dojść do najgorszego.

 

Ciężko ranny Polak trafił z komendy do szpitala. Jego stan jest poważny, ale nie zagrażający życiu.

 

Kim jest ofiara?

Policja miała początkowo bardzo duże problemy z rozpoznaniem tożsamości mężczyzny. Podczas pierwszego kontaktu ranny nie potrafił się wylegitymować, dopiero podczas hospitalizacji stało się jasne, kim jest. Okazało się, że ranny to Polak, mieszkający w ośrodku dla pracowników migrujących, w Best. Tam, dzień przed opisywanym tutaj incydentem, został spisany z powodu libacji alkoholowej i powodowanych uciążliwości dla społeczeństwa, w rejonie hotelu NH w De Maas. Podczas tamtej kontroli patrol nie zobaczył jednak nic dziwnego u obywatela znad Wisły. Świadczyć to może tylko o tym, iż albo mężczyzna został ranny krótko po spisaniu lub nie wdało się wtedy jeszcze zakażenie.

Policjanci nie wykluczali próby morderstwa, na szczęście wszystko wskazuje, że był to albo nieszczęśliwy wypadek, albo głupia zabawa, pozbawiona udziału osób trzecich.

Dochodzenie

Policja przesłuchała wszystkich świadków mających kontakt z obywatelem Polski w ciągu ostatnich 72 godzin. Rozmawiała również z jego współlokatorami. Z ustaleń, jakie zostały poczynione, wynika, że nasz rodak najprawdopodobniej mógł sam się zranić. Policja wykluczyła motyw przestępczy i zakończyła dochodzenie. Tego, jak Polak mógł się okaleczyć nożem lub innym ostrym narzędziem, chyba nigdy się nie dowiemy. Możliwe jednak, że cała ta historia rozpoczęła się słowami „Ja nie dam rady? To popatrz, tylko potrzymaj mi piwo…”