Dla Polki zrobił praktycznie wszystko

Polak oskarżony o usiłowanie zabójstwa

Polki są jednymi z najpiękniejszych kobiet na świecie. Nie dziwi więc, iż Holendrzy potrafią stracić dla nich głowę. Richard H. stracił jednak nie tylko głowę z racji uczucia, ale i rodzinę, i wolność na długie lata. Wszystko między innymi właśnie przez naszą rodaczkę.

Kim jest Richard H? To morderca, człowiek, który zabił swoją rodzinę w 2005 roku. Czemu to zrobił? Jak mówiła prokuratura, by „zrobić miejsce” dla przyjeżdżającej do niego kochanki, Polki, którą ubóstwiał. Człowiek ten miał niedługo wyjść na wolność. Sąd jednak interweniował na wniosek rodziny ofiary i skazany spędzi jeszcze co najmniej dwa lata w ośrodku TBS.

 

17 lat temu

By zrozumieć całą sprawę, trzeba cofnąć się aż o 17 lat. Wtedy to, w 2005 roku, mający 34 lata Richard H zamordował swoją żonę. Pobił ją na śmierć, gdy ta spała w łóżku. Następnie poszedł do pokojów swoich córek, Marieke i Charlotte i obie udusił. Dziewczynki były w wieku 5 i 3 lat.
Po około 5 dniach zgłosił sprawę na policję. Wskazał oficerom, iż jego żona i dzieci zniknęły. Mężczyzna przybył wtedy też do swoich teściów i starał się podtrzymać ich na duchu, pomagając w śledztwie, przekazując policji co rusz to nowe tropy, co mogło stać się z jego rodziną.

 

Co za dużo to niezdrowo

W pewnym momencie jednak jego historia i zeznania zaczęły wzajemnie sobie przeczyć. Śledczy byli coraz bardziej podejrzliwi, bo pojawiało się coraz więcej luk i nieścisłości. Przysłowiowym gwoździem do trumny mężczyzny było znalezienie ciał córek. Te były zakopane w lesie nieopodal Chaam. Dzieci były w ziemi w piżamkach, a na ich szyjach patolodzy znaleźli ślady wskazujące na uduszenie.

 

Proces

Czemu Holender zamordował swoją rodzinę? Chciał zrobić miejsce w domu dla swojej kochanki. Polki, z którą liczył, że ułoży sobie nowe życie, bez balastu, jakim byłaby była żona i dzieci. Zanim więc kobieta pojawiłaby się na stałe w Niderlandach, oskarżony chciał rozwiązać istniejące "problemy".
Polka, jak wykazało śledztwo, nie miała pojęcia o działaniach mężczyzny. Nie wiedziała, iż może on być tak zdeprawowany i zły.
Sąd pierwszej instancji skazał Holendra na dożywocie. Sąd apelacyjny jednak skrócił wyrok do 20 lat odsiadki z TBS. To zaś oznaczało, że po 13 latach mógł on zamienić celę więzienną na klinikę TBS. To stało się 4 lata temu.

 

Koniec leczenia

Dwa tygodnie temu prawnik, obecnie już 51-letniego mężczyzny, wskazał, iż jego klient zakończył już leczenie i może powrócić do społeczeństwa, spełniając określone kuratorskie warunki. Może też podjąć pracę jak porządny obywatel.
Wymiar sprawiedliwości, na odbywającej się w tym tygodniu rozprawie, postanowił jednak inaczej. Wskazał on, iż osadzony ma tendencję do zachowywania się jak „pacjent doskonały”, co jest nieco podejrzane. Dlatego też musi on jeszcze pozostać w zamkniętym ośrodku. Werdykt ten sprawił, iż rodzice i dziadkowie ofiar odetchnęli z ulgą. Bali się bowiem tego, iż zabójca może wyjść na wolność.

 

Źródło:  Ad.nl