Bo zupa była za słona…

0
142

Niezadowolenie klienta, jego zły dzień, a może zła obsługa lub po prostu jedzenie było zbyt słone. To na chwilę obecną ustala policja. Wiadomo jednak, że klient nie tylko nie chciał zapłacić rachunku, ale również złapał za nóż.

Dziwny klient

W środowy wieczór do lokalu Happy Garden na Amersfoortseweg w Doorn przybył dziwny klient. Usiadł przy stoliku, zamówił colę i kilka pozycji z menu, po czym zaczął jeść. Nie było w tym nic niezwykłego, za wyjątkiem tego, że gość wyraźnie nie śpieszył się z posiłkiem, gdy skończył, zamówił jeszcze dokładkę i dalej pałaszował przyniesione mu przez kelnera dania. W tym czasie powoli zbliżał się czas zamknięcia lokalu. Większość gości opuściła już salę. Zostali już tylko nieliczni kończący swoje posiłki i wspomniany tu klient. W pewnym momencie przyszedł do niego kelner informujący, iż lokal za chwilę będzie zamknięty. Zapytał też, czy mężczyzna może uregulować rachunek. Kierownik sali liczył pewnie na duży napiwek, okazało się jednak inaczej. Gość stwierdził, że nie zamierza nigdzie stąd wychodzić oraz że nie zapłaci za jedzenie.

Jeśli mężczyzna chciał się najeść i nie zapłacić, to mu się udało. Pytanie jednak, czy grzywna będzie tańsza od rachunku?

Sytuacja robi się gorąca

Gdy kelner chińskiej restauracji zorientował się, że klient nie żartuje, poprosił go jeszcze raz stanowczo o opłacenie rachunku i opuszczenie lokalu, ponieważ będzie zmuszony wezwać policję. Członek obsługi liczył, że przestraszy w ten sposób niechcianego gościa. Sytuacja potoczyła się jednak zgoła inaczej. Ani właściciel, ani kucharze nie potrafili powiedzieć, jak to dokładnie się stało, ale klient w jednej chwili znalazł się w kuchni lokalu, z której zabrał długi nóż i zaczął nim grozić personelowi i ostatnim klientom. Zagrożenie było na tyle realne, że wszyscy znajdujący się w restauracji opuścili lokal. Obsługa z zewnątrz zadzwoniła na policję i opisała całą sytuację. W tym czasie pozostawiony sam sobie klient, częstował się whisky z restauracyjnego baru.

Akcja policji

Opis zagrożenia prezentowany przez obsługę musiał zrobić na dyżurnym duże wrażenie. Funkcjonariusz wysłał bowiem do akcji 20 funkcjonariuszy z pasami. Teren restauracji obstawiło 10 radiowozów i wszystko wyglądało jak sceny z filmu sensacyjnego. Nie wywarło to jednak żadnego efektu na człowieku z nożem. Nie przeraziła go ani liczba policjantów, ani specjalnie szkolone psy.

Gdy mundurowi weszli do środka, niechciany gość nadal nie odłożył broni. Nie reagował też na komendy stróżów prawa. W tej sytuacji oficerowie niewiele myśląc, postanowili odegrać sławną już scenę z Indiany Jonesa. Jedyną różnicą była skala. Zamiast ogromnego miecza Araba był nóż, a zamiast rewolweru Indiego policyjny taser. Efekt jednak był ten sam. Napastnik padał jak długi na ziemię. Chwilę później skuty wsiadał już do radiowozu, który zabierał go na komendę.

Wyszedł bez płacenia

Można by powiedzieć, że gość dopiął swego. Zjadł, napił się dobrego alkoholu, posiedział w restauracji, a potem wyszedł bez płacenia. Niemniej jednak redakcja ma wątpliwości, czy o takie wyjście do końca mu chodziło.

 

A tu wspomniana przez nas kultowa scena

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię