Beekse Bergen: opiekunka zmarła po ataku pantery. Pracowała w parku prawie 40 lat
Opiekunka zwierząt z safariparku Beekse Bergen w Hilvarenbeek nie przeżyła ataku pantery. Kobieta pracowała w parku niemal 40 lat, z czego osiem lat opiekowała się właśnie panterami. Branża ogrodów zoologicznych w Holandii mówi o ogromnym szoku.
Do ataku doszło w sobotę. Opiekunka była sama w wewnętrznym wybiegu dwóch samców pantery perskiej. Zwierzęta przebywały tego dnia w pomieszczeniu z powodu złej pogody. Kobieta doznała poważnych obrażeń głowy i szyi, ale zdołała jeszcze wezwać pomoc przez radiotelefon.
W niedzielę rzecznik parku przekazał, że jej stan się pogorszył i lekarze obawiają się najgorszego. We wtorek Beekse Bergen poinformował, w porozumieniu z rodziną, że opiekunka zmarła. Jej nazwiska ani wieku nie podano.
Prawie 40 lat w jednym parku
Kobieta zaczęła pracę w Beekse Bergen jako 17-latka i z przerwami była związana z parkiem przez blisko cztery dekady. Ostatnie osiem lat spędziła przy panterach. Park opisał ją w weekend jako osobę z „wielkim sercem dla zwierząt i parku”. Pracownicy są według rzecznika smutni i głęboko wstrząśnięci.
Wciąż nie wiadomo, jak dokładnie doszło do ataku. W wybiegu nie ma kamer. Na co dzień opiekunowie unikają przebywania w tej samej przestrzeni co duże drapieżniki, dlatego wiele pytań dotyczy tego, dlaczego kobieta znalazła się z panterami w jednym pomieszczeniu.
Dwa śledztwa i otwarty park
Sprawę bada holenderska inspekcja pracy (Arbeidsinspectie). Beekse Bergen zlecił też niezależne dochodzenie zewnętrznej firmie. Park pozostaje otwarty – taką decyzję podjęto po rozmowie z rodziną zmarłej. Dla odwiedzających przygotowano miejsce z księgą kondolencyjną, osobne miejsce pamięci powstało też dla pracowników.
Według parku atak nie będzie miał konsekwencji dla samych zwierząt. Pantery „zachowały się naturalnie” i nie można ich za to winić. Opieka nad nimi trwa jak dotąd, chyba że śledztwo wykaże jakiś problem.
Takie wypadki w Holandii są bardzo rzadkie
Wineke Schoo, dyrektorka Holenderskiego Związku Ogrodów Zoologicznych (NVD), nazwała tę wiadomość wielkim wstrząsem dla całej branży. Śmiertelne ataki zwierząt w holenderskich zoo zdarzają się niezwykle rzadko. Ostatni znany przypadek miał miejsce w 2003 roku – również w Beekse Bergen, gdzie 36-letni pracownik zginął po ataku słonia. Wcześniej opiekun w Ouwehands Dierenpark został ciężko ranny przez lwa, a w 1979 roku w rotterdamskim Blijdorp doszło do śmiertelnego ataku tygrysa.
Holenderskie ogrody zoologiczne muszą spełniać surowe normy bezpieczeństwa dotyczące budowy wybiegów i opieki nad zwierzętami, a gatunki niebezpieczne podlegają dodatkowym kontrolom. Parki sprawdza europejskie stowarzyszenie EAZA oraz branżowy związek w Holandii. NVD liczy, że wnioski ze śledztwa w Beekse Bergen posłużą jako lekcja dla innych parków w kraju.
Źródło: NOS