Amerykański pasjonat zatrzymany w Shiphol

Amerykanie uwielbiają historię swojego młodego państwa. Wielu z nich czci i pielęgnuje tradycje. „Amerykańscy Chłopcy” walczący na frontach II Wojny Światowej to zaś istni bohaterowie narodowi. Dlatego też nikogo nie powinno dziwić, że wielu mieszkańców USA przyjeżdża między innymi do Holandii czy Niemiec, szukając pamiątek po działaniach swoich ojców i dziadków. Najnowsze wiadomości z Holandii mówią jednak o dosłownym opadzie szczęki celników z Schiphol.

Bombowy Amerykanin

Na początku tego tygodnia straż graniczna na lotnisku w Schiphol pracowała tak jak każdego dnia. W pewnym momencie jednak celnicy myśleli, że źle widzą. Prześwietlając bagaże jednego z lotów, mającego niedługo wystartować do Stanów Zjednoczonych, zauważyli nie tyle bombę, co bomby. Duża walizka pełna byłą czegoś, co wyglądało na broń. Ekrany urządzeń dobitnie pokazywały owalne kształty przypominające granaty, pociski karabinowe, a nawet duże ładunki moździerzowe. Albo był to więc głupi kawał, albo ktoś chciał wnieść na pokład ciężkie uzbrojenie.

 

Hobby

Oficerowie Netherlands Marechaussee natychmiast wezwali do siebie właściciela walizki. Okazało się, iż ten niezwykle rozrywkowy ładunek z królestwa tulipanów stara się wywieźć Amerykanin. Gość zza oceanu był nieco zdziwiony całym zamieszaniem. Mężczyzna powiedział funkcjonariuszom, iż w walizce ma trzy granaty ręczne, jeden granat moździerzowy i około 30 sztuk amunicji karabinowej. Gdy celnicy otwarli walizkę, ich oczom ukazały się skorodowane skorupy z czasów II Wojny Światowej.

Cały ten arsenał miał wykopać sam Amerykanin, który wybrał się do Niemiec z wykrywaczem metalu. To właśnie tam, na starych wojennych frontach, wykopał te niewypały i niewybuchy, a teraz postanowił zabrać je ze sobą, by uświetniły jego kolekcję w USA.

 

Nie ma powodów do obaw

Mężczyzna tłumaczył się funkcjonariuszom, iż doskonale wie, że na pokład samolotu nie wolno wnosić materiałów wybuchowych, dlatego też ze skorodowanych ładunków wymontował zapalniki i wysypał resztki trotylu. Dzięki temu granaty byłyby niebezpieczne tylko w momencie, w którym kogoś uderzyłoby się nimi w głowę lub upuściło na nogę. Podobną czynność turysta wykonał względem nabojów i kilku zapalników artyleryjskich (nakręcanych na pociski burzące).

 

Grzywna

Gość nie miał wiec sobie nic do zarzucenia. Innego zdania byli jednak przedstawiciele Netherlands Marechaussee. Najnowsze wiadomości z Holandii mówią, że amator militariów musiał oddać własnoręcznie wykopany skarb i zapłacić grzywnę w wysokości 750 euro. Oprócz tego Amerykanin naraził się na koszty związane z wylotem. Utknął on bowiem na lotnisku w Niderlandach, po zakończeniu wszystkich formalności mógł opuścić dopiero kolejnym rejsem następnego dnia.