Splądrowane sklepy, rozróby i krew na ulicach. Ponad 180 osób zatrzymanych!

splądrowane sklepy i zamieszki w Rotterdamie

Kolejna niespokojna noc w Królestwie Niderlandów. Tym razem do najcięższych starć demonstrantów z policją doszło w Rotterdamie. W mieście nie tylko zostały splądrowane sklepy. W ciężkich walkach z rozjuszonym tłumem rannych zostało kilkunastu funkcjonariuszy. Policja zatrzymała 184 osoby.

Na chwilę obecną wiadomo co najmniej o dziesięciu rannych oficerach policji w Rotterdamie, którzy wymagali pomocy lekarskiej. Ich obrażenia to efekt starć z grupami protestujących, którzy już od trzech nocy wychodzą na ulicę, by przeciwstawić się wprowadzonej od soboty godzinie policyjnej. Demonstracje te już dawno zmieniły swój charakter. Nie ma już pokojowych pikiet i protestów, jakie miały miejsce przed godziną policyjną, teraz nocą toczą się regularne starcia z policją. Dochodzi do wszelkiej maści wybryków chuligańskich. Niszczona jest infrastruktura miejska oraz własność prywatna.

Splądrowane sklepy

Coraz częściej z demonstracji korzystają również zwykli przestępcy, rabusie. Minionej nocy zostały splądrowane sklepy w rejonie starć ulicznych. Ludzie, pod pretekstem walki z systemem, wybijają szyby w lokalach i wynoszą z nich co cenniejsze przedmioty. Przestępcy, korzystając z ideałów walki o wolność i prawa obywatelskie okradają sklepy, zabierając nierzadko dorobek życia uczciwie i ciężko pracujących właścicieli tychże lokali.

Jądro ciemności

Najgorsza sytuacja w Rotterdamie miała miejsce na Beijerlandselaan. To tam właśnie rannych zostało 10 oficerów i to tam zostały splądrowane sklepy. Nieoficjalnie mówi się, iż jeden ze stróżów prawa ma połamane nogi. Nie wiadomo jednak, jak do tego doszło. Być może padł ofiarą linczu, a może chuligani zrzucili go z konia? Istnieje też prawdopodobieństwo, że zwierze same zrzuciło jeźdźca, gdy pod kopytami wybuchła mu silna petarda. Policja oficjalnie nie podaje jednak informacji na ten temat. Wiadomo jedynie, iż w kierunku jednostek prewencji poleciały kamienie, kostka brukowa, butelki, petardy i wszystko to, co ludzie mieli pod ręką. Sytuacja była na tyle poważna, iż policja skorzystała z pomocy szkolonych psów i armatek wodnych.

Strzały

To jednak nie wszystko. Oficerowie musieli również oddać strzały ostrzegawcze. Stało się to gdy grupa mundurowych z prewencji znalazła się niejako pod ścianą. Demonstrantom udało się bowiem odciąć kilku policjantów od reszty oddziału. Zostali oni momentalnie osaczeni przez wściekły tłum i to na nich skupiła się cała agresja. Sytuacja była na tyle krytyczna, iż otoczeni zaczęli oddawać strzały ostrzegawcze, by utemperować agresorów i przedrzeć się do reszty jednostki. Jak mówią świadkowie tego zajścia, mało brakowało i pomimo strzałów ludzie rzuciliby się na okrążonych mundurowych.

Wtorkowy poranek ukazał obraz pobojowiska na ulicach miasta. Zniszczone przystanki, splądrowane sklepy, gdzieniegdzie dymiące się jeszcze pozostałości koszów na śmieci. Szkło kamienie, a nawet miejscami i krew na ulicach. Obraz ten diametralnie różnił się od wizji spokojnego, przyjaznego Rotterdamu, który wielu z nas ma w pamięci.
W zaistniałej sytuacji władze miasta wraz z komendą policji zdecydowały, iż teraz skupią się na zapobieganiu tego typu aktom. Dziś ruszyła akcja mająca na celu zneutralizowanie wszystkich podżegających do zamieszek. Samorządowcy i komenda liczą na to, że gdy uda się zatrzymać osoby odpowiedzialne za podburzanie tłumu, uda się aresztować prowodyrów, skala zajść będzie dużo mniejsza. Czy ten plan ma szansę powodzenia? Przekonamy się dzisiejszego wieczoru.

 

Holandia płonie

Holandia płonie

W tych miastach w nocy doszło do zamieszek i starć z policją.

 

Rotterdam to nie jedyne miasto, gdzie w świetle poranka przechodniów straszyły splądrowane sklepy. Zamieszki w poniedziałkowy wieczór i noc miały również miejsce w wielu innych miastach Niderlandów. W Den Bosch musiano zamknąć szpital. Bano się bowiem, iż zadymiarze wedrą się do środka. Oprócz szpitala miejscowa policja zamknęła wszystkie drogi do centrum miasta. Również ruch pociągów został na jakiś czas wstrzymany. W ten sposób urządzono swoisty "kocioł", dzięki któremu udało się zatrzymać 52 osoby. 50 z nich nadal przebywa w areszcie. Są to głównie młodzi ludzie w wieku 17-22 lat. Większość z nich pochodzi z 's-Hertogenbosch i okolicznych wiosek.

Oprócz Rotterdamu i Den Bosch do starć doszło w Amersfoort, Geleen, Haarlem, Zwolle, Amsterdamie, Veenendaal i Hadze. Tam również splądrowane sklepy i zniszczona infrastruktura generują koszty liczone w tysiącach euro. W sumie tylko podczas jednej nocy zatrzymano w Holandii 184 osoby (w samym Rotterdamie aresztowano ponad 50 chuliganów). To jednak nie jest ostateczny wynik. Obecnie policja analizuje zapisy monitoringu i stara się wyłuskać z nagrań twarze kolejnych podejrzanych o akty wandalizmu, kradzieże czy też ataki na policjantów.