Śmierć busiarza

0
8728

Kierowca jednej z mniejszych polskich firm przewozowych, obsługujący trasę: Polska- Niemcy-Holandia został znaleziony martwy na Parkingu koło Düsseldorfu w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Pusty parking

Około godziny 3:45, w poniedziałek 6 maja, na jeden z mniejszych „mopów” wjechał tir na francuskich numerach rejestracyjnych. Jego kierowca był już dość zmęczony i potrzebował przynajmniej chwili pozaregulaminowej przerwy. Postój miał być krótki, toaleta, fajka, energetyk i jazda w dalszą drogę. To, co się jednak stało się podczas postoju, spowodowało, iż zamiast 10 minut, kierowca spędził na parkingu kilka godzin.

“Parkplatz” był prawie pusty, późna godzina i bliskość kilku dużych stacji benzynowych z restauracjami sprawiała, że większość tirowców wolała zatrzymywać się tam niż na takim odludziu. Jedynym pojazdem oprócz kilkunastotonowego tira był busik na polskich tablicach rejestracyjnych.

Przerażające odkrycie na niemieckim parkingu.

Francuz, podczas wielu lat swojej pracy często, spotykał się z czymś takim. Pusty parking niby na odludziu, ale jednak blisko zjazdu z autostrady. Takie miejsca są często wybierane  przez pary, które liczą na odrobię przyjemności. W tej sytuacji mogło być podobnie, niemniej jednak zawieszenie pojazdu nie pracowało w charakterystyczny sposób. Mimo wszystko, kierowca postanowił obejść busa szerokim łukiem. Tak by nie przeszkadzać  bawiącej się w nim parze.

Gdy już jednak był w połowie drogi pomiędzy busikiem a toaletą, ciekawość wzięła górę i mężczyzna postanowił się odwrócić. Uważał, że był już na tyle daleko, że kochankowie go pewnie nie zauważą, a on zrobi tylko jedne szybkie spojrzenie…

Ciekawość zmienia wszystko

To, co zobaczył Francuz, sprawiło jednak, iż ile sił w nogach pobiegł w kierunku busa. Okazało się, że przy otwartych drzwiach od strony kierowcy leży mężczyzna. Miał około 30, może 35 lat. Był jeszcze ciepły, ale nie oddychał. Wokół nie było żadnych śladów walki ani krwi. Wszystko wyglądało więc na zawał. Kierowca ciężarówki natychmiast zadzwonił na pogotowie i rozpoczął akcję ratunkową. Prowadził resuscytacje krążeniowo-oddechową do przyjazdu pogotowia. Właściciel busa nie odzyskał jednak przytomności.

Ratownicy przejęli od Francuza opiekę nad poszkodowanym i podali francuskiemu kierowcy tlen. Lata za kółkiem i kilkanaście kilo nadwagi sprawiły, że kondycja nie była zbyt dobra, a schodząca adrenalina sprawiła, że kierowca ledwo mógł ustać na nogach.
Tak siedząc na progu karetki, Francuz obserwował walkę o życie Polaka, która pomimo starań ratowników okazała się przegrana.

Wtedy też tirowiec, przypomniał sobie, że zamierzał pójść do toalety. Mężczyzna czuł się brudny, chciał jak najszybciej zmyć z siebie to, co zobaczył. Jak potem przyznał jednemu z przepytujących go dziennikarzy: „Chciałem chlusnąć sobie w twarz zimną wodą i po prostu się obudzić. Ta sytuacja najzwyczajniej w świecie mnie przerosła”.

Niespodzianka w toalecie

Chwilę później, do czekających na policję lekarzy, przybiegł przestraszony mężczyzna. Łamanym niemieckim prosił jednego z medyków, by poszedł razem z nim. Gdy ratownik wszedł za Francuzem do toalety, zrozumiał, czemu polski kierowca wybrał tak odosobniony parking. Oprócz maszynki do golenia i pianki na jednej z umywalek leżało małe turystyczne lusterko, na którym śnieżną bielą kusiła kreska białego proszku. Na lustrze najprawdopodobniej były wcześniej dwie. Jedna została już cała wciągnięta, druga tylko do połowy. Lufka do zioła, która najwyraźniej miała służyć do wciągania, leżała zaś daleko obok.

Ratownik poleciał kierowcy tira niczego nie dotykać i zaczekać na policję. Ta na szczęście pojawiła się kilka minut po tym, jak oboje opuścili toaletę. Francuzowi rozmowa z funkcjonariuszami jednak wyraźnie się nie kleiła. Mówili oni po francusku, tak jak tirowiec po niemiecku. W efekcie czego udało się jedynie ustalić, że kierowca złoży zeznania przy pomocy francuskiego tłumacza. Taki stan rzeczy ucieszył przewoźnika, ponieważ mógł dalej kontynuować swoja podróż. Obawiał się bowiem, że może zostać zatrzymany jako napastnik. Lekarz poinformował policjantów, iż Polak zmarł najprawdopodobniej na zawał serca w skutek przedawkowania kokainy.

Nadgodziny, nieprzespane noce, praca do granic wytrzymałości, to norma w jednoosobowych firmach przewozowych. 

Nie zdążył wezwać pomocy

Jak się okazuje, wstępne ustalenia ratowników medycznych, były słuszne. Nasz rodak zjechał na parking, by się odświeżyć i przygotować na dalszą drogę do Polski. Oprócz umycia twarzy i ogolenia się postanowił skorzystać ze wspomagacza, jakim była kokaina.
Ta zaś w połączeniu z kilkoma puszkami Red Bulla, które znaleźli policjanci w busie, sprawiła, że serce odmówiło posłuszeństwa.

Co ciekawe Polakowi, 32-letniemu Michałowi J., pomimo ogromnego bólu i duszności udało się dotrzeć do samochodu. Kierowca chciał wezwać pomoc. Mężczyźnie udało się wziąć telefon do ręki. Niestety ostatni wybrany numer świadczy dobitnie o tragizmie całej sytuacji. Jak podaje niemiecka policja, był to 999, a nie 112. Najwyraźniej w swoich ostatnich chwilach, podczas ogromnego stresu, bólu i niedotlenienia, kierowca wpisał numer polskiego pogotowia, który niestety nie działa w Niemczech.

Trudne życie busiarza

O sytuację spod Düsseldorf zapytaliśmy jednego z polskich kierowców firmy oferującej przewozy osobowe do Holandii. Mężczyzna zgodził się z nami rozmawiać, jednak zastrzegł, że jego dane oraz jego pracodawcy nie zostaną ujawnione.

Kierowca opisał nam, jak wygląda praca w takiej małej firmie, która z racji swoich niedużych dochodów nie może pozwolić sobie na zatrudnienie dużej liczby kierowców.

– Kiedy zaczynałem pracę jako kierowca, robiłem właśnie dla jednej z takich małych firemek. Nie jeździłem wtedy wprawdzie na Holandię, ale na południe do Bawarii. Generalnie to jednak nie ma znaczenia. Wszędzie jest taki sam zapie****.

-Jak pan to rozumie?

-Wie Pan. Każdy myśli, że praca busiarza to cudowna robota. Wygodny fotel w nowoczesnym busie, noclegi w hotelach. W rzeczywistości to jednak bardzo ciężka praca. Sprzęt nie zawsze jest nowy, samochody lubią się psuć, a o hotelach można zapomnieć. Często śpi się po prostu na tylnej kanapie w busie. Zwłaszcza jeśli pracuje się dla firmy na dorobku.

-A co z bezpieczeństwem?

-Aż strach to powiedzieć, ale w przypadku małych firm, takich mających dwa– trzy busy, albo u prywatnych kierowców z jednoosobową działalnością, to nie ma mowy o bezpieczeństwie. Ich po prostu nie stać na bezpieczeństwo. Muszą być szybsi, tańsi i bardziej konkurencyjni od gigantów działających na obszarze całego kraju. Mało kto więc z nich przestrzega norm BHP.

-Jak pan to rozumie?

-Proszę spojrzeć na tego, kto zmarł w Düsseldorfie. Wykończyła go “biała dama”, facet jechał na koksie i Red Bullach. Wie Pan dlaczego?

By zdążyć, wyrobić się. Możliwe, że gdzieś wcześniej był wypadek i miał poślizg. Mała firma nie podstawi nowego busa i innego kierowcy by ten opóźniony wrócił z trasy i odpoczął. Zamiast więc teoretycznej regulaminowej przerwy jest jazda na złamanie karku. Tak można zrobić raz, ale jak to się powtarza, to wchodzą prochy. Tego nie da się bowiem normalnie wytrzymać. Facet pewnie jechał nawet na „dwójce”

-Dwójce?

-Tak, chodzi oto, że pracował za dwóch kierowców. Czyli teoretycznie w papierach jedzie kto inny, a on odpoczywa. To czasem się zdarza. Wtedy można być nawet 24 godziny w trasie non stop. Niektórzy robią tak, by np. szybciej spłacić kredyt, czy zarobić na ślub. To takie niepisane nadgodziny.

-Wtedy  bierze się narkotyki?

-Na początku kawę, potem energetyk, potem niektórzy kupują kofeinę w proszku, a ci co mają dostęp, zażywają kokę lub amfę. Ona dają kopa, tylko niestety można z nią przesadzić. Zresztą widzi Pan, co się stało. Szczęście tylko w tym, że wtedy z ludźmi nie jechał, albo że go nie dorwało na autostradzie. Wtedy ofiar mogłoby być dużo więcej.

Zostawił żonę i dziecko

Jak nieoficjalnie dowiedziała się nasza redakcja zmarły, 32-letni Michał J., był świeżo po ślubie. Osierocił swoją 29-letnią żonę i rocznego syna. Mężczyzna był w trakcie remontu niedawno zakupionego domu, w jednej z dolnośląskich wsi. Nie ma informacji, czy kierowca miał wykupione ubezpieczenie na życie.

Francuz, który znalazł ciało Polaka, złożył zeznania w drodze powrotnej do Francji. Jego szef nie wyciągnął konsekwencji z opóźnienia spowodowanego zdarzeniem.

Zostawił żonę i dziecko

Firma, w która zatrudniała kierowcę odmówiła komentarza.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię