Katastrofa lotnicza w Rotterdamie- samolot roztrzaskał się w kanale

Holendrzy uczą Polaków i Ukraińców

W niedzielę jednym z kanałów portowych w Rotterdamie rozbił się samolot. W małej maszynie znajdowały się dwie osoby. Wszystko wskazuje na to, iż nie przeżyły. Ratownicy bowiem przez wiele godzin wczoraj szukali ciała pilota i pasażera, niestety bezskutecznie.

Maszyna, która zakończyła swoją podróż w wodach w rejonie Caland, wystartowała z jednego z lotnisk w północnych Niemczech i była w drodze do Francji. Niestety z niewiadomych przyczyn płatowiec runął do wody.


Akcja ratunkowa

Początkowo akcja ratunkowa była dość chaotyczna. Nie wiadomo było bowiem dokładnie, co się dzieje. Służby pierwsze informacje o zdarzeniu otrzymały już w niedzielę o godzinie 18:50. W tym czasie władze lotniska Rotterdam The Hague nic jeszcze nie wiedziały o wypadku. Nie monitorowały bowiem tego lotu. Awionetka nie chciała u nich lądować. Zresztą jak się później faktycznie okazało, nie była to maszyna z tamtejszego aeroklubu. Zdziwienie więc władz lotniska mogło być zrozumiałe.

 

Akcja poszukiwawcza

Już w kilka minut po katastrofie w rejon uderzenia w wodę przypłynęły jednostki ratunkowe, jak i wielu świadków, którzy dysponując własną łodzią, chcieli pomóc w poszukiwaniach rozbitków. Również na lądzie zgromadziły się liczne służby ratunkowe. Od strażaków, poprzez jednostki pogotowia, po nurków gotowych zejść do wraku. By to wszystko koordynować, wprowadzono poziom ratunkowy GRIP1. 

 

Wrak odnaleziony

Podczas poszukiwań ratownikom udało się odnaleźć wrak małego samolotu. W jego wnętrzu nie było jednak ani pilota, ani pasażera. Istniała więc szansa, iż opuścili oni maszynę i znajdują się w wodzie, czekając na pomoc. Poszukiwania w niedzielę trwały aż do godziny 21:15. Wtedy z racji na zapadający zmrok, akcję przerwano.
Wznowiono ją w poniedziałkowy ranek. Niestety bez rezultatów.

 


Szanse niemal zerowe

Już w niedzielny wieczór służby ratunkowe stwierdziły, że ofiary raczej nie żyją. Ciała najprawdopodobniej zabrał nurt. Jeśli bowiem poszkodowanych rozbitków nie udaje się znaleźć w ciągu godziny, ich szanse drastycznie spadają. Tu zaś mówimy już o prawie dwóch dobach, ludziach mogących mieć poważne obrażenia i nieposiadających ze sobą sprzętu ratunkowego. Dlatego też Rejon Bezpieczeństwa Rotterdam mówi oficjalnie o wypadku śmiertelnym. Ciał zaś być może już nigdy nie uda się odnaleźć 

Źródło:  Ad.nl