Sąd łagodny dla polskiego kierowcy tira

Wracamy do sprawy polskiego, 53-letniego kierowcy tira. Mężczyzna wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i staranował samochód osobowy. W ostatni dzień czerwca zapadł wyrok sądu w jego sprawie.

O sprawie naszego rodaka pisaliśmy już w połowie czerwca. Mężczyzna w Halsteren przejechał na czerwonym świetle i uderzył w prawidłowo jadący samochód osobowy. W efekcie jego kierowca doznał złamania ośmiu żeber, pęknięcia czterech oraz przebicia i zapadnięcia się płuca.

 

Pomyłka

Jak wynika z prowadzonego śledztwa, do wydarzeń z ranka 8 września 2017 roku doszło z winy polskiego kierowcy. Śledczy, jak i sąd przyznali jednak, iż był to po prostu nieszczęśliwy wypadek. Polak, prowadząc ciężarówkę inną trasą niż zwykle, pomylił się na skrzyżowaniu, musiał więc na ostatni moment zmienić pas. Niestety po tym manewrze patrząc na światła, spojrzał na palące się zielone do skrętu w prawo. On zaś jechał prosto i nad jego pasem świeciło się już czerwone. Gdy tirowiec zorientował się, iż popełnił błąd, momentalnie zahamował. Kilkunastotonowy pojazd nie był jednak w stanie zatrzymać się w miejscu, co doprowadziło do kolizji.

 

Doskonały sprawca

Za wypadek tego typu, powodujący uszkodzenia ciała ofiary na czas dłuższy niż siedem dni, naszemu rodakowi mogło grozić więzienie. Podczas procesu jednak nawet oskarżyciel mówił o wzorowym podejrzanym. Mężczyzna nie tylko natychmiast przyznał się do winy. Nie wypierał się tego co zrobił, nie mataczył, nie zwalał na oślepienie słońcem itp. Od samego początku przekazał wymiarowi sprawiedliwości, iż to on popełnił błąd i jest tego w pełni świadom. Oprócz tego Polak odwiedzał poszkodowanego w szpitalu z własnej woli. Był tam nie tylko zobaczyć, jak się czuje, ale również go szczerze przeprosić. Wszystko to spowodowało, iż prokurator mówił o wręcz wzorowym zachowaniu sprawcy.

 

Praca  polskiego kierowcy sisi na włosku

Wypadek ten spowodował jednak, że życie zawodowe 53-letniego polskiego kierowcy zawisło na włosku. Za tego typu incydent mógł on stracić prawo jazdy. To zaś byłoby jednoznaczne z utratą pracy w zawodzie, a więc i utratą środków do życia oraz być może nawet mieszkania. W tej sytuacji obrona, wskazując również na niekaralność Polaka, wnioskowała, by cała sprawa skończyła się grzywną. Tak by obcokrajowiec mógł dalej pracować i mieć jak spłacić zobowiązanie.

W mowie końcowej również prokurator postanowił „oszczędzić” kierowcę. Zażądał dla niego 160-godzin prac społecznych oraz rocznego pozbawienia uprawnień do kierowania pojazdami w zawieszeniu. Wszystko więc zostało w gestii sądu.

Wyrok

Wymiar sprawiedliwości Królestwa Niderlandów, wydając werdykt ostatniego dnia czerwca, przychylił się do prośby obrony. Uznał Polaka za winnego i wymierzył mu karę grzywny w wysokości 750 €. Oprócz tego sędzia zdecydował się na trzymiesięczne odebranie prawa jazdy. Ta część kary została jednak warunkowo umorzona. W zaistniałej sytuacji 53-letni kierowca nie musi obawiać się o swoją pracę i byt. Przez najbliższy czas musi jedynie nieco bardziej uważać na drodze, by nie przydarzyły mu się inne złe przygody. Wątpliwe, by strony wniosły apelacje. Wyrok więc najprawdopodobniej w najbliższym czasie się uprawomocni.