Przez zamachy bombowe boje się chodzić do pracy- wywiad

zamachy bombowe na polskie sklepy

W  przeciągu nieco ponad doby miały miejsce trzy zamachy bombowe na sklepy Biedronka w Holandii. Pomimo, iż wydaje się, że zamachowcy podkładający bomby pod supermarketami obrali sobie za cel punkty o tej jedynej nazwie, to jednak strach padł na całą branżę. Naszej redaktorce Danucie Bobek udało się porozmawiać z pracownicą jednego z "polskich supermarketów".

Środki ostrożności

Zamachy bombowe na polskie sklepy w Aalsmeer, Heeswijk-Dinther i Beverwijk spowodowały, iż policja oficjalnie ostrzega polskie supermarkety w Holandii. Słowa te skierowane są przez stróżów prawa w głównej mierze do właścicieli i pracowników lokali pod nazwą Biedronka. Pomimo wydawać by się mogło jasnych powiązań między atakami, funkcjonariusze wydziału dochodzeniowego nie chcą jeszcze jednak ferować wyroków. W rozmowie z Nu.nl, rzecznik niderlandzkiej policji wspomina „To jasne, że jesteśmy czujni. Rozumiemy również, że ludzie mieszkający w pobliżu takich supermarketów są zaniepokojeni, ale jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o połączeniu (tych spraw). Prosimy ludzi o zachowanie czujności i natychmiastowe dzwonienie pod numer alarmowy, kiedy zobaczą podejrzane sytuacje”. Policja zapewnia również, że w rejonie tych placówek handlowych pojawi się więcej patroli.

Zamachy bombowe a codzienne życie sprzedawców

Słowa te wystosowano do mieszkańców mających swoje cztery kąty niedaleko sklepów z polskimi towarami. Zamach bombowy w Aalsmeer spowodował już bowiem duże straty wśród sąsiadów Biedronek. Na skutek pożaru, jaki miał miejsce po wybuchu, kompletnie spłonęło mieszkanie znajdujące się nad supermarketem.

Wywiad ze sprzedawczynią

Nie powinno więc dziwić, że Holendrzy się boją. A co z Polakami? Udało nam się skontaktować z Magdą jedną z polskich pracownic takiego „polskiego supermarketu”.  Na prośbę kobiety redakcja nie podaje jednak danych dotyczących lokalu. Możemy zdradzić jedynie, iż znajduje się on w promieniu 30 km od stolicy kraju.

Danuta Bobek (B). Dziękujemy za możliwość rozmowy. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam i możemy chwilę popisać. Jak się Pani czuje?
Magda (M). Witam. Fizycznie dobrze. Oprócz kataru nic mi nie dolega, ale nie o to Pani raczej pyta. W sprawie tych zamachów zaś trudno powiedzieć. Po części cieszę się, że nie pracuje w Biedronce. Wiem, że tam teraz jest naprawdę nerwówka. Niby lokale się nie zamykają, niby wszystko jest ok, ale od znajomych wiem, że ludzie tam są w ciągłym napięciu. Nie tylko pracownicy, ale i kierownictwo. Nie mogą pokazać, że się boją, by nie straszyć klientów, ale strach jest.

B. A Pani się boi?
M. A kto by się nie bał. Nie wiadomo czemu te bomby wybuchają. Ludzie mówią, że konkurencja. Inni wskazują, iż ten zamach w Heeswijk-Dinther to była pomyłka. Zamachy bombowe miały uderzyć w Kurdów, właścicieli z Aalsmeer i Beverwijk to, ta same osoby. Jakieś porachunki, do których się teraz przyznać nie chcą. Zresztą to chyba nawet nie Turcy a Kurdowie. Ci zaś się z Turkami tłuką, od dawna, więc może to coś od nich jeszcze z kraju.

B. Czyli mówi Pani, iż w ekipie panuje strach?
M. Tak. My to znaczy ja i reszta personelu chyba jednak boimy się mniej niż szef. My też jesteśmy tylko polskim sklepem z nazwy. Jak praktycznie wszyscy mamy araba za szefa. W sumie miły człowiek. Płaci dobrze. Nie wtrąca się. Zresztą, sam mówił kiedyś że Polacy to rasiści i nie chce się klientom pokazać, aby ich nie urazić. Bo jeszcze przestaną muzułmańskie kieszenie nabijać (śmiech) Naprawdę, jest ok. Nawet mi go żal trochę. Bo jest sam z tym wszystkim.

B. Nie rozumiem, jak sam?
M. My kończymy pracę i idziemy do domu, zwłaszcza teraz jak są te obostrzenia i trzeba zamykać wcześniej. On nieraz potem zostaje jeszcze. Sprawy administracyjne czy coś. Ten biznes to jego całe życie. Sporo zainwestował. Więc wiadomo, że się boi. My, jak coś wybuchnie, stracimy pracę to znajdziemy kolejną. On zostanie ze zrujnowanym sklepem i długami. Niby mówił kiedyś, że ma ubezpieczenie, ale to nie pokryje na pewno całych strat.

Aplikacja do rozliczenia podatku z Holandii

B. A nie próbował jakoś się zabezpieczyć?
M. Nie, nie robiliśmy nic. Prosił nas tylko, jak to się stało, by patrzeć uważniej, co się dzieje, czy ktoś nie zostawia czegoś w sklepie, czy przed. Jeśli Ci ludzie potrafią zorganizować zamach bombowy to raczej, to nie banda dresów. Oni są groźni, lepiej nie stawać im na drodze. Mamy jeszcze monitoring, bo kiedyś były bójki przed sklepem. Ludzie popili i czasem się tłukli. On nagrywa całą dobę, więc jak coś, będziemy mieli nagranie, kto podłożył bombę. Myślę ze kamery też trochę odstraszają.

B. A co, jeśli zamachy nie ustaną
M. Nie wiem. Lubię tę pracę. Pracuje z jeszcze jedną Polką i odwiedzają nas Polacy. W Polsce też pracowałam w małym osiedlowym sklepiku. Ten jest większy, ale czuje się podobnie. Stali ci sami klienci. Zawsze się z człowiekiem porozmawia. Prosta praca. Nawet się zbytnio człowiek nie naszarpie, nosząc towar. Nie chciałabym tego tracić. Nie teraz, gdy tak ciężko o pracę.

B. Co więc Pani życzyć na Święta
M. Spokoju, chyba tego najbardziej i zdrowia. Jesteśmy tu w maseczkach, ale gdy ktoś kichnie czy kaszlnie, to każdy z nas się ogląda. Więc chyba tego zdrowia to najwięcej.

B. W takim razie życzę zdrowia i dziękuję za rozmowę.