Protesty w Hadze podczas epidemii COVID-19

Wydawać, by się mogło, że mieszkańcy Niderlandów pogodzili się z obostrzeniami koronowymi. Wczorajsze wydarzenia pokazały jednak, iż cześć Holendrów ma odmiennie zdanie co do zasad określających obecną rzeczywistość społeczno-polityczną. Protesty w Hadze zgromadziły około 150 osób. Ludzie demonstrowali przeciw 5G, rygorom koronowym i zachowaniu odpowiedniego dystansu społecznego. Ten ostatni był zresztą z premedytacją łamany przez aktywistów.

Protesty w Hadze – powody wyjścia na ulicę

Protesty w Hadze zostały skrzyknięte za pomocą mediów społecznościowych. Ludzie o podobnych poglądach umówili się, iż wyjdą wyrazić swój sprzeciw na ulicę. Wśród haseł, jakie wykrzykiwali demonstranci, były zarówno te dotyczące ekonomii, rozwoju technologii, jak i kontaktów społecznych. Dość  powiedzieć, iż władzy „dostało się” za tłamszenie freelancerów i gospodarki ustawami koronowymi. Ponadto demonstranci obwinili władze, że osoby starsze umierają w samotności, a rodziny są zamykane w swoich domach. Oprócz tego niektóre teorie dotyczyły również wprowadzanej w Królestwie Niderlandów technologii 5G, która rzekomo ma być niezdrowa dla człowieka, a nawet sprzyjać rozwojowi COVID-19. W demonstracji wzięli również udział antyszczepionkowcy.

Niektórzy złośliwi obserwatorzy wczorajszej demonstracji, widząc mnogość haseł i nie potrafiąc się doszukać jednego głównego motywu, doszli do wniosku, iż to nie była nawet demonstracja. To był swoisty happening zorganizowany przez grupę ludzi, której po prostu nudzi się siedzenie w domu i są poirytowani całą sytuacją. Wspólny protest to zaś jedna z niewielu możliwości, by wyjść z domu i spotkać się z ludźmi.

Miało być bezpiecznie

Całą akcję zorganizowano w oparciu o Facebooka. Już podczas jej organizacji twórcy stanęli w „rozkroku”, z jednej strony mieli oni nawoływać do zaniechania wprowadzonego dystansu społecznego. Z drugiej zaś, jako twórcy zgromadzenia, powinni zapewnić ludziom bezpieczeństwo w dobie epidemii między innymi przez dystans 1,5 pomiędzy demonstrantami. W praktyce jednak zasady tej nie respektowano.

Nielegalna demonstracja

Władze samorządowe przez długi czas nie wiedziały co zrobić z protestującymi. Całe zgromadzenie obserwowała policja. Służby mundurowe nie podjęły jednak żadnych działań. Po kilku godzinach samorząd ogłosił w końcu, iż całe zgromadzenie jest nielegalne, ponieważ nie zostało ono wcześniej zgłoszone władzom miasta. Wtedy jednak demonstrantów praktycznie już nie było. Sami rozeszli się wcześniej do domów. Ostatnia, najwytrwalsza grupa 40 aktywistów opuściła miejsce zgromadzenia po tym, jak policja przekazała im, że są tu nielegalnie. Obyło się więc bez aresztowań, czy utarczek (nawet tych słownych) z policją.

Protesty w Hadze zakończyły się brakiem kar dla zebranych. Pomimo, iż demonstranci nie utrzymywali odpowiednich odległości. Stróże prawa nie wystawili ani jednego mandatu. Wszystko po to, by nie zaogniać sytuacji. Trudno było też wskazać ewentualnego winnego zaniedbań, gdy akcja powstała oddolnie i organizator był wręcz „maksymalnie rozproszony”.