Polski morderca skazany w Holandii

150 godzin prac społecznych dla Polaka

53-letni Krzysztof U. został skazany przez sąd w Bredzie na 12 lat więzienia za zabójstwo swojej byłej żony Oli. Zbrodnia ta miała miejsce w Ossendrecht, w kwietniu 2018 roku.

Telefon do szefa

Do tragicznych w skutkach wydarzeń doszło 14 kwietnia 2018 roku. Wtedy to przybyłe na miejsce zdarzenia zastępy policji i pogotowia odnalazły kobietę w domu na Putsmolentje. 51-latka leżała na łóżku. Jej ciało było całe opuchnięte, próbujący ją jeszcze reanimować ratownicy z przerażeniem spostrzegli, że na korpusie jest pełno siniaków, ran, a żebra i niektóre inne kości są połamane. Również cała twarz, plecy, łono i ramiona nosiły ślady brutalnej przemocy.

Po kilku minutach okazało się, że wysiłki ratowników nie mają sensu. Szyja kobiety również nosiła ślady poważnego urazu. Wyglądało na to, że 51-latkę uduszono. Te, przekazane przez medyków „na gorąco” informacje, potwierdziła późniejsza sekcja zwłok ofiary.

 

Obserwacje ratowników nie były jednak jedynymi poszlakami wskazującymi na zabójstwo. Gdy zespól karetki starał się walczyć o życie ofiary, policja aresztowała Krzysztofa U. Człowiek ten był na miejscu zbrodni i wyglądał wręcz makabrycznie. Jego ręce i ubranie było całe we krwi, nie jego krwi. Ponadto U. zaraz po morderstwie miał zadzwonić do swojego pracodawcy, by ten zaalarmował służby. W rozmowie z nim miał powiedzieć, że zrobił coś strasznego i że myśli, iż jego żona nie żyje.

 

Zdradzała go?

Według wymiaru sprawiedliwości motywem zabójstwa miało być podejrzenie zdrady. Cała sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. By można było mówić o zdradzie, para musi być razem. Dwójka ta była jednak po rozwodzie. Formalnie każde z nich żyło swoim własnym życiem. Problem jednak w tym, że oboje mieszkali nadal razem. To zaś powodować miało wiele kłótni i przypadków przemocy domowej. Te ostatnie wzmagały się zwłaszcza, gdy dochodziło do nadużywania alkoholu.

 

Umorzenie postępowania

Podczas procesu obrońca oskarżonego wnosił o umorzenie postępowania. Wniosek ten wynikał z tego, iż zdaniem prawnika U. działał w psychozie. Świadczyć miało o tym swoiste „zaćmienie”. Oskarżony mówił bowiem podczas śledztwa i przed sądem, że nic nie pamięta z wydarzeń, jakie rozegrały się 14 kwietnia. Prokurator nie był skłonny uwierzyć w tego typu linię obrony. Sąd również poddał ją pod wątpliwość, wskazując bardziej na to, iż oskarżony nie tyle nie pamięta, co nie chce pamiętać tamtych wydarzeń.

Niejako pogląd ten potwierdzają eksperci z Pieter Baan Center. Po obserwacji behawioralnej określili oni, że oskarżony jest aspołeczny i ma cechy narcystyczne. Ponadto podczas badań był intelektualnie ograniczony z powodu silnego spożycia alkoholu przez dłuższy czas. Nie wykazywał jednak żadnych zaburzeń psychicznych. W tym również nie posiadał skłonności samobójczych. To ostatnie jest o tyle ważne, iż jednym z czynników mówiących za umorzeniem sprawy, miały być właśnie próby odebrania sobie życia spowodowane problemami z samym sobą.

 

Dobitnym dowodem obalającym linię obrony związaną z chorobą psychiczną miały być wydarzenia w dniu zabójstwa. Owszem, psycholodzy stwierdzili, że oskarżony mógł w momencie aresztowania wykazywać skłonności psychotyczne. Było to jednak spowodowane stresem i strachem przed czekającymi go konsekwencjami. Chwilę przed zabójstwem rozmawiał on zaś z córką. Kobieta nie zauważyła żadnych problemów u ojca. Oskarżony nie spożywał tego dnia również alkoholu, więc i na tę używkę nie można „zwalić winy” za to, co się stało.

 

Wyrok

Wszystko to spowodowało, iż sąd w czwartek, 17 października przychylił się do wniosku prokuratury i skazał Polaka na 12 lat więzienia. W uzasadnieniu wskazując nie tylko na ogromną brutalność tego aktu, ale również na to, że spowodował ogromnie i nieodwracalne cierpienie u dzieci, które nie zasłużyły na to, by w ten sposób stracić matkę. Powiedział również, że pomimo orzeczenia 12 lat więzienia, to żadna kara nie zrekompensuje bólu, jaki doznała rodzina ofiary.

Nie wiadomo czy obrona złoży apelację w tej sprawie.