Polak przetrzymywany i torturowany w piwnicy w Almelo

Tysiące policjantów i naloty w całej Holandii

Para mieszkańców domku szeregowego w Almelo miała dość 37-letniego Polaka. Postanowiła więc w końcu się z nim rozprawić. Złapali za kij baseballowy, pochwycili mężczyznę i zamknęli go w piwnicy. 

Para miała przetrzymywać go i maltretować. Jak zeznali podejrzani - Robert R. i Anna W., mieli oni zostać okradzeni przez swojego rodaka. Tak przynajmniej stwierdzili podczas sesji przygotowawczej przed sądem w Almelo. Obydwoje przebywają obecnie w areszcie. Ich ofiara, jak wskazuje sąd, po całej tej napaści zniknęła.

 

Antyterroryści

28 czerwca funkcjonariusze niderlandzkiej policji wyposażeni w broń długą, hełmy i kamizelki kuloodporne dokonują nalotu na dom szeregowy w dzielnicy Windmolenbroek, w Almelo. Akcja przebiega sprawnie. Kilkadziesiąt sekund później przed budynkiem klęczy już biały mężczyzna, który trzyma ręce sklecone nad głową. To 44-letni Robert R, oprócz niego policja zatrzymuje również jego 45-letnią partnerkę Annę W. Oboje trafiają do aresztu przedprocesowego, a w minionym tygodniu na salę rozpraw w Almelo.

Oskarżenie

Na pierwszej rozprawie proforma para usłyszała zarzuty, jakie w stosunku do nich wystosował prokurator. Dwójka ta miała między 24 a 25 czerwca przetrzymywać u siebie 37-letniego Polaka. Mężczyzna miał być zamknięty w piwnicy. Tam ofiara była bita i kopana zarówno za pomocą pięści, jak i kija baseballowego. Śledczy wspominali, iż między pośladkami ofiary znalazła się nawet butelka piwa. W efekcie tej przemocy 37-latek doznał wielu obrażeń, w tym między innymi złamania szczęki.

 

Skąd ofiara znalazła się w piwnicy oprawców? To nie jest jeszcze w 100% jasne. Mówi się, że torturowany był ich klientem. Para miała mieć firmę budowlaną w Holandii. Ta jednak nie wywiązywała się z podpisanych umów i w pewnym momencie zbankrutowała, stając się niewypłacalna. Zamiast jednak rozliczać się z byłymi kontrahentami, R. i W. mieli założyć nową działalność i nadal naciągać na swoje usługi niczego niepodejrzewających klientów.
37-latek chciał więc rozmówić się z dwójką, przez którą stracił pieniądze. Efekt był tego zaś taki, iż stracił najpierw wolność, potem zdrowie.

Okradzeni

To jednak tylko jedna z teorii. Para przedstawiła to inaczej. To właśnie ofiara miała ich rzekomo okraść. Postanowili więc wyrównać rachunki. Prokuratura tego jednak nie rozumie. Jak para, która nigdy wcześniej nie miała problemów z prawem, nagle posuwa się tak daleko. Można kogoś pobić, zaatakować w afekcie. Torturowanie go przez dwa dni w piwnicy to już jednak zupełnie inny poziom.

 

Znajomość

Podczas pierwszej rozprawy stało się jasne, iż para znała dobrze ofiarę w sferze prywatnej. Ten często u nich bywał. Nie był to więc przypadkowy człowiek. Sąd pewnie miałby wiele pytań do ofiary, tym bardziej iż obrona wskazuje, że 37-latekczęsto zmieniał zeznania na niespójne ze sobą, co wskazuje na jego niewiarygodność. Przesłuchanie mężczyzny jest jednak niemożliwe, bo ten zniknął. Nikt nie wie, gdzie on się znajduje, co również wydaje się dla adwokata pary wyjątkowo dziwne.
W efekcie więc obrona poprosiła o możliwość zmiany środka zapobiegawczego dla R. i W. Wskazuje bowiem, iż obecnie sprawa utknęła w martwym punkcie. Ofiara zniknęła, a śledztwo dowodowe zostało zakończone. Podejrzani nie mogą więc mataczyć. Sąd jednak nie przychylił się do tego wniosku. Oprawcy nadal pozostaną w celi przynajmniej do 16 grudnia. Wtedy to obędzie się kolejne posiedzenie sądu.

 

 

Źródło:  Ad.nl