Polak i Holenderka aniołami z Wateringen

Poszukiwania Polaka zakończone, nie było happy-endu

Nie każdy anioł stróż musi latać na swoich pierzastych skrzydłach. Czasem może odpoczywać w salonie lub prowadzić ciężarówkę. Ważne, że gdy zajdzie taka potrzeba przybędzie na czas. Tak było w poniedziałkowe popołudnie gdy z pomocą ruszył Polak i Holenderka. 

Krzyk dziecka

Jak wspomina redaktorom Ad Joanna, w poniedziałek o godzinie szesnastej siedziała sobie spokojnie w salonie. W pewnym momencie usłyszała jednak głośny huk od strony Middenzwet, a zaraz potem przeraźliwy krzyk swojej córki. Przerażone dziecko stwierdziło, iż w rowie nieopodal jest samochód. Holenderka wybiegła z budynku, zabierając ze sobą telefon, by, jeśli rewelacje córki się potwierdzą, zadzwonić na 112.

 

Auto w wodzie

Będąc już na dworze, kobieta zobaczyła niepokojący widok. W rowie znajdował się czarny samochód osobowy. Pojazd ten musiał wypaść z drogi i wpaść do tego cieku wodnego. Co gorsza, auto to było do góry kołami. Jeśli więc w pojeździe ktoś był nie, było możliwości, by jego głowa znajdowała się poniżej linii wody. Nie można było więc czekać na strażaków i pogotowie, trzeba było działać natychmiast.

 

Kierowca ciężarówki

Doskonale wiedział o tym również kierowca przejeżdżającej ciężarówki. Polak, widząc co się stało, o momentalnie zatrzymał swoją maszynę. Wyskoczył z szoferki, ruszył prosto i wbiegł do wody. Mężczyzna starał się wybić okna jakimś metalowym przedmiotem, próbując uwolnić zakleszczone w aucie ofiary.

Para bohaterów z przypadku starała się jakoś dostać do pojazdu. Drzwi z przodu, od strony kierowcy i pasażera, nie dały się otworzyć. Okazało się jednak, iż jedne z tylnych nadal działają. Holenderka z racji na drobniejszą posturę wślizgnęła się do pojazdu.  Tam zobaczyła ofiarę wypadku. Miała około 70 lat i była nadal przypięta pasami. Kobiecie udało się ją rozpiąć i wspólnie z naszym rodakiem oraz grupą innych świadków, którzy również postanowili ruszyć z pomocą, wyciągnęli staruszkę na brzeg.

 

Inne ofiary

70-latka była przytomna i oprócz przerażenia raczej nic jej nie dolegało. Problemem było co innego. Nie było wiadomo, czy kobieta była z kimś w samochodzie. Część ludzi więc nerwowo zaglądało do wraku i sprawdzało wodę w poszukiwaniu innych poszkodowanych. Dopiero po chwili seniorka przyznała, iż była sama w pojeździe.
Po kilku minutach na miejsce przybyło pogotowie. Ratownicy zabrali kobietę na specjalistyczne badania do szpitala. Strażacy wraz z policją i służbą drogową zajęli się wyciągnięciem wraku z wody.  Sprawdzili również jeszcze raz toń w poszukiwaniu ewentualnych ofiar. Nikogo jednak nie odnaleziono. Na chwilę obecną nie wiadomo jak to się stało, iż auto dachowało wpadając do kanału.

 

 

 

Źródło:  Ad.nl