Ograniczenia prędkości na niemieckich autostradach

polski kierowca widmo na autostradzie Spookrijder

Nasi zachodni sąsiedzi znani są z kilku rzeczy. Oprócz białej kiełbasy, pewnego nielubianego pana z wąsem i świetnych samochodów, są to autostrady bez ograniczenia prędkości. Mało jednak brakowało, to ostatnie by się zmieniło.

Od dłuższego czasu niemiecka partia SPD, partner koalicyjny CSU chce położyć kres brakom ograniczeń prędkości na niemieckich autostradach. Wszystko z racji na kumulację kilku czynników. Pierwszym i tym najbardziej oczywistym jest bezpieczeństwo. Szybsza jazda jest dużo bardziej niebezpieczna niż wolna. Po drugie chodzi o wzrost natężenia ruchu na tamtejszych autostradach. Chociaż Niemcy starają się ciągle modernizować drogi w swoim kraju, w wielu miejscach arterie są poważnie przeciążone. Doświadczył tego każdy, kto próbował się przebić się na przykład przez obszar Westfalii w godzinach szczytu. Ograniczenia miałyby doprowadzić do tego, iż każdy pojedzie wolniej, ale… pojedzie. Nie będzie bowiem nagłego przyśpieszania i hamowania, co zdaniem niektórych wpływa na powstawanie zatorów. W końcu, podobnie jak w Holandii, mniejsza prędkość to mniejsza emisja spalin. Czynników przemawiających więc za ograniczeniami na drogach jest wiele.

Nie ma a jednak są

Brak ograniczeń prędkości w Niemczech nie oznacza, iż gdy przekraczamy granicę naszego zachodniego sąsiada, wjeżdżamy na tor wyścigowy i możemy wycisnąć z samochodu ile się da. Pomimo obiegowej opinii, w Niemczech praktycznie wszędzie spotkamy się ze znakami informującymi nas, że nie wolno jechać więcej niż 100, 110 lub 130 kilometrów na godzinę. Odcinków więc, na których możemy przetestować nasz pojazd w bezpiecznych warunkach (nie ma dużego ruchu), jest stosunkowo niewiele. To zaś daje części niemieckich polityków kolejny argument za ustawowym ograniczeniem prędkości, skoro bowiem i tak wszędzie stoją znaki…

Głosowanie

Wszystko to spowodowało, iż niemieckie władze ustawodawcze rozpoczęły procedowanie nad ustawą ograniczającą prędkość maksymalną na tamtejszych autostradach jedynie do 130 kilometrów na godzinę. Projekt ten już jednak dwukrotnie upadł. W ubiegłym roku znaczną wielkością głosów obalili go parlamentarzyści w Bundestagu. W miniony piątek, 14 lutego, wyższa izba niemieckiego parlamentu Bundesrat, również wyraził zdecydowany sprzeciw wobec tego pomysłu. Kwestia ograniczenia prędkości w Republice zniknie więc zapewne z debaty publicznej przynajmniej na kilka miesięcy.

Niemcy są za?

Nie ma co ukrywać, wielu Polaków wracających z etatu w Holandii lubi sobie „depnąć” w Niemczech (oczywiście tam, gdzie jest to dozwolone). Podobnie robią zresztą również Holendrzy czy Francuzi, czy inni obcokrajowcy. W tym wszystkim to właśnie obywatele Niemiec zachowują dużą racjonalność. Wielu z nich nie tylko nie szaleje na drodze, ale również jest za wprowadzeniem ustawowej, maksymalnej prędkości. Najnowsze wyniki badań na ten temat wskazują, iż średnio co drugi kierowca na zachód od Odry uważa, że nadszedł w jego kraju czas na takie przepisy.