Niemcy zamykają granicę z Polską i Holandią?

Niemcy zmieniają kolor, Holendrzy wprowadzają nowe obostrzenia

Mało brakowało a Polacy chcący wrócić z Holandii do ojczyzny, napotkaliby na znacznie większe problemy niż 14-dniowa kwarantanna po powrocie. Niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych debatuje na nowymi ograniczeniami w ruchu transgranicznym. Mają one dotyczyć między innymi Polski i Holandii, a także Czech i Belgii. Czyli tych państw, które zostały pominięte przy pierwszej serii obostrzeń. Jednym z pomysłów była kwarantanna dla wszystkich wjeżdżających na teren Republiki. 

Nieoficjalne informacje pojawiające się zarówno w niemieckich, jak i polskich mediach wskazują, iż coraz głośniej mówi się o podobnej do polskiej przymusowej kwarantannie dla wszystkich Niemców wracających do ojczyzny. Niemniej jednak, niektóre wersje projektu zakładają, iż ten rodzaj obostrzenia dotyczyć będzie również wszystkich obcokrajowców, którzy wrócili do Republiki, a mieszkają tam czasowo. Oznacza to, iż Japończyk mieszkający w Dortmundzie i udający się np. w interesach do Paryża będzie musiał po powrocie przesiedzieć w domu od kilku do kilkunastu dni.

 

Wiadomość ta początkowo wzbudziła małe zamieszanie wśród Polaków pracujących w Holandii. Kwarantanna dla obcokrajowców oznaczałaby, iż powrót z Holandii mógłby zająć nawet dwa tygodnie. Po nich nastąpiłyby kolejne 14 dni kwarantanny już w Polsce. Na szczęście nowe ustalenia z Berlina wskazują, iż ustawa ta posiada szereg wyłączeń.

Pracownicy sezonowi

Projekt niemieckiej ustawy wyraźnie wskazuje, iż z kwarantanny mieliby zostać zwolnieni pracownicy transgraniczni i sezonowi. To zaś oznacza, iż nasi rodacy pracujący w Niemczech, jak i ci jadący lub wracający z Holandii mogą spać spokojnie.

Zamknięte granice

Podczas tworzenia tego projektu odbył się jeszcze cichy bój dotyczący otwartości granic. Początkowe plany zakładały wprowadzenie sytuacji analogicznej, jaka jest np. na granicy z Francją. To oznaczałoby, iż do Niemiec mogliby wjeżdżać tylko pracownicy, ludzie w żywotnych interesach, no i oczywiście wracający do ojczyzny Niemcy lub zameldowani tam obcokrajowcy. Wiele wschodnich landów stwierdziło jednak, iż nie godzi się na taką sytuację. Nie chcą bowiem podobnego chaosu komunikacyjnego, jaki już powstał po tym, jak Polacy zamknęli przejścia. Ponadto landy graniczące z Holandią i Belgią wskazują, że takie działania nie tylko utrudniłyby pracę pracownikom transgranicznym, ale również znacząco zmniejszyły przepływ towarów, a więc uderzyły w ekonomię. Dzięki temu rząd w Berlinie utrzymał otwarte granice. Niemcy będą jednak prowadzić wyrywkowe kontrole w promieniu 30 km od granicy. Wypad więc na zakupy lub spacer do Nadrenii może drogo kosztować.

Co przyniesie przyszłość

Władze federalne zaznaczają jednak, iż ich decyzje nie są ostateczne. Cały czas mowa o projekcie, który może jeszcze się zmienić. Ponadto nawet, jeśli rozporządzenia te wejdą w życie, rząd nadal pozostawia sobie możliwość zaostrzenia przepisów jeśli wymagać będzie tego sytuacja.

 

Interesują Cię najnowsze wiadomości ważne dla Polaków? Sprawdź, co jeszcze przygotowaliśmy dla Ciebie na naszej stronie głównej.