Nasz rodak nie stawi się na proces bo siedzi

Nasz rodak nie stawi się na proces bo siedzi...

Pod koniec roku w Holandii toczył się proces pirata drogowego znad Wisły. Oskarżyciel uważa, że nasz rodak uderzył w motocyklistę i zostawił go rannego na asfalcie. Obecnie jednak prokuratura nie może ścigać Polaka. Ten bowiem utknął w ojczyźnie i spędzi w niej jeszcze dużo czasu, zanim będzie mógł się pojawić przed niderlandzkim sądem.

Jak wskazuje prokurator, czerwone światło świeciło się od 2,5 sekundy, gdy nasz rodak Dominik N. przejeżdżając przez skrzyżowanie, uderzył motocyklistę i zbiegł z miejsca wypadku. Oskarżyciel chciałby więc rozpocząć proces pirata drogowego, nie może jednak tego zrobić. Podejrzany o spowodowanie wypadku, nieudzielenie pomocy ofierze i ucieczkę z miejsca zdarzenia przebywa w polskim zakładzie karnym i jeszcze długo z niego nie wyjdzie.

 

Wypadek

Holenderski proces dotyczy wypadku, który miał miejsce 27 czerwca 2021 roku. Wtedy to 29-letni Polak wjechał na skrzyżowanie Ringweg Kruiskamp i Van Randwijcklaanmimo mimo palącego się czerwonego światła. Tam zderzył się z prawidłowo jadącym motocyklistą. Nasz rodak nie przejął się jednak kolizją i po prostu odjechał. Na miejscu został zaś poszkodowany ze złamaną nogą, pękniętym mostkiem, zwichniętym obojczykiem i głęboką raną prawej nogi. Nie można więc powiedzieć, iż poszkodowany był w drobnym stanie i nie wymagał natychmiastowej pomocy medycznej.

 

Bez "prawka"

Policja początkowo nie wiedziała, kto spowodował wypadek. Dochodzenie doprowadziło jednak do Dominika N. Dane personalne mężczyzny pozwoliły zaś postawić naszemu rodakowi kolejny zarzut. Okazało się, iż człowiek ten prowadził bez aktualnego prawa jazdy.

 

Proces

Pod koniec roku prokuratura chciała rozpocząć merytoryczny proces. Na pierwszym posiedzeniu pro forma okazało się, iż przewód sądowy nie będzie tak prosty i szybki. Prowadzący sprawę oskarżyciel wskazał bowiem przed sądem, iż 29-latek jest niedostępny. Mężczyzna znajduje się bowiem w celi aresztu śledczego w Poznaniu.

 

Lata odsiadki

Holendrzy nie wiedzą, za co N. trafił w Polsce za kraty. Prokuratura przekazała jedynie, iż mężczyzna nie opuści celi co najmniej do lutego 2025 roku. Proces mogłoby w teorii odbywać się zaocznie. To jednak też jest obecnie niemożliwe. Okazało się bowiem iż 29-latek nie upoważnił obrońcy do reprezentowania go przed sądem.
W efekcie sąd wyznaczył termin kolejnej rozprawy na 25 kwietnia, czyli blisko dwa lata po wypadku.

Lepiej?

Może się wydawać, że taki rozwój sprawy będzie korzystny dla Polaka. W Holandii bowiem sądy często łagodzą wyrok, gdy proces toczy się zbyt długo. Czy tak jednak będzie w tej sprawie? Jest to wątpliwe. Tutaj bowiem opóźnienia wynikają poniekąd z działań oskarżonego, a nie sądu czy prokuratury. Jest to więc opóźnienie zawinione przez oskarżonego i nie wpłynie na złagodzenie kary. Wiele więc wskazuje, iż gdy nasz rodak wyjdzie z aresztu, czeka go kolejny proces, który może zakończyć się odsiadką w Holandii.

 

 

Źródło:  Ad.nl