Koniec z kieliszkiem na każdą okazję? Eksperci chcą, by alkohol przestał być „normalny”

Koniec z kieliszkiem na każdą okazję? Eksperci chcą, by alkohol przestał być „normalny”

Rząd powinien sprawić, aby spożywanie alkoholu było postrzegane jako mniej normalne – zaleca holenderska Rada Zdrowia. Jak duże są jednak szanse powodzenia? Naukowcy w rozmowie z NU.nl przekonują, że nie jest to całkowicie niemożliwe. Politycy musieliby jednak naprawdę odsunąć branżę alkoholową od podejmowania decyzji, a być może także zająć się szampanem dla dzieci.

„Nie istnieje bezpieczna dolna granica spożycia alkoholu. Już jedna szklanka wiąże się z ryzykiem” – poinformowała w czwartek Rada Zdrowia. Sprawienie, aby alkohol przestał być czymś normalnym, jest jednak niezwykle ambitnym zadaniem w społeczeństwie, w którym trzy czwarte Holendrów przynajmniej od czasu do czasu sięga po napoje alkoholowe.

Mimo to ograniczenie społecznej normalizacji alkoholu może się udać – twierdzi czworo naukowców, z którymi rozmawiał portal NU.nl. Pod warunkiem, że politycy naprawdę będą tego chcieli. Istnieje wystarczająco dużo metod o udowodnionej skuteczności. Branża alkoholowa nie powinna jednak uczestniczyć w podejmowaniu decyzji, a obywatelom należy ułatwić rezygnację z picia bardziej niż sięganie po alkohol.

„Dobrze działają trzy rodzaje działań: zmiana przystępności cenowej, dostępności oraz widoczności alkoholu. Można więc na przykład podnieść akcyzę, ograniczyć sprzedaż do specjalistycznych sklepów monopolowych i zaostrzyć przepisy dotyczące reklam alkoholu” – mówi Carmen Voogt, starsza badaczka z Centrum Eksperckiego ds. Alkoholu działającego przy Instytucie Trimbos.

„Takie rozwiązania cieszą się dość dużym poparciem. Aż 64 procent dorosłych Holendrów uważa zakaz reklamowania alkoholu za dobry albo bardzo dobry pomysł, a 61 procent popiera umieszczanie ostrzeżeń zdrowotnych na opakowaniach napojów alkoholowych”. Niemal czterech na dziesięciu dorosłych Holendrów bardzo pozytywnie ocenia również wyższe ceny i zmniejszenie liczby punktów sprzedaży.

„Podwyżka akcyzy nie przynosi efektu”

„Od dawna wiemy, że wyższe ceny ograniczają spożycie alkoholu. Jednak z powodu intensywnego lobbingu branży alkoholowej w Holandii zawsze kończyło się na kompromisach. Podnoszono cenę na przykład o 10 centów za napój” – mówi Reinout Wiers, profesor psychopatologii rozwojowej, który prowadził wiele badań nad alkoholem i uzależnieniami. „Taka podwyżka nie przynosi żadnego efektu”.

Wiers wskazuje Szwecję jako lepszy przykład. „Kilka lat temu zauważyłem tam, że postawienie kolejki napojów alkoholowych kosztuje dwa razy więcej niż zamówienie kolejki napojów bezalkoholowych. Właśnie w ten sposób można wpływać na zachowania ludzi”.

Badaczka alkoholu i profesor nadzwyczajna Marije aan het Rot ostrzega jednak, że droższy alkohol może również stać się symbolem statusu. „To wyjaśnia na przykład rosnącą popularność piw rzemieślniczych i koktajli. Gdy alkohol drożeje, może być coraz częściej postrzegany jako symbol statusu, a przez to stawać się atrakcyjniejszy dla osób, dla których status ma znaczenie”. Jej zdaniem rząd powinien wziąć to pod uwagę.

Według Wiersa i Voogt wpływ przemysłu był wyraźnie widoczny przy zawieraniu w 2018 roku Narodowego Porozumienia na rzecz Profilaktyki, którego celem jest przeciwdziałanie paleniu tytoniu, spożywaniu alkoholu i nadwadze.

„Przemysł tytoniowy nie mógł brać udziału w rozmowach, ale branża alkoholowa i spożywcza już tak. Dzięki temu działania antynikotynowe można było wdrożyć znacznie łatwiej. Holandia osiągnęła obecnie dużo większy postęp w ograniczaniu palenia niż spożywania alkoholu” – mówi Voogt.

Wiers obawia się, że jeżeli holenderscy politycy będą realizować zalecenia Rady Zdrowia w porozumieniu z przedstawicielami branży, ponownie powstanie „rozwodniony kompromis, z którego nie będzie żadnego pożytku”.

Najchętniej całkowicie wykluczyłby branżę alkoholową z procesu decyzyjnego. „Koniec z samoregulacją reklam alkoholu – zamiast niej całkowity zakaz. Koniec z nagrodami naukowymi sponsorowanymi przez Heinekena. Doroczny grill holenderskiego parlamentu również nie powinien być sponsorowany przez browar”.

Picie alkoholu jako aktywność społeczna

Zdaniem Martine Groefsemy, badaczki zachowań specjalizującej się w spożywaniu alkoholu, za holenderskie zwyczaje związane z piciem nie odpowiada wyłącznie przemysł. „Picie – w znacznie większym stopniu niż palenie – jest aktywnością społeczną”. Nie da się tego łatwo zmienić.

„Czasami rolę odgrywa presja grupy. Gdy zamiast piwa zamawiasz colę, często musisz się z tego tłumaczyć. Wiele osób chciałoby ograniczyć spożycie alkoholu, ale nie udaje im się to z powodu otoczenia”.

Dzieci również są wychowywane w przekonaniu, że alkohol jest czymś normalnym. „Podczas uroczystości kończących rok szkolny wielu rodziców stoi na szkolnym boisku z kieliszkiem alkoholu w ręku” – kontynuuje Groefsema. „A w sylwestra podaje się dziecięcego szampana”.

W ten sposób sami ludzie przyczyniają się do normalizowania alkoholu. „Wystarczy spojrzeć na własne konto w mediach społecznościowych. Na ilu zdjęciach widać alkohol? Prawdopodobnie na bardzo wielu”.

„Napijemy się jeszcze wina?”

Groefsema obawia się, że przełamanie tych zwyczajów będzie wymagało od polityków zdecydowanych działań. Tymczasem czasami rezygnacja z alkoholu może być bardzo prosta. „Podczas kolacji często pada pytanie: »Napijemy się jeszcze wina?«. Gdy większość odpowie, że nie, kolejna osoba raczej nie zamówi wina tylko dla siebie”.

„Dopóki ktoś nie jest fizycznie uzależniony, grupa ma na niego ogromny wpływ. Problem polega na tym, jak przekonać całą grupę. Obecnie takie działania wywołują duży opór, ale rząd musi się z nim zmierzyć”.

Pomóc może uświadamianie ludziom krótkoterminowych korzyści wynikających z ograniczenia albo zaprzestania picia. „Z wielu badań wynika, że alkohol szkodzi w dłuższej perspektywie, ale odległe konsekwencje, szczególnie dla młodych ludzi, mają mniejsze znaczenie” – mówi Wiers.

„Tymczasem podczas inicjatyw takich jak Dry January ludzie odkrywają, że już po kilku tygodniach bez alkoholu lepiej śpią, mają więcej energii i poprawia im się nastrój”. Zdaniem naukowców podobne inicjatywy oraz większe zainteresowanie zdrowiem sprawiają, że obecnie istnieją sprzyjające warunki do ewentualnej interwencji władz.

Proces wymagający wielu lat

W każdym przypadku będzie to długotrwały proces. „Alkohol jest niezwykle silnie zakorzeniony w naszej kulturze: tu kieliszek, tam toast. Wprowadzane ograniczenia sprawiają, że ludzie czują, jakby coś im odbierano” – mówi Wiers.

Sprawienie, aby alkohol przestał być uważany za coś normalnego, może więc potrwać nie kilka lat, lecz całe pokolenia – nawet dłużej niż zmiana podejścia do palenia tytoniu. „Trzeba myśleć raczej o dziesiątkach lat” – przyznaje Voogt.

Od wielu lat temat ten właściwie nie był przedmiotem politycznej debaty. Nie wiadomo, czy teraz się to zmieni. Holenderski rząd ma odpowiedzieć na zalecenia Rady Zdrowia jesienią.

źródło: nu.nl