KLM tnie 5000 etatów, prawie 15 proc. załogi. Zwolnień przymusowych ma nie być
KLM zlikwiduje 5000 miejsc pracy, czyli prawie 15 procent wszystkich etatów. Prezes linii Marjan Rintel pisze wprost, że dalsze istnienie firmy „nie jest oczywistością”. Związki zawodowe mówią o bardzo bolesnych zmianach dla pracowników.
Holenderski przewoźnik ogłosił w czwartek rano jeden z największych planów oszczędnościowych w swojej historii. Firma ma się stać mniejsza, prostsza i sprawniejsza – przez reorganizację, przekazanie części zadań firmom zewnętrznym i ściślejszą współpracę w ramach grupy Air France-KLM.
KLM zapewnia, że chce osiągnąć cel bez zwolnień przymusowych. Etaty mają znikać przez dobrowolne odejścia z pakietami oraz przez to, że osoby odchodzące na emeryturę lub zmieniające pracę nie będą zastępowane nowymi.
Gdzie znikną miejsca pracy
Część etatów zniknie, bo KLM odda obsługę naziemną swojej spółki zależnej KLM Cityhopper oraz część obsługi bagażu firmom zewnętrznym. Przewoźnik chce też stopniowo wycofać się z serwisowania samolotów, które nie latają dla KLM, a dział obsługi klienta ma zostać jeszcze mocniej zautomatyzowany i przeniesiony do kanałów cyfrowych.
Zmiany dotkną także personelu latającego – piloci i stewardesy mają pracować więcej godzin. Firma rezygnuje również z planu zakupu nowych samolotów Airbusa.
Jako powody KLM podaje niespokojną sytuację na świecie, wysokie ceny paliwa lotniczego i rosnące koszty w Holandii, m.in. wyższe opłaty lotniskowe na Schiphol. Zarząd szacuje, że grupa potrzebuje na stałe około miliarda euro rocznie więcej, by mieć z czego finansować wymianę floty.
Związki: rachunek płacą pracownicy
Związek CNV mówi o „bardzo daleko idących” planach. Jego zdaniem KLM chce robić znacznie więcej znacznie mniejszą liczbą ludzi i jednocześnie oszczędzać na warunkach zatrudnienia. FNV ocenia, że koszty kryzysu spadają na ludzi, którzy codziennie utrzymują linię w ruchu, i przekonuje, że silnego przewoźnika nie buduje się przez cięcie etatów i outsourcing.
Spokojniej reaguje związek De Unie. Cieszy się, że nie będzie zwolnień przymusowych, i przyznaje, że w firmie „wszystko trzeszczy”. Domaga się jednak jasnej informacji, jakie zadania znikną, a w co KLM zamierza inwestować. Przewoźnik chce rozmawiać ze związkami o tym, jak do 2028 roku podnieść wydajność.
Co to oznacza dla pracowników z Polski
Na Schiphol i wokół lotniska pracuje wielu Polaków – przy bagażu, sprzątaniu samolotów, w cateringu i logistyce, często przez agencje pracy lub firmy podwykonawcze. Plan KLM nie oznacza, że te miejsca pracy z dnia na dzień znikną. Część zadań, np. obsługa bagażu i obsługa naziemna Cityhoppera, ma przejść do firm zewnętrznych, więc praca może się przesunąć do innych pracodawców – często na innych warunkach niż w samym KLM.
Osoby zatrudnione bezpośrednio w KLM powinny śledzić komunikaty związków zawodowych i informacje o pakietach dobrowolnych odejść. Przed podpisaniem jakiegokolwiek porozumienia o rozwiązaniu umowy (vaststellingsovereenkomst) warto skonsultować je ze związkiem albo prawnikiem, bo od jego treści zależy m.in. prawo do zasiłku WW.
Źródło: NOS