Holendrzy w żałobie po 10-latku z Polski

Drunen, niewielka miejscowość w Brabancji, od paru dni pogrążona jest w żałobie. Wszystko z powodu tragicznego wypadku, w którym śmierć na miejscu poniósł 10-letni chłopczyk z Polski. W malca wjechał rozpędzony motocykl.

W piątek około godziny 19:30 doszło do tragicznego w skutkach wypadku na Bosscheweg, w Drunen. 10-letni chłopczyk jechał na swoim mini-motorku, gdy uderzył w niego jadący z dużą prędkością motocyklista na pełnowymiarowej maszynie. Siła zderzenia była zdaniem mieszkańców, ogromna. Dość powiedzieć, iż dorosły kierowca jednośladu leżał dobre 20 metrów od swojego roztrzaskanego pojazdu. Mężczyzna pomimo kasku i odzieży ochronnej był w bardzo ciężkim stanie. Jeszcze gorzej prezentował się malec. 10-latkowi natychmiast pośpieszyli z pomocą okoliczni mieszkańcy i świadkowie zdarzenia. Po kilku minutach na miejscu zjawiło się również pogotowie, a na pobliskiej łące wylądowały dwa śmigłowce ratunkowe. Najpierw świadkowie, a później medycy reanimowali 10-latka bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Niestety, pomimo ogromnych wysiłków i determinacji, chłopca nie udało się uratować.

Drugi zespół pogotowia zabrał rannego motocyklistę do szpitala. Jego stan jest ciężki, ale stabilny.

Żałoba

To, co się stało, wywarło ogromny wpływ na lokalną społeczność. Ludzie kładą znicze i kwiaty w pobliżu myjni samochodowej na Bosscheweg w Drunen, gdzie doszło do wypadku. Ludzie mówią, iż robią to nie tylko, by uczcić pamięć ofiary, ale też dla rodziny zmarłego dziecka. Holendrzy chcą pokazać, iż Polacy są częścią ich społeczności i nie zapominają o nich w tych trudnych chwilach. Wielu mieszkańców znało bowiem 10-latka, jego starszego brata i ich rodziców.

To jednak nie wszystko. Na wielu budynkach, pomimo iż oficjalnie nie została wprowadzona żałoba, przez weekend flagi wisiały do połowy masztu.

Dochodzenie

Policja, pomimo kilku dni od incydentu, nadal nie prezentuje raportu z wypadku. Do tej pory nie jest bowiem jasne, jaki był jego przebieg. Służby nadal rozmawiają ze świadkami zdarzenia i lokalnymi mieszkańcami. Jedna z teorii mówi, iż 10-latek był razem ze swoim starszym bratem na pobliskiej myjni samochodowej, by umyć jego skuter i swój motorek. Potem wracając, mieli się znaleźć na ulicy, na której doszło do tragedii. Jest to o tyle ważne, iż rzutuje na ewentualną odpowiedzialność karną motocyklisty. Jeśli bowiem dziecko poruszało się na swoim małym, crossowym motorze po drodze, robiło to niezgodnie z prawem (brak uprawnień). Jeśli zaś np. przechodziło tylko z motorkiem z jednej strony na drugą podczas wypadku, winę ponosi dorosły kierowca. Dlatego tak ważne jest jednoznaczne ustalenie przebiegu całego wypadku.

 

Galerię zdjęć z wypadku mogą państwo znaleźć na stronie agencji prasowej persburosandervangils.nl.