Haga: 34 zatrzymanych po wezwaniach do zamieszek. Większość to nastolatki

Centrum Hagi, Binnenhof nad stawem Hofvijver

Sobotnie wezwania do zamieszek w Hadze skończyły się 34 zatrzymaniami. Policja przyznaje, że do centrum zjechali głównie nastolatkowie w wieku 15–18 lat z różnych części kraju. Do dużych incydentów nie doszło, ale ranny został policjant.

W dniach poprzedzających sobotę na mediach społecznościowych krążyły wezwania, by przyjechać do Hagi na „demonstracje” i plądrowanie sklepów. Część właścicieli sklepów w centrum zabiła witryny deskami w obawie przed zniszczeniami. Policja ściągnęła do miasta duże siły.

Ostatecznie zatrzymano 34 osoby. Powody to m.in. zakłócanie porządku publicznego, zasłanianie twarzy i posiadanie nielegalnych fajerwerków. Zatrzymani to w większości nieletni w wieku od 15 do 18 lat, którzy przyjechali m.in. z Amsterdamu, Beerty, Lemele, Zwijndrecht i Zwolle. Według reportera NOS chodziło głównie o małe grupki, a nie o jeden duży tłum.

Policjant ranny od petardy

Jeden z funkcjonariuszy został ranny, gdy w stronę policji rzucono nielegalną petardę. Trafił do szpitala z podejrzeniem uszkodzenia słuchu. Około godziny 15.00 zrobiło się nerwowo, gdy demonstranci stanęli naprzeciwko twardego rdzenia kibiców ADO Den Haag, ale sytuacja nie przerodziła się w starcia.

W śródmieściu obowiązywał nakaz awaryjny (noodbevel), który później rozszerzono na Malieveld i okolice dworca. Taki nakaz daje policji prawo do szybkiego wypraszania ludzi z danego obszaru i zatrzymywania tych, którzy nie wykonują poleceń.

Burmistrz: dobrze, że spokojnie, źle, że było trzeba

Policja podkreśla, że działała zdecydowanie i nie dopuściła do plądrowania ani niszczenia miasta. Burmistrz Hagi Jan van Zanen ocenił, że sytuacja była pod kontrolą dzięki dużej obecności policji, ale – jak zaznaczył – niepokojące jest to, że taka obecność w ogóle była potrzebna. Podziękował policji i oddziałom ME.

Spokojniej niż się obawiano było też w innych miastach. Mimo apeli w sieci nigdzie w Holandii nie doszło do dużych demonstracji, choć w sobotę policja interweniowała m.in. w Zoetermeer.

Co to oznacza dla rodziców

Dla rodzin z nastolatkami to sygnał ostrzegawczy. Udział w takim „wydarzeniu” – nawet z ciekawości – może skończyć się zatrzymaniem, mandatem za złamanie nakazu awaryjnego lub za posiadanie fajerwerków, a w poważniejszych przypadkach wpisem do rejestru. A to może mieć wpływ np. na późniejsze zdobycie zaświadczenia o niekaralności (VOG), wymaganego przy wielu pracach. Warto porozmawiać z dziećmi o tym, co oglądają na Snapchacie i TikToku i gdzie się wybierają w weekend.

Źródło: NOS