Czy ludzie pozostali w domach jak chciał rząd?
Jak wyglądał poniedziałek na drogach w Królestwie Niderlandów. Czy Holendrzy faktycznie posłuchali premiera i ministra zdrowie, i zdecydowali się pracować zdalnie? A może wszyscy jak jeszcze tydzień temu, ruszyli do pracy, korkując wiele dróg i autostrad?
Apel premiera
Mark Rutte ogłaszając w Królestwie Niderlandów „mały lockdown”, oprócz ograniczenia godzin działania sklepów i gastronomii zwrócił się również do pracodawców. Słowa do nich skierowane dotyczyły umożliwienia pracownikom pracy zdalnej wszędzie, gdzie tylko jest możliwe. W przypadku zaś kadr muszących wykonywać swoje obowiązki w miejscu pracy o taką zmianę godzin, by podwładni mogli uniknąć okresu szczytu komunikacyjnego zarówno podczas drogi do pracy jak i powrotu z niej. Cel tych apeli był prosty. Miał on za zadanie spowodować, by ludzie jak najmniej się przemieszczali i jak najmniej spotykali się ze sobą. Co w prostej linii ma się przełożyć na ograniczenie transmisji wirusa w społeczeństwie. Czy jednak to się udało? Czy ludzie posłuchali premiera i ministra zdrowia?
Tak spokojnego początku tygodnia na holenderskich drogach nie było od dłuższego czasu.
Spokojny poranek
Jak podał w poniedziałek ANWB, ruch na drogach podczas pierwszego porannego szczyty od piątkowej konferencji prasowej głowy rządu, minął dość spokojnie. O godzinie 8 rano, gdy zwykle na drogach w Królestwie Niderlandów jest największy tłok i powstają duże korki, było wyjątkowo płynnie. Służby drogowe w całym kraju odnotowały w sumie tylko 92 kilometry zatorów. Czy to dużo, czy mało? Dla porównania w poniedziałek, tydzień temu, w tym samym czasie drogowcy zarejestrowali ponad 250 kilometrów korków i spowolnień. Wczoraj było więc ich dwa i pół raza mniej niż zwykle.
To nie ludzie
O godzinie 8:45 długość zatorów liczyła już tylko 10 kilometrów. Jak zapewniają ANWB sytuacja ta nie wynikała nawet z samego natężenia ruchu, a z paru porannych wypadków i robót drogowych mających miejsce na najczęściej uczęszczanych trasach.
Natura odetchnie
Czy mały lockdown pozwoli więc powtórzyć sytuację z ubiegłego roku, kiedy to na skutek epidemii poziom zatłoczenia był o 68 procent niższy w porównaniu z poprzednim rokiem, co pozwoliło odetchnąć naturze? Raczej nie jest to możliwe. Wszystko dlatego, iż wtedy oprócz pracy zdalnej na ograniczenie ruchu wpłynął również kryzys gospodarczy spowodowany epidemią. W tym roku mamy go na szczęście już za sobą.