Błędne testy koronowe w Holandii

fałszywy test na covid-19

Najnowsze informacje wskazują, iż w holenderskim obiegu znajdują się wadliwe testy koronowe. Ich wykorzystanie wiąże się z dużym prawdopodobieństwem zafałszowanego wyniku. Czy to oznacza, iż liczba chorych jest różna od tej, którą podaje RIVM?

Jak podał w środę Trouw.nl, opierając się na dochodzeniu wykonanym przez platformę dziennikarstwa śledczego Investico, holenderska firma Inzek sprzedawała wadliwe testy koronowe. Ten biotechnologiczny biznes oferuje testy koronowe na obecność COVID-19 sprowadzane z Chin. Działają one na zasadzie wyszukiwania przeciwciał we krwi chorego i na tej zasadzie ustalają, czy osoba jest zakażona COVID-19 czy nie. Zaletą tego typu badania jest ich szybkość. Sprzedawca chwali się, iż wynik można już uzyskać w ciągu kwadransa. Naukowcy i epidemiolodzy ostrzegają jednak, iż taki sposób testowania jest bardzo niewiarygodny.

 

Błędna etykieta

Oprócz problemów z faktyczną wykrywalnością patogenu, w przypadku opisywanych testów, pojawiły się jeszcze inne problemy. Produkty z Chin były bowiem sprzedawane jako powstałe w Holandii. Jest to oczywiste oszustwo, ponieważ takie szybkie testy tworzone przez holenderski zespół ds. Zarządzania Epidemią (OMT), przy wsparciu Komisji Europejskiej, jeszcze nie powstały. Dystrybutor zaprzecza ewentualnemu oszustwu, niemniej jednak po rewelacjach Trouw, usunął z informacji o produkcie wiadomość, iż jest to produkt holenderski.

 

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Największym problemem nie są jednak kwestie prawne i ewentualne malwersacje finansowe, a te związane z bezpieczeństwem. Testy koronowe są dostępne w niderlandzkich szpitalach, laboratoriach i aptekach. Nie są jednak na chwilę obecną dostępne dla zwykłego „Kowalskiego”, to jednak z racji na ich dużą powszechność i stosunkowo niską cenę może to się niedługo zmienić. Jeśli tak się stanie, sytuacja okaże się dość problematyczna.

Cała sytuacja mogłaby bowiem doprowadzić do poczucia fałszywego bezpieczeństwa. Błędnie zdiagnozowana osoba zakażona może bowiem zignorować swoje objawy, uważając, że to zwykłe przeziębienie i zakażać ludzi w swoim najbliższym otoczeniu. Jeśli bowiem testy dały wynik negatywny, nie trzeba poddawać się kwarantannie. Nie ma więc też powodów do obaw. Dlatego też służby proszą, by nie dokonywać badań na własną rękę, ani nie kupować testów z niepewnych, niesprawdzonych źródeł.