5 rzeczy, do których Polacy długo nie mogą się przyzwyczaić w Holandii

5 rzeczy, do których Polacy długo nie mogą się przyzwyczaić w Holandii
Źródło zdjęcia: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/morze-krajobraz-natura-woda-12036723/

Przeprowadzka do Holandii nie oznacza tylko nauki języka, nowych przepisów i innego rynku pracy. Zaskoczyć potrafią znacznie drobniejsze rzeczy: umawianie kawy na przyszły tydzień, kanapka zamiast obiadu czy wiadomość z prośbą o zwrot kilku euro po wspólnym wyjściu.

Po pewnym czasie większość tych zwyczajów przestaje dziwić. Na początku mogą jednak wywołać pytanie: „Naprawdę tak się tutaj robi?”.

Oczywiście nie każdy mieszkaniec Holandii zachowuje się w ten sam sposób. To raczej często spotykane zwyczaje, które wielu Polaków zauważa po przeprowadzce.

1. Na kawę umawiasz się... z kalendarzem w ręku

„Wpadnij wieczorem” nie zawsze działa tak samo jak w Polsce.

W Holandii wiele spotkań prywatnych planuje się wcześniej. Kolacja w sobotę, kawa po pracy czy odwiedziny u znajomych mogą trafić do kalendarza nawet z kilkudniowym albo kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

Dla Polaka przyzwyczajonego do spontanicznych wizyt może to początkowo wydawać się bardzo formalne.

Po pewnym czasie łatwo jednak zauważyć zaletę takiego rozwiązania: jeśli ktoś wpisał spotkanie do kalendarza, zwykle rzeczywiście ma dla Ciebie zarezerwowany czas.

Zaskoczenie pojawia się wtedy, gdy w środę proponujesz spotkanie na sobotę, a słyszysz: „Nie mogę, ale może za dwa tygodnie?”.

2. Lunch to często po prostu kanapki

Polski obiad kojarzy się zwykle z ciepłym posiłkiem. Tymczasem w holenderskiej pracy czy szkole lunch może wyglądać znacznie skromniej.

Pieczywo z serem, wędliną, masłem orzechowym, jajkiem albo innym dodatkiem, do tego owoc czy jogurt. I tyle.

Prosty lunch jest na tyle charakterystycznym elementem holenderskiego dnia pracy, że również poradniki dla obcokrajowców wskazują kanapki jako jeden z typowych elementów kultury biurowej.

Dla osoby przyzwyczajonej do ciepłego obiadu około godz. 13.00 pierwsze tygodnie mogą być zaskoczeniem.

Po kilku latach sytuacja może się odwrócić. Kanapka w południe zaczyna być czymś całkowicie normalnym, a ciepły posiłek przesuwa się na wieczór.

3. Deszcz nie jest wystarczającym powodem, żeby zostawić rower

Pada? Wieje? Jest kilka stopni powyżej zera?

Dla wielu mieszkańców Holandii odpowiedź nadal brzmi: rower.

Nie jest to wyłącznie stereotyp. Według CBS rower odpowiadał za 27 proc. wszystkich podróży wykonywanych przez mieszkańców Holandii. Przeciętny mieszkaniec w wieku co najmniej 6 lat przejeżdżał nim ponad 1000 km rocznie.

Co ciekawe, aż 70 proc. podróży rowerowych miało mniej niż 3,7 km.

Dlatego jazda rowerem do sklepu, szkoły czy pracy nie jest traktowana jako sport. To zwykły transport.

Polaka może początkowo dziwić widok rodzica wiozącego dzieci w deszczu albo pracownika jadącego rowerem w eleganckim ubraniu.

Później zaczyna się po prostu sprawdzać nie „czy będzie padać?”, lecz „jak mocno?”.

4. Wizyta może być krótka i mieć konkretny koniec

W Polsce spotkanie rodzinne albo wizyta u znajomych potrafi przeciągnąć się na pół dnia.

W Holandii częściej można spotkać się z bardziej określonym schematem: kawa, coś słodkiego, rozmowa i po dwóch godzinach każdy wraca do swoich planów.

Nie oznacza to braku sympatii.

Po prostu czas jest częściej organizowany w blokach. Jeśli spotkanie było zaplanowane od 14.00 do 16.00, możliwe, że o 17.00 gospodarze mają już kolejną rzecz w kalendarzu.

Dla osoby z Polski pierwsze takie spotkanie może skończyć się myślą: „Czy powiedziałem coś nie tak?”.

Najczęściej nie. Wizyta po prostu się skończyła.

5. Po wspólnej kolacji może przyjść Tikkie

To chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów codziennego życia w Holandii.

Jedna osoba płaci rachunek, a chwilę później pozostali dostają link do zapłaty swojej części.

Tikkie służy właśnie do prostego wysyłania takich próśb przez telefon. Z aplikacji korzysta około 10 mln osób, a każdego dnia realizowanych jest przez nią około 300 tys. płatności.

Dlatego wiadomość z prośbą o 7,50 euro po wspólnym lunchu nie musi oznaczać skąpstwa.

Dla wielu osób jest to po prostu najprostszy sposób rozliczenia wspólnych wydatków.

Na początku zaskoczyć może dokładność. Jeśli rachunek wyniósł 63 euro, nikt nie musi zaokrąglać go do „następnym razem stawiasz”.

Każdy płaci swoją część i sprawa jest zamknięta.

Po kilku latach to Polska zaczyna czasem zaskakiwać

Najciekawsze jest to, że do takich różnic można przyzwyczaić się niemal niezauważalnie.

Najpierw dziwi Cię kalendarz na kawę. Potem sam pytasz znajomego, czy ma czas za tydzień.

Najpierw nie rozumiesz kanapek na lunch. Później przygotowujesz je rano bez zastanowienia.

Najpierw Tikkie po kolacji wydaje się dziwne. Po kilku latach sam wysyłasz link, zanim ktokolwiek zdąży zapytać o numer konta.

I właśnie wtedy okazuje się, że największe różnice między Polską a Holandią nie zawsze dotyczą podatków, pracy czy urzędów.

Czasami najlepiej widać je przy stole, na rowerze albo podczas zwykłego spotkania ze znajomymi.

źródło: www.iamexpat.nl