Rok później, a pozwolenia na pestycydy wciąż nie wydane: „Skandal!”

pestycydy

Rok później, a pozwolenia na pestycydy wciąż nie wydane: „Skandal!”

 

Do stosowania środków ochrony roślin, które mogą być szkodliwe dla chronionej przyrody, potrzebne jest pozwolenie, orzekł w zeszłym roku Raad van State (Rada Państwa). Mimo to prawie rok później niewiele się zmieniło.

Serwis NU.nl zapytał wszystkie prowincje, czy już wydano pozwolenia na stosowanie pestycydów, które mogą trafić do przyrody. Odpowiedziało dziewięć prowincji i w tych prowincjach wciąż nie wydano żadnych zezwoleń przyrodniczych.

Masz newsa

Oznacza to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż hodowcy cebul w Holandii Północnej i Południowej, hodowcy lilii w Drenthe oraz rolnicy w Limburgii w tym roku użyją po prostu tych samych środków ochrony roślin co w zeszłym roku. Prowincje twierdzą też, że nie otrzymały lub otrzymały bardzo niewiele wniosków o egzekwowanie przepisów.

Jakie są dokładne skutki tych pestycydów dla przyrody, wciąż nie jest jasne. Ale właśnie jeśli skutki są niejasne, potrzebne są dalsze badania, orzekła Rada Państwa w kwietniu zeszłego roku. Tak długo, jak te badania nie zostaną przeprowadzone, pozwolenie przyrodnicze jest obowiązkowe.

Większość prowincji twierdzi również, że nie otrzymała wniosków o pozwolenie. Między innymi Zuid-Holland, Friesland, Overijssel i Drenthe przewidują, że w nadchodzącą wiosnę wciąż nie zostaną wydane żadne pozwolenia.

Pozwolenie jest obowiązkowe dopóki nie przeprowadzono badań


Proces sądowy został wszczęty w 2018 roku przez Milieudefensie. Organizacja ta poprosiła prowincję Drenthe o egzekwowanie prawa wobec hodowcy lilii w Vledder. Środki ochrony roślin stosowane przez hodowcę były, według Milieudefensie, szkodliwe dla pobliskiego obszaru przyrodniczego Holtingerveld.

Prowincja odmówiła egzekwowania przepisów. Sąd przyznał rację Milieudefensie, a w zeszłym roku Rada Państwa podjęła takie samo orzeczenie. Jeśli środki ochrony roślin mogą trafić do przyrody, potrzebne są dalsze badania ich szkodliwości. Tak długo, jak te badania nie zostaną przeprowadzone, pozwolenie przyrodnicze jest obowiązkowe.

Prowincje wydają się musieć wybierać: przyroda czy hodowca


Wiele prowincji wydaje się borykać złożonością sprawy. Z jednej strony chcą chronić przyrodę, a z drugiej strony nie chcą krzywdzić hodowców przez ograniczenie stosowania pestycydów. Wyrok doprowadził do „bardzo złożonych problemów”, mówi rzecznik z Limburgii.

Jednak z wiosną – a więc nowym sezonem upraw – za rogiem, niewiele się zmieniło. Wciąż dużo się mówi, ale na duże zmiany tej wiosny raczej nie ma co liczyć.

„Skandal”, nazywa wolne tempo postępów w sprawie Frans Rooijers. Jest przewodniczącym Meten=Weten, obywatelskiego kolektywu zajmującego się badaniami naukowymi nad pestycydami.

Z badań Meten=Weten wynika na przykład, że nad Marker Wadden znajduje się aż 37 różnych pestycydów w powietrzu. A to w świeżo utworzonym obszarze przyrodniczym, oddalonym o ponad 7 kilometrów od stałego lądu.

Czekanie na merytoryczną odpowiedź


Rooijers mówi o „rodzaju moratorium” – rodzaju ogólnego, tymczasowego wstrzymania decyzji Rady Państwa.

Międzyprowincjalne Porozumienie (IPO) próbuje wypracować wspólną politykę w kwestii pestycydów, aby każda prowincja nie musiała „wynajdywać koła na nowo”. Pod koniec października Meten=Weten zostało zaproszone do rozmów o konsekwencjach wyroku sądu.

„Myślałem, że przedstawią nam propozycję. Ale zapytali nas, co należy zrobić”, mówi Rooijers, wciąż zdumiony. „Zapytałem, jaki mają pomysł. To była podejście proceduralne. Ale merytorycznie nie mieli pojęcia.”

Podczas rozmowy Meten=Weten, w imieniu także innych organizacji ekologicznych, zaproponowało IPO krok polegający na wprowadzeniu zakazu stosowania około siedemdziesięciu pestycydów znalezionych w obszarach Natura 2000. Hodowcy mieliby być poinformowani, że użycie tych środków będzie odtąd zabronione.

„Pomyśleliśmy: zróbmy konstruktywny krok”, mówi Rooijers. „Ale do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej merytorycznej odpowiedzi.”

Prowincje odsyłają do hodowców


Wiele prowincji kieruje wnioski o pozwolenie przyrodnicze do indywidualnych hodowców. To oni muszą złożyć wniosek. Tak długo, jak to się nie dzieje i prowincja nie egzekwuje prawa, w praktyce nic się nie zmienia.

Dlatego Meten=Weten planuje składać wnioski o egzekwowanie przepisów. W niektórych prowincjach już to zrobiono. „To prawdopodobnie oznacza, że będą prowadzone kolejne procedury”, mówi Rooijers. „Będziemy kontynuować, dopóki szkodliwe pestycydy nie zostaną wycofane.”

źródło: nu.nl