Policja zatrzymuje ośmiu polskich pracowników

Pracownik Ministerstwa Obrony współpracował z Rosją

Funkcjonariusze policji zatrzymali ośmiu naszych rodaków. Migranci pracowali w nielegalnej fabryce tytoniu w Dronten. Praca na czarno nie przyniosła im jednak żadnych benefitów. Polacy mieszkali w tragicznych warunkach, a przestępcy płacili im wyjątkowo niskie pensje. Gdyby tego było mało, za nielegalną działalność naszych pracowników, prokuratura skazała jeszcze na trzy miesiące więzienia. 

Polski przeciek

W styczniu tego roku, dzięki informacjom przekazanym przez polskich śledczych, holenderskie organy skarbowe (FIOD) i służby celne odnalazły na terenie jednego z zamkniętych magazynów w Dronten nielegalną fabrykę tytoniu, w której znajdowało się prawie 55 ton tej używki. Oprócz samego suszu w budynku zabezpieczono również całą linię produkcyjną pozwalającą wypuścić na niderlandzki rynek miliony sztuk papierosów. Zdaniem FIOD, gdyby paczki te dostały się do obiegu, holenderski rząd z tytułu niezapłaconej akcyzy straciłby ponad 8,7 miliona euro.

 

Polacy

Podczas nalotu służby zatrzymały również pracowników tej nielegalnej hali produkcyjnej. Bardzo szybko okazało się, iż wszyscy oni pochodzą z Polski. W fabryce znajdowało się dwóch 24 latków, dwóch 29 latków  a oraz mężczyźni w wieku 31, 36, 37 i 39 lat. Wszyscy zostali aresztowani. Po 24 godzinach sąd zdecydował jednak, iż mogą oni opuścić areszt. W ich przypadku nie jest bowiem potrzebne dalsze zatrzymanie, tym bardziej, iż poniekąd oni również są ofiarami w całej tej sprawie. Doprowadziło to do tego, iż gdy dwa tygodnie temu w sądzie strony prezentowały mowy końcowe, nikt z naszych rodaków nie był obecny na rozprawie. Większość wróciła do ojczyzny.

Ofiary?

Dlaczego mowa o ofiarach? Tak bowiem przedstawiali się Polacy. Wszyscy wskazali, iż nie wiedzieli, że praca, jaką znaleźli, była nielegalna. Mieli oni nawet rzekomo podpisać umowy. Co więcej, jak wskazują, ich działanie w fabryce można by nie nazwać pracą, a wyzyskiem. Jak wspominali, każdy z nich miał jasno wyznaczoną funkcję. Podczas pracy nie wolno im było wychodzić na zewnątrz magazynu. W środku zaś nie mogli korzystać z telefonów. Te zabierał kierownik (którego nie zatrzymano). Ich miejscem zakwaterowania były zaś materace na terenie hali. Gdyby tego było mało, ludzie ci mieli otrzymywać wręcz głodowe pensje. Wszystko to więc ich zdaniem przeczy temu, iż byli zamieszani w całą przestępczą strukturę. Nikt bowiem wchodząc w półświatek i biorąc na siebie ryzyko wpadki i odsiadki nie będzie działać za kwoty mniejsze, niż zarobiłby na magazynie lub przy pomidorach.

 

Wyrok

Sąd jednak nie dał wiary przybyszom znad Wisły. Decyzją holenderskiego wymiaru sprawiedliwości zostali oni skazani na karę trzech miesięcy więzienia. Jest to wyrok o pięć miesięcy mniejszy niż ten, jakiego domagał się prokurator.
Otwartym pozostaje jednak pytanie, czy Polacy faktycznie trafią za kraty. Nasi rodacy są bowiem, jak wspomnieliśmy, w ojczyźnie, a Holendrzy nie wiedzą, czy nasz wymiar sprawiedliwości będzie chciał współpracować. Od dłuższego czasu wrze bowiem na tym polu. Raptem kilka dni temu polska prokuratura odmówiła wydania Holandii kobiety ściganej europejskim nakazem aresztowania.