Polakowi uda się uniknąć kary?

Polak oskarżony o usiłowanie zabójstwa

Sprawa naszego 57-letniego rodaka oskarżonego o usiłowanie podwójnego zabójstwa na dwóch innych Polakach w Sprang-Capelle została odroczona. Służby bowiem utknęły w martwym punkcie. Policyjne dochodzenie nie potrafiło wystarczająco jasno wykazać, co tego feralnego dnia ubiegłego roku stało się w domu przybyszów znad Wisły.

Czarna dziura

22 października o godzinie 22:20 służby ratunkowe odnalazły dwie ciężko ranne osoby leżące na chodniku przed swoim domem przy Luzerne w Sprang-Capelle Oboje byli przytomni, ale ich stan był ciężki. Tylko dzięki pomocy ratowników i sprawnemu działaniu lekarzy ofiary mają się obecnie dobrze. Kto ich zaatakował? Andrzej G. stał się pierwszym i jak na razie jedynym podejrzanym. Mężczyzna ten był wtedy głównym lokatorem mieszkania na parterze. Ranna para mieszkała na piętrze nad nim. Prokuratura prowadząca dochodzenie założyła zaś, iż para ta została właśnie dźgnięta przez G. nożem lub odłamkami szkła.

 

To nie on

Obrona jednak wskazuje, iż nie można mówić tu o winie G. Znalezione ślady krwi na schodach prowadzących na dół, nie oznaczają jednak, iż podejrzany był na górze. Policji nie udało też się znaleźć narzędzia zbrodni. Nie zabezpieczono noża czy odłamków szkła, na których byłaby krew. Delikatne ślady na jednym z ostrzy w kuchennym bloku niczego nie dowodzą. Nie wiadomo bowiem, czy nie znalazła się tam ona wcześniej. Ktoś mógł się skaleczyć podczas krojenia, bo tu o takich ilościach mowa.

 

Oskarżony

Sam oskarżony mówi zaś, iż „kocha tych ludzi” i absolutnie nie wyobraża sobie, aby to on usiłował ich zabić. Zaznacza jednak, iż był wtedy pod silnym wpływem alkoholu i nie pamięta tego zdarzenia, po prostu "film mu się urwał". Stan upojenia potwierdza również prokuratura, ale jej zdaniem Polak wypił zbyt mało, by stracić świadomość. Jak zresztą dodaje, człowiek ten nie był nigdy znany z tego, że pił na umór.

Areszt

Mimo więc, iż nie ma twardych dowodów przeciw G., on nadal jest nie tylko oskarżonym, ale i uwięzionym. Sąd nie zgodził się na zwolnienie warunkowe. Liczy bowiem, iż kolejne przesłuchanie ofiar, które ma odbyć się w najbliższym czasie, da takie dowody. Czy tak się stanie, trudno powiedzieć.

 

Chory

Polak więc przebywa dalej w więzieniu, w Middelburgu. Podejrzany spędza czas w celi mimo swojej poważnej choroby. Ma raka jelita grubego. Więzienie nie zapewnia najlepszych warunków leczenia, ale sąd również nie zwrócił na to uwagi. Zresztą nawet gdyby mężczyźnie udało się opuścić celę, najprawdopodobniej nie miałby gdzie się udać. Spółdzielnia, od której mieszkanie wynajmował, poszła do sądu, by go eksmitować. Jeśli wymiar sprawiedliwości w postępowaniu uproszczonym się na to zgodził, G. stanie się bezdomnym, który dodatkowo zostanie obciążony rachunkiem za własną eksmisję.

Obojętnie więc czy G. usłyszy wyrok skazujący, czy uniewinnienie jego życie w Holandii najprawdopodobniej zostało zniszczone. Jako bowiem wolny człowiek stanie się bezdomnym, a stan zdrowia może sprawić, iż nie będzie w stanie dochodzić przed sądem swoich praw związanych z odszkodowaniem

 

Źródło:  AD.nl