Myśleli, że mają spokój, a długi przyszły jeszcze większe! Niebieskie koperty znów sieją postrach w Holandii

długi

Myśleli, że mają spokój, a długi przyszły jeszcze większe! Niebieskie koperty znów sieją postrach w Holandii

 

Kilka lat temu wydawało się to rozsądnym rozwiązaniem: dać rodzicom poszkodowanym w aferze zasiłkami czas na oddech i tymczasowo wstrzymać ściąganie należności przez urząd skarbowy i instytucję ds. dodatków socjalnych. Problem w tym, że wielu z nich nie zdawało sobie sprawy, iż długi nie zniknęły – a wręcz dalej rosły. Dziś spora część tych osób ponownie zmaga się z ogromnym zadłużeniem – wynika z ustaleń NOS.

Ministerstwo Finansów nie potrafi dokładnie określić, ilu poszkodowanych ma zaległości. Przyznaje jednak, że około 40 procent wszystkich ocenionych osób ma długi wobec urzędu skarbowego lub instytucji ds. świadczeń. U niemal jednej trzeciej z nich zadłużenie przekracza 5 tysięcy euro.

Masz newsa

„Pauza” dla 100 tysięcy osób

Tak zwany „przycisk pauzy” wprowadzono w 2021 roku na wniosek parlamentu, aby uspokoić sytuację rodzin dotkniętych aferą. W tym samym czasie zapadła decyzja o wypłacie 30 tysięcy euro odszkodowania dla każdej poszkodowanej osoby.

Początkowo zakładano, że przerwa potrwa tylko rok – właśnie po to, by długi nie narastały. Jednak pandemia i opóźnienia w rozliczaniu afery sprawiły, że pauza trwała znacznie dłużej. Dopiero w zeszłym roku urzędy zaczęły masowo ponownie ściągać należności od około 100 tysięcy osób objętych tym rozwiązaniem.

Dla wielu był to szok. Muszą teraz jednorazowo spłacić zaległości z kilku lat. A ponieważ chodzi o różne podatki i świadczenia – od podatku dochodowego po zasiłki zdrowotne i rodzinne – kwoty szybko urosły. Odszkodowanie w wysokości 30 tysięcy euro często zostało już dawno wydane.

Jedna z poszkodowanych, Helga de Vente, musi natychmiast zapłacić ogromną sumę, choć nie ma na to środków. Wciąż czeka na decyzję w sprawie rozłożenia długu na raty lub jego umorzenia.

„Niebieskie koperty” wracają i wywołują panikę

Dla wielu rodzin, także migrantów z Polski, powrót masowych wezwań do zapłaty to ogromny stres i powrót traum związanych z aferą zasiłkową. Adwokaci i doradcy pomagający poszkodowanym mówią wprost: ludzie są przerażeni.

– Dostaję telefony od klientów, którzy znów boją się otwierać pocztę. Dla nich to cofnięcie się o kilka lat – mówi jedna z prawniczek reprezentujących ofiary afery.

Problem potęguje fakt, że kompensacja w wysokości 30 tysięcy euro, przyznana poszkodowanym kilka lat temu, w wielu przypadkach została już dawno wydana – na spłatę innych długów, czynsz, życie.

„To było do przewidzenia”

Politycy również wyrażają zaniepokojenie. Ich zdaniem przerwa w płatnościach nie mogła oznaczać pozostawienia ludzi samych sobie. Wieloletnia cisza informacyjna sprawiła, że wiele rodzin nie uwzględniało tych zobowiązań w swoich finansach.

Polacy również narażeni

Wielu Polaków mieszkających w Holandii może nieświadomie mieć lub dopiero nabawić się długów, zwłaszcza jeśli korzystali z zasiłków (toeslagen) lub mieli nieregularne dochody. Holenderski system działa w dużej mierze „na zaliczkę” – dodatki do ubezpieczenia zdrowotnego, czynszu czy na dzieci są wypłacane na podstawie szacowanego dochodu, a po rozliczeniu roku urząd może zażądać zwrotu pieniędzy. Wystarczy zmiana pracy, nadgodziny, druga umowa, praca partnera albo błąd w zgłoszonych danych, by po czasie pojawiło się kilka, a nawet kilkanaście tysięcy euro do oddania.

Problem pogłębia fakt, że w poprzednich latach część osób miała tzw. pauzę w spłacie, mylnie rozumianą jako umorzenie długów – tymczasem zobowiązania nadal się naliczały. Dla wielu Polaków szokiem jest moment, gdy Belastingdienst nagle zajmuje środki z konta lub wysyła wezwanie do zapłaty za kilka lat wstecz, mimo że wcześniej byli przekonani, że wszystko jest w porządku.

Nie wszyscy byli dobrze poinformowani

Holenderskie Ministerstwo Finansów twierdzi, że informowało beneficjentów o tym, że pauza nie oznacza umorzenia nowych zobowiązań. Wielu poszkodowanych – w tym Polacy – zaprzecza jednak, by otrzymali jasne i zrozumiałe informacje.

Część osób nie dostała listów, inni dzwonili na infolinię Belastingdienst, gdzie nie potrafiono im jednoznacznie wyjaśnić sytuacji. W efekcie wielu migrantów straciło orientację w tym, jakie długi nadal istnieją.

Co podlega umorzeniu, a co trzeba oddać?

Warto to jasno podkreślić, zwłaszcza dla Polaków w Holandii:

  • Zobowiązania do 2020 roku u osób oficjalnie uznanych za ofiary afery zostały w dużej mierze umorzone

  • Długi powstałe od 2021 roku trzeba jednak spłacić

  • Osoby, które miały „pauzę”, ale ostatecznie nie zostały uznane za poszkodowane, muszą oddać wszystkie zaległości

W sumie około 100 tysięcy osób w Holandii miało aktywną „pauzę w płatnościach”. Od zeszłego roku urzędy stopniowo wznawiają windykację.

Czy jest szansa na pomoc?

Osoby, które nie są w stanie spłacić należności, mogą ubiegać się o rozłożenie długu na raty lub częściowe umorzenie. Problem w tym, że procedury są restrykcyjne i czasochłonne.

Eksperci podkreślają, że w przypadku migrantów – w tym Polaków – bariera językowa i brak wiedzy o systemie dodatkowo pogarszają sytuację.

– Moi klienci chcą spłacić długi, ale potrzebują realnych, długoterminowych rozwiązań – mówi jedna z prawniczek. – Inaczej znów wpadną w spiralę zadłużenia.

Co powinni zrobić Polacy w Holandii?

Jeśli korzystałeś lub korzystasz z dodatków i miałeś tzw. pauzę w płatnościach:

  • sprawdź swoje konto w Mijn Belastingdienst

  • nie ignoruj listów z urzędów

  • w razie problemów szukaj pomocy u doradców, prawników lub organizacji wspierających migrantów

źródło: nos.nl

Masz newsa