Leeuwarden – pożar w dyskotece
W sobotę wieczorem doszło do niebezpiecznego pożaru w dyskotece Zayn Nightlife, znajdującej się w centrum Leeuwarden. Strażacy całą noc walczyli z ogniem, ponieważ ten bardzo szybko objął dużą część dachu budynku. Na miejsce akcji skierowano również jednostki pogotowia, ponieważ podejrzewano, iż kilka osób zatruło się dymem.
Ogień pojawił się około 21:15. Wtedy to ludzie zobaczyli płomienie i dym na dachu z tyłu budynku. Wtedy jeszcze sytuacja nie była zbyt poważna. Strażacy jednak z racji na bardzo gęstą zabudowę w tym rejonie miasta uznali, iż stopień zagrożenia, jaki niesie ze sobą żywioł, jest bardzo wysoki.
Z powietrza
Wspomniana gęsta zabudowa oznaczała bowiem dwie rzeczy. Ogień mógłby się szybko rozprzestrzenić na inne budynki. Strażacy zaś z racji owej gęstości mieli ograniczony dostęp do płonącego obszaru. Dlatego też, by jak najdokładniej namierzyć miejsce pożaru, skorzystano z drona z kamerami termicznymi.
Dyskoteka
Pożar w dyskotece to potencjalny horror z dziesiątkami rannych i zabitych. W płonącym, często gęsto zadymionym pomieszczeniu ludzie potrafią się wzajemnie tratować w drodze do wyjść awaryjnych. Wyjść, które nie zawsze są otwarte i dostępne. Na szczęście w tym przypadku nie było takiego zagrożenia, mimo sobotniej nocy lokal był całkowicie pusty.
NL-Alert
Nie oznacza to jednak, iż obyło się bez ewakuacji. Tę przeprowadzono, dotyczyła ona jednak kilku domów mieszkalnych i lokali rozrywkowych znajdujących się na Ruiterskwartier, w najbliższej okolicy płonącego budynku. Mieszkania musieli opuścić też lokatorzy nieruchomości przy Nieuwestad, pomiędzy Ipe Brouwerssteeg a Oude Doelesteeg. W ich jednak przypadku ratownicy pozwolili wrócić im do domu już chwilę po godzinie 2.
Oprócz tego, wszyscy mieszkańcy centrum Leeuwarden otrzymali wiadomość w systemie NL-Alert. Proszono w niej, by ludzie unikali dymu i wstrzymali się od wychodzenia na dwór. Ile osób przeczytało ją na czas? Tego nie wiadomo. Operator zdecydował się wysłać ją bowiem bez stosownego sygnału dźwiękowego, argumentując to późną porą. Ten kto nie poczuł wibracji telefonu dowiedział się o alarmie dopiero, gdy spojrzał na urządzenie, co czasem miało miejsce już w niedzielny poranek.
Skutki
Gaszenie, a później dogaszanie i nadzór nad pogorzeliskiem trwały do rana. W walce z żywiołem nikt nie ucierpiał, chociaż w przypadku pięciu osób podejrzewano zatrucie dymem. Ludzie ci zostali przebadani przez zespoły pogotowia, nie wymagali jednak hospitalizacji.
Jaka była przyczyna pożaru? Tego jeszcze nie wiadomo.
Źródło: NU.nl