Holenderska oszczędność? 7 zwyczajów, które dziwią Polaków

Holenderska oszczędność? 7 zwyczajów, które dziwią Polaków
Źródło zdjęcia: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/rece-zegarek-notatki-pieniadze-4960141/

Tikkie po wspólnej kolacji, kanapki przyniesione z domu i termostat ustawiony na 19 stopni nawet wtedy, gdy na koncie nie brakuje pieniędzy. To, co Polak może początkowo odebrać jako przesadną oszczędność, w Holandii często jest zwykłym sposobem organizowania codziennego życia. Nie chodzi przy tym o to, że „wszyscy Holendrzy są skąpi”. Za wieloma zachowaniami stoi raczej przekonanie, że nie ma sensu płacić więcej, niż trzeba.

Dobrze pokazuje to Tikkie. W 2025 roku Holendrzy wysłali za pomocą tej aplikacji ponad 170 mln próśb o płatność o łącznej wartości 8,5 mld euro. Tikkie ma ponad 10 mln użytkowników i stało się zwyczajnym elementem życia towarzyskiego.

Dla Polaka, który dopiero przeprowadził się do Holandii, pierwsze spotkanie z takim podejściem bywa jednak zaskakujące.

1. Tikkie za kolację? Tutaj nikt nie musi „stawiać”

Wyobraź sobie spotkanie czterech znajomych w restauracji. Jedna osoba płaci rachunek, a godzinę później na WhatsAppie pojawia się link.

To nie musi oznaczać, że znajomy dokładnie liczy każdy cent. W Holandii dzielenie kosztów jest po prostu mocno znormalizowane. Przy wspólnych posiłkach grupy często rozliczają to, co zamówiły, a Tikkie pozwala załatwić sprawę w kilkanaście sekund.

Skala zjawiska robi wrażenie. W 2025 roku:

  • wysłano ponad 170 mln Tikkies,
  • wartość płatności wyniosła 8,5 mld euro,
  • 89 proc. próśb zostało opłaconych w ciągu 24 godzin,
  • jednymi z najczęstszych opisów były „jedzenie”, „zakupy”, „lunch” i „kolacja”.

Polak może pomyśleć: „Przecież następnym razem ja bym postawił”. Holenderskie podejście częściej brzmi: uregulujmy to teraz i nikt nikomu nic nie jest winien.

To drobna różnica, ale dobrze pokazuje szerszą kulturę finansową.

2. Kanapki z domu zamiast lunchu za kilkanaście euro

Drugie zaskoczenie często przychodzi w pracy.

W polskim biurze wyjście na lunch, zamówienie obiadu albo kupienie ciepłego posiłku nikogo szczególnie nie dziwi. W Holandii możesz usiąść obok dobrze zarabiającego menedżera, który wyciągnie z torby dwie kanapki z serem przygotowane rano w domu.

Prosty boterham nie jest traktowany jako oznaka problemów finansowych.

W holenderskich biurach lunch często składa się właśnie z pieczywa z serem, wędliną, hummusem czy innym prostym dodatkiem. Takie posiłki przynoszone z domu są normalnym elementem kultury pracy.

Różnica robi się bardziej widoczna, gdy policzymy koszt.

Kupowanie lunchu za 10 euro przez 20 dni roboczych oznacza około 200 euro miesięcznie. Przygotowanie kanapek w domu może kosztować wielokrotnie mniej.

Holenderska logika jest więc często bardzo prosta: jeśli zwykła kanapka spełnia swoje zadanie, po co każdego dnia wydawać kilkanaście euro?

3. Promocja 1+1 gratis? Holendrzy patrzą na ceny bardzo uważnie

Holenderskie supermarkety są wręcz zbudowane wokół promocji. Bonus, voordeel, 1+1 gratis, tweede halve prijs – takich oznaczeń nie sposób nie zauważyć.

I różnice między sklepami potrafią być konkretne.

W badaniu Consumentenbond z maja 2026 roku najtańsze sieci pod względem produktów budżetowych były około 9 proc. tańsze od średniej, natomiast najdroższa z badanych sieci była aż o 24 proc. droższa.

To sprawia, że sprawdzanie promocji czy wybór marki własnej nie musi być postrzegany jako zachowanie osoby, której brakuje pieniędzy. To po prostu racjonalny wybór.

Jest jednak pułapka.

Consumentenbond przeanalizował ponad 44 tys. promocji supermarketowych i ustalił, że 57 proc. stanowiły oferty wymagające zakupu kilku sztuk, takie jak 1+1 gratis czy 2+2 gratis. Organizacja ostrzega, że taka promocja może skłonić konsumenta do kupienia większej ilości, niż faktycznie potrzebuje.

Czyli holenderska lekcja brzmi nie „kupuj na promocji”, ale raczej:

  • porównuj ceny,
  • patrz na cenę za kilogram lub litr,
  • sprawdzaj marki własne,
  • nie kupuj pięciu sztuk tylko dlatego, że czwarta jest „gratis”.

Prawdziwa oszczędność zaczyna się dopiero wtedy, gdy promocja rzeczywiście zmniejsza Twój rachunek.

4. 19 stopni w domu? To niekoniecznie brak pieniędzy

Polacy potrafią być zaskoczeni również temperaturą w holenderskich mieszkaniach.

Siedzenie zimą w swetrze zamiast podkręcania kaloryfera może wyglądać jak przesada. Tymczasem holenderskie organizacje zajmujące się oszczędzaniem energii wprost promują takie zachowanie.

Milieu Centraal zaleca ustawienie termostatu podczas pobytu w domu na maksymalnie 19 stopni. Według aktualnych wyliczeń takie obniżenie temperatury może przynieść około 170 euro oszczędności rocznie, choć dokładny efekt zależy oczywiście od mieszkania, izolacji i zużycia energii.

Popularna jest też zasada ogrzewania tylko tych pomieszczeń, w których rzeczywiście ktoś przebywa.

Nie zawsze chodzi więc o brak pieniędzy. W grę wchodzi połączenie:

  • wysokich kosztów energii,
  • troski o zużycie gazu,
  • ekologii,
  • niechęci do marnowania energii.

Podczas kryzysu energetycznego to zachowanie stało się jeszcze bardziej widoczne. Badanie Milieu Centraal pokazało, że w 2022 roku niemal trzy czwarte badanych Holendrów ustawiało termostat na 19 stopni lub mniej.

5. Używane nie znaczy gorsze. Kringloop nikogo nie zawstydza

Kolejna różnica dotyczy rzeczy z drugiej ręki.

Meble, rowery, ubrania, wyposażenie dla dzieci czy przedmioty do domu mogą spokojnie dostać drugie albo trzecie życie. Sklepy kringloop, targi staroci i platformy takie jak Marktplaats są normalną częścią holenderskiej codzienności.

Milieu Centraal wprost rekomenduje kupowanie używanych przedmiotów jako rozwiązanie jednocześnie tańsze i bardziej przyjazne środowisku.

Skala handlu internetowego też pokazuje, jak bardzo normalna jest odsprzedaż rzeczy. CBS podał, że w 2024 roku ponad 40 proc. osób w wieku od 15 lat sprzedało w internecie jakiś produkt lub usługę w ciągu poprzednich 12 miesięcy.

Dla osoby wychowanej w przekonaniu, że nowe jest automatycznie lepsze, może to wymagać zmiany perspektywy.

W Holandii pytanie częściej brzmi:

„Czy ta rzecz nadal spełnia swoje zadanie?”

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, logo sklepu i fakt, że ktoś wcześniej używał stołu czy roweru, mają mniejsze znaczenie.

6. Rower zamiast samochodu nie świadczy o statusie

To chyba jeden z najbardziej widocznych przykładów holenderskiego pragmatyzmu.

Dyrektor, nauczyciel, student i lekarz mogą rano stać obok siebie na światłach na rowerach.

Rower w Holandii nie jest wyłącznie rekreacją ani „tańszym zamiennikiem samochodu”. Jest pełnoprawnym środkiem transportu.

Według danych holenderskiego rządu 27 proc. wszystkich podróży odbywa się rowerem. Co ciekawe, ponad połowa przejazdów wykonywanych samochodem ma długość poniżej 7,5 km.

Wybierając rower na codzienny dojazd, można uniknąć lub ograniczyć:

  • koszt paliwa,
  • opłaty parkingowe,
  • koszty krótkich przejazdów,
  • czas stracony w korkach.

To świetny przykład różnicy między „stać mnie na samochód” a „muszę jechać samochodem”.

W holenderskim sposobie myślenia te dwie rzeczy niekoniecznie mają ze sobą związek.

7. Pieniądze mają być rozliczone szybko, a nie „kiedyś”

Najciekawsze może być jednak podejście do samego płacenia.

Holandia jest krajem bardzo mocno nastawionym na płatności elektroniczne. Według De Nederlandsche Bank w 2025 roku 83 proc. płatności przy kasach wykonywano kartą, a 78 proc. wszystkich transakcji było bezstykowych.

Karta kredytowa odgrywa przy tym zaskakująco małą rolę. Według raportu DNB jedynie około 0,4 proc. transakcji przy fizycznych kasach w 2025 roku wykonano kartą kredytową.

To dobrze pasuje do kultury Tikkie: płacisz, rozliczasz i zamykasz temat.

Nie chodzi więc jedynie o pilnowanie każdego euro. Dużą rolę odgrywa przejrzystość finansowa. Jeżeli cztery osoby zjadły wspólnie kolację, nie trzeba pamiętać przez miesiąc, kto ostatnim razem płacił. Aplikacja zamyka rachunek tego samego dnia.

Skąpstwo czy pragmatyzm? Ta tabela dobrze pokazuje różnicę

To samo zachowanie może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od kultury.

Sytuacja Pierwsza reakcja Polaka Holenderska logika
Tikkie po kolacji „Naprawdę upomina się o kilka euro?” „Każdy płaci swoją część”
Kanapki z domu „Przecież może kupić obiad” „Po co codziennie przepłacać?”
Zakupy z promocji „Poluje na kilka centów” „Jeżeli produkt jest ten sam, wybieram tańszy”
19°C w mieszkaniu „Oszczędza na ogrzewaniu” „Nie ma sensu grzać bardziej niż potrzebuję”
Używane meble „Dlaczego nie kupi nowych?” „Skoro są dobre, po co kupować nowe?”
Rower do pracy „Może nie ma samochodu?” „Rower jest szybszy i tańszy”
Natychmiastowe rozliczenie „Bardzo pilnuje pieniędzy” „Nikt nikomu nic nie jest winien”

I właśnie tutaj znajduje się największa różnica.

Oszczędzanie nie musi oznaczać rezygnowania z rzeczy, na które kogoś stać. Może oznaczać rezygnowanie z wydatku, w którym nie widzi się wystarczającej wartości.

To także powód, dla którego stereotyp „skąpego Holendra” jest zbyt prosty. Nie wszystkie opisane zachowania wynikają z oszczędności. Kanapkowy lunch jest elementem kultury pracy, jazda rowerem częścią systemu transportowego, a Tikkie sposobem organizacji wspólnych wydatków.

Polacy mogą się zdziwić, ale jedną rzecz warto podpatrzeć

Po przeprowadzce do Holandii łatwo interpretować nowe zwyczaje według polskich zasad.

Jeśli ktoś nie chce postawić całej grupie, uznajemy go za mało hojnego. Jeśli zamożna osoba kupuje używany rower, może pojawić się pytanie, dlaczego nie wybrała nowego. Jeśli ktoś ogrzewa mieszkanie tylko do 19 stopni, najprostsze wyjaśnienie brzmi: chce zaoszczędzić.

Holenderskie podejście pokazuje jednak coś innego: status finansowy i sposób wydawania pieniędzy nie muszą iść w parze.

Można dobrze zarabiać i:

  • zabierać kanapki z domu,
  • jeździć starym rowerem,
  • kupować używane meble,
  • czekać na promocję proszku do prania,
  • wysłać znajomemu Tikkie.

Jednocześnie ta kultura nie jest pozbawiona paradoksów. Promocja może prowadzić do kupowania zbyt dużych ilości, a skrupulatne rozliczanie drobiazgów dla osoby z innego kraju może zwyczajnie wydawać się nieprzyjemne. Dlatego nie każdy holenderski zwyczaj trzeba kopiować.

Można natomiast podpatrzeć jedno pytanie, które dobrze opisuje ten sposób myślenia:

„Czy naprawdę potrzebuję wydać na to więcej?”

A Tobie który holenderski zwyczaj finansowy wydał się po przeprowadzce najbardziej zaskakujący: Tikkie, kanapki z domu, temperatura w mieszkaniu czy może coś zupełnie innego?

źródło: www.abnamro.com, www.expatica.com