Eksplozja i pożar samochodu na Dam
Jeszcze nie umilkły echa ataku nożownika w rejonie placu Dam, a już doszło tam do kolejnego niepokojącego wydarzenia. W czwartek eksplodował, a następnie stanął tam w płomieniach samochód osobowy. Za całe to zajście odpowiada, zdaniem policji, kierowca pojazdu. Udało się jej go aresztować. 50-latek ranny po wybuchu trafił do szpitala. Czy to też był zamach?
Mały, miejski, czerwony pojazd zaparkował przed Pomnikiem Narodowym na placu Dam. Krótko po tym jak auto się zatrzymało, doszło do małej eksplozji i pojazd stanął w płomieniach. W płomieniach stanął również kierowca auta. Na szczęście będącym w okolicy policjantom szybko udało się go ugasić.
Wypadek
Czy było to auto elektryczne, które nagle doznało awarii i zaczęła palić się bateria? Nie. Nagrania z monitoringu zamontowanego w tej części miasta pokazują, iż ogień w pojeździe pojawił się po tym jak wewnątrz doszło do małej eksplozji.
Jak przekazała policja, oprócz poparzonego kierowcy nikt nie ucierpiał.
Sytuacja zagrożenia
Po tym incydencie część placu została zamknięta dla mieszkańców i turystów. Policja odgrodziła cały obszar, a następnie na miejsce wezwano Służbę Utylizacji Materiałów Wybuchowych. Saperzy mieli dokładnie sprawdzić pojazd. Istniało bowiem prawdopodobieństwo, iż mógł to być zamach, a auto było samochodem pułapką, w którym znajdował się materiał wybuchowy. Przedwczesna detonacja, np. samego zapalnika doprowadziła zaś do pożaru. Po sprawdzeniu wraku nie pojawiły się jednak żadne oficjalne informacje, jakoby w pojeździe znaleziono jakieś substancje wybuchowe.
Skradzione auto?
Czerwony Chevrolet Matiz, który spłonął na Dam, wedle informacji przedstawionych przez RWD, od 2023 roku należy do tego samego właściciela. Mężczyzna nie zgłosił też kradzieży pojazdu. Możliwe więc, iż auto należy do mężczyzny zatrzymanego przez policję.
Samobójstwo
Jeśli nie był to zamach terrorystyczny, to co? Policja po wstępnym dochodzeniu faktycznie podejrzewa, iż na placu Dam miał ktoś zginąć. Śmierć miał ponieść nikt inny, jak 50-letni kierowca pojazdu. Zdaniem oficerów wybuch i pożar auta, do którego doszło o 13:30, był najprawdopodobniej próbą samobójczą. Próbą, która być może miała mieć jakiś wydźwięk protestu. Skąd to przypuszczanie? Samobójcy, którzy chcą skończyć ze sobą, nie wybierają miejsca, w którym dziesiątki ludzi mogą ich powstrzymać. Takie lokacje pojawiają się tylko w dwóch przypadkach. Gdy człowiek chce zwrócić na siebie uwagę i dać się uratować lub gdy chodzi o jakąś formę manifestacji i tę najwyższą formę protestu, jak na przykład właśnie samospalenie.
Czy jednak ta wersja się potwierdzi? 50-latek obecnie jest w szpitalu. Jest ranny i nieprzytomny. Nie ma więc możliwości go przesłuchać i poznać motywacji.