Wizyta gospodarska i problemy pracowników tymczasowych

W połowie tygodnia ośrodek bungalow w Ter Aar odwiedził Emile Roemer. Co usłyszał szef Zespołu ds. Rozwoju Pracowników Migrujących od mieszkających w kompleksie polskich pracowników tymczasowych?

Nowa postać w grze

Emile Roemer to niderlandzki polityk, który dość niedawno, bo w maju tego roku, został mianowany na szefa Zespołu ds. Rozwoju Pracowników Migrujących. Nadające mu tę funkcję Ministerstwo Spraw Społecznych i Zatrudnienia powierzyło w jego ręce innymi, kontrolę nad życiem, rozwojem i losem pracowników tymczasowych. Zespół ten ma bowiem reagować nie tylko na przypadki wykorzystania naszych rodaków, ale również na ich sytuację bytową w Królestwie Niderlandów i zwiększać ich szansę rozwoju.

 

Wizyta gospodarska

Nowy szef postanowił pojechać do ośrodka domków letniskowych na Oostkanaalweg ,Ter Aar. W kompleksie tym od dłuższego czasu mieszka wielu pracowników tymczasowych, głównie Polaków, którzy skarżą się na swój los. W Ich sprawie interweniowały między innymi związki zawodowe, a na miejsce ściągnięto lokalne władze. Sytuacja jednak nie zmieniała się znacząco na lepsze. W końcu przybył tam również Roemer, który postanowił zapoznać się z całą sprawą. W porównaniu do wizyt gospodarskich znanych z PRL’u, ta w Holandii nie oznaczała malowania trawy na zielono, czy pośpiesznych remontów. Wiadomość jednak o przybyciu polityka z pierwszych stron gazet, spowodowała ogromną mobilizację. Na miejscu pojawili się bowiem prawie wszyscy zainteresowani. Związkowcy, lokalne władze, agencje pośrednictwa pracy i oczywiście nasi rodacy mieszkający w bungalow.

Seria pytań pracowników tymczasowych

Ci ostatni nie czekali zbyt długo, by przystąpić do "ataku". Jeden z przedstawicieli pracowników tymczasowych z plikiem notatek w ręce zadawał Roemer'owi serię pytań, oskarżeń dotyczących warunków, w jakich im przyszło żyć w Niderlandach. Wskazywano na ciasnotę, zaledwie kilka metrów kwadratowych na osobę, wspólne sypialnie, brak prywatności. Polityka zapytano również, czy można pozwolić ludziom żyć bez ogrzewania, w pleśniejących, rozpadających się budynkach. W domach gdzie na ma miejsca nawet na swoje drobiazgi i prywatne rzeczy? Polityk przysłuchiwał się tym uwagom, zwiedzając ośrodek i początkowo tylko ze zrozumieniem kiwał głową.

 

Oczywista oczywistość

Gdy w końcu zabrał głos, wskazał, iż władza myśli o stworzeniu twardych, minimalnych standardów dotyczących metrażu należącego się każdemu pracownikowi tymczasowemu. Obecnie jednak, zdaniem urzędnika państwowego najważniejsze jest zapewnienie pracownikom tymczasowym bezpieczeństwa dotyczącego COVID-19. To zaś w takim miejscu jak kompleks w Ter Aar wiąże się nie tyle z metrażem, co z patologią podwójnej zależności. Roemer wskazuje, iż pracodawca to też właściciel nieruchomości, któremu płacą Polacy. W efekcie, jeśli ktoś zachoruje i nie może pracować, nie może też opłacać domku, którego koszt to około 100 euro tygodniowo. To zaś prowadzi do złamania wszelkich zasad. Strach przed bezdomnością skłania, zdaniem byłego lidera SP, do tego, by nie zgłaszać choroby. Ryzykować licząc, iż jakoś to będzie.

Co więcej, sprawa ta nie tyczy tylko jednostki. Problem ewentualnego zachorowania czy kwarantanny to również kwestia pozostałych mieszkańców, którzy „nie puszczą pary z ust”, by nie zostać objęci kwarantanną. W zaistniałej sytuacji o sprawę zostali zapytani właściciele oraz najemca domków – agencja pracy. Ta jednak stwierdziła, iż nikt w ośrodku nie zachorował. Epidemia ominęła to miejsce.

Spotkanie zakończyło się więc przyznaniem racji mieszkańcom, zapewnieniem, iż podjęte zostaną odpowiednie kroki w tej sprawie. Jakie one jednak będą, kiedy zostaną podjęte i czy pracownicy tymczasowi mogą liczyć na realną poprawę warunków życia, tego tak naprawdę nie wiadomo. Jak przyznają niektórzy, padło tam bowiem bardzo dużo pięknych słów, ale bardzo mało konkretów. Jak zresztą często bywa podczas takich wizyt.