Święty Mikołaj rasistą?

Skąd pochodzi święty Mikołaj? Z Hiszpanii. Na czym przybywa? Na łodzi! Kiedy? W połowie listopada. Holenderski Święty Mikołaj bardzo różni się od tego znanego z Polski. Dość powiedzieć, iż w tym roku przybył do Holandii wczoraj i spowodował ogromne protesty związane z rasizmem.

Mikołaj w Niderlandach

Holendrzy uwielbiają Świętego Mikołaja i związane z nim wydarzenia. Jest to dla nich święto porównywalne do Bożego Narodzenia. Pełne radości, ciepła i prezentów. Mieszkańcy Niderlandów obchodzą je jednak w sposób dość oryginalny. Tym, co łączy polską i holenderską kulturę i obrzędowość jest to, że w obu krajach ludzie czczą Św. Mikołaja, czyli realną postać historyczną. Nie jest to więc przemiły grubasek z brodą i czapką z pomponem, którego znamy z popkulturowego obrazu „made in USA”. Mamy więc człowieka w biskupiej tiarze oraz z pastorałem w ręku. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Gdy rodzice w Polsce mają problem z tłumaczeniem dzieciom, jak Mikołaj porusza się na saniach, skoro nie ma śniegu, tak ich holenderscy odpowiednicy nie mają takich problemów.

Niderlandzki Mikołaj przybywa na białym koniu zwanym Schimmel i to jemu, a nie reniferom dzieci zostawiają marchewki w podzięce za przywiezienie dostojnego gościa. Malcy nie mają też problemu ze wskazaniem miejsca, skąd przybywa Mikołaj. Nie jest to ani Laponia, ani Biegun Północny. Mikołaj do Holandii przybywa z Hiszpanii. Dziwne, ale prawdziwe. Mikołaj zwany w Niderlandach Sinterklaas przybywa statkiem w pierwszą sobotę po dniu Św. Marcina.

 

Hiszpania

W powyższym akapicie nie pomyliliśmy się. Wczoraj, jak i co roku Święty przybywa do Holandii z Hiszpanii. Wszystko to jest powiązane z tradycją, kiedy święto to powstawało w XV wieku, Królestwo Niderlandów było mocno powiązane „krwią” (rodowo) z Królestwem Hiszpanii. Ponadto należy pamiętać, iż w XV wieku podróż z Holandii na Półwysep Iberyjski nie zajmowała dwóch-trzech godzin samolotem, a tygodnie, jeśli nie miesiące. Przeprawa była więc bardzo długa i niebezpieczna. To też kraj ten otoczony praktycznie z trzech stron wodą był dla ówczesnych czymś, co można by z powodzeniem nazwać końcem świata. Odległym, egzotycznym, o którym się tylko słyszało (trochę jak obecny Biegun Północny).

Prezenty

Mikołaj będzie przebywał w Holandii do 5 grudnia. W tym czasie dzieci, które zostawią swoje chodaki (teraz też i normalne budy), przy kominie, mogą liczyć na małe prezenty, głównie słodycze. Punktem kulminacyjnym jest zaś właśnie 5 grudnia, gdy jeśli malec był grzeczny, Mikołaj daje mu wymarzony duży prezent. Wtedy też następuje Pakjesavond, czyli coś, co możemy śmiało porównać do naszej polskiej wigilii. Ludzie spotykają się razem, obdarzają prezentami i jedzą uroczystą kolację.

Precz z Mikołajem, precz z rasizmem

Holandia i Holendrzy jako uosobienie liberalizmu i zasad równości nie byliby jednak sobą, gdyby nie zwrócili uwagi na pomocnika Świętego Mikołaja, Czarnego Piotrusia.

Mikołaja na drodze jego korowodu witają setki dzieci i rodziców ciesząc się z rodzinnej atmosfery. Z roku na rok oprócz nich, podczas tych obchodów, pojawia się także coraz większa grupa protestujących. Demonstranci zarzucają bowiem świętemu rasizm. Chodzi o to, że Czarny Piotruś jest… czarny. Według legendy był on Afrykańczykiem wykupionym z niewoli przez Świętego. Mikołaj dał mu wolność, jednak Piotruś w podzięce za ten czyn postanowił pomagać Świętemu w jego drodze po świecie. Przeciwnicy widzą to jednak inaczej. Czarny Piotruś jest sługą Świętego  Mikołaja (oczywiście białego), a wszystko to jest przejawem istniejącego już w XV wieku rasizmu i uznawania murzynów za podludzi. W efekcie pojawiają się protesty, czasem nawet aresztowania demonstrantów.

Dlatego też coraz więcej „Czarnych Piotrusiów” nie jest już czarnych, są oni tylko umazani sadzą. Ma ona symbolizować bród, jaki miał się osadzić na dzielnym i zabieganym pomocniku Mikołaja gdy przechodził przez komin, tudzież nawiązywać do wyzysku za czasów, gdy był on niewolnikiem.