Święto Pracy w Holandii tylko na papierze

Święto pracy w Holandii

Święto Pracy, święto pracowników, dzień, w którym ma się pamiętać o trudzie, poświęceniu, ale i niezbędnej potrzebnie pracy jako stabilności gospodarki. Święto to powinno z założenia łączyć ludzi pracy. Jak to wygląda w Holandii? 

Dawno, dawno temu…

Święto Pracy kojarzące się wielu dorosłym Polakom z pochodami przed trybuną przedstawicieli partii nie jest świętem z „czerwonego obozu”. U jego podstaw leżą bowiem wydarzenia mające miejsce w Stanach Zjednoczonych. Upamiętnia incydent na placu Haymarket, który to potem został nazwany masakrą. Wtedy to, 1 maja 1886 roku, policja otwarła ogień do demonstrujących pracowników. Robotnicy wyszli na ulicę w konkretnym celu. Mieli dość niskich pensji i wyzysku ponad siły. Ludzie domagali się 8-godzinnego dnia pracy. Na te apele państwo, za pośrednictwem policji, odpowiedziało ogniem. Ofiary jednak przyczyniły się do zmian. Wprowadzono podział doby na 8 godzin snu, 8 relaksu i 8 pracy. Z czasem system ten rozprzestrzenił się na cały świat. Najbardziej zaś praktykowany był przez komunistów, gdzie sojusz robotniczo-chłopski odgrywał znaczącą rolę w stosunkach społecznych. Znany to choćby z naszego podwórka. Wielu z naszych starszych czytelników brało bowiem udział w pochodach, niosąc sztandary partii.

 

Święto Pracy powinno więc łączyć wszystkich pracowników, pokazywać ich równość i szanować ich pracę. Tak jest w wielu krajach na całym świecie. W Polsce jest to dzień wolny od pracy, w Holandii zaś, owszem też jest wolne, niemniej jest to spowodowane tegorocznym kalendarzem. W innych latach, gdy Święto Pracy wypadało w okresie od poniedziałku do piątku, nie było niestety tak dobrze. W Niderlandach wielu zwykłych pracowników dosłownie zapomina o swoim święcie, wszystko dlatego, iż nie jest to ustawowo dzień wolny od pracy.

W Holandii nie polała się krew

Rodzi się więc pytanie czemu w Polsce możemy grillować, a w Holandii trzeba udać się do pracy? Wszystko z racji spolegliwości mieszkańców Niderlandów. W kraju tym nigdy nie doszło do zamieszek, potężnych walk między aparatem państwa, a protestującymi. Nie było konfrontacji, rozlewu krwi, trupów na ulicach. Związki zawodowe nie wzywały na barykady, policja nie otwarła ognia do robotników. To zaś spowodowało to, iż paradoksalnie nie było czego uczcić. Skoro lud się nie domagał, to nie było sensu jakoś mocniej wprowadzać tego święta. Ponadto Holandia nigdy nie zaznała komunizmu, który gloryfikuje pracę robotnika.

A może by tak…

A może jest szansa? Gdyby tak się skrzyknąć i wyjść na ulicę... Pomysł ten raczej by upadł. Holendrzy nie odczuwają jakoś potrzeby do stworzenia kolejnego święta. Zwłaszcza gdy spojrzymy na kalendarz. Dzień Króla dla wielu jest dniem wolnym. Dzień Wyzwolenia jest wolny co 5 lat. Koniec maja to zaś Zielone Świątki dające dwa dni płatnego wolnego.
Do tego wszystkiego należałoby dodać lobby przedsiębiorców. Jeden dzień zastoju praktycznie wszystkich branż naraziłoby Niderlandy na miliardowe straty. Na to nie mogą sobie zaś pozwolić nie tylko właściciele firm i przedsiębiorstw, ale i budżet państwa.