babcia Polacy w Holandii
zwrot podatku Holandia

Jeśli odszedł od Was ktoś bliski, doskonale wiecie co czułam dokładnie dwa lata temu w czerwcu. To miały być piękne, niezapomniane wakacje na Krecie

w towarzystwie trzech przyjaciółek (typowe babskie szaleństwo), a stały się największym koszmarem mojego dotychczasowego życia. Tyle łez ile wypłakałam w czerwcu, nie wyrzuciłam z siebie nigdy wcześniej. Do wylotu i cudownych chwil na wyspie zostało szesnaście dni, kiedy zobaczyłam w drzwiach mieszkania mamę – bladą jak ściana, z podkrążonymi od płaczu oczami. Nie musiałam pytać – od razu wiedziałam.

Dlaczego tak szybko?

Moja babcia od kilku dobrych lat chorowała na białaczkę. To straszna choroba, której nie życzę nikomu. To co przechodziliśmy całą rodziną na początku diagnozy było jakimś nieporozumieniem, snem, który nigdy miał się nie przyśnić. Jeździliśmy od lekarzy do lekarzy, szukaliśmy nowych rozwiązań. Wtedy każde z nas, na czele z babcią – najdzielniejszą kobietą jaką przyszło mi poznać – miał jeszcze motywację. Wiedzieliśmy, że się uda, i że wyjdziemy z tej sytuacji silniejsi. Niestety, stan babci zaczął nagle się pogarszać. Leżała na oddziale onkologicznym, a ja płakałam, gdy tylko opuszczałam jej salę. Przy babci byłam duszą towarzystwa – czytałam jej książki historyczne, które tak uwielbiała, układałam włosy, opowiadałam o swoim życiu. Dopiero po przyjściu do domu mogłam zedrzeć z siebie maskę bólu i cierpienia. Wiedziałam, że wcale nie będzie lepiej, a moja bezradność doprowadzała mnie do szału.

Ból nie do zniesienia

Babcia walczyła z rakiem siedem miesięcy. Widziałam jak niknie w oczach. W ostatnich kilku tygodniach nie wiedziała już, że jestem jej wnuczką, nie mówiła, jadła przez słomkę. Spodziewaliśmy się całą rodziną, że po prostu tak już teraz będzie – że do opieki nad babcią będzie przychodzić pani Renatka, że będziemy mówić do babci, ale już nigdy z babcią, i że nasza rodzinna rzeczywistość diametralnie się zmieni. Do głowy mi nie przyszło, że babcia może odejść z dnia na dzień – w ogóle o tym nie myślałam. Widok Mamy był jak cios w serce. Przytuliłyśmy się do siebie i po prostu płakałyśmy. Zupełnie nie wiedziałyśmy, co dalej. Niespełniona wizja wakacji wydała się teraz tak mało istotna. Liczyło się tylko tu i teraz… Musiałam być silna, aby pomóc mamie w pogrzebie, w zorganizowaniu stypy – tego chciałaby babcia. Nie mogłam się poddać, choć ledwo stałam na nogach. Od samego początku byłam oczkiem w głowie babci, przesiadywałam u niej każdą wolną chwilę, miałyśmy wspaniałą więź. Babcia uczyła mnie szyć na drutach, co zrodziło we mnie tę nietypową jak na młodą dziewczynę pasję. Pamiętam, jaka była dumna, gdy przyniosłam jej pierwszy samodzielnie wydziergany sweter. Teraz musiałam pogodzić się z faktem, że nigdy więcej nie zobaczę już radości w jej oczach…

Ucieczka w zajęcie

Nie pamiętam pogrzebu ani tego, co działo się we mną potem. Wiem tylko, że były wakacje, wszyscy znajomi powyjeżdżali, a ja siedziałam w domu – bez pracy, bez siły, bez sensu. Mama szybko wróciła do swoich zajęć, a ja płakałam w pokoju. Przez kilka dni z nikim nie rozmawiałam, musiałam przetrawić to w sobie. Potrzebowałam kogoś, kto powie mi jak wziąć się w garść – do tej pory tą osobą była babcia. Tak bardzo mi jej brakowało… Na szczęście w odpowiednim momencie, w chwili, gdy praktycznie przestałam wychodzić z domu, a organizm odmawiał jedzenia – mama przyszła mi z pomocą. Niby od niechcenia spytała, czy nie chciałabym pojechać do Holandii – zobaczyłabym coś nowego, poznała nowych ludzi, no i zarobiła kasę na pierwsze auto. Jej argumenty brzmiały sensownie, ale nie byłam pewna, czy mam tyle sił. Nim się obejrzałam, mama wcisnęła mnie do busa, wyściskała na pożegnanie i szepnęła, że dam radę. Musiałam dać, nie było innego wyjścia. Nie do końca wiedziałam nawet gdzie jadę i co będę tam robić – wszystko załatwiła mama. Nie bałam się tej zmiany, bo w głębi duszy czułam, że bardzo jej potrzebuję. Chciałam uciec w zajęcie i na moment przestać myśleć.

Zastąpisz mi babcię?

Byłam pozytywnie zaskoczona, bo miasteczko, w którym miałam rozpocząć pracę, naprawdę mi się spodobało. Wokół było cicho i spokojnie, a ja właśnie w takich miejscach potrafiłam wypocząć. Szybko jednak przypomniałam sobie, że przyjechałam tu do pracy, a nie na wakacje. Bałam się czy podobałam przy pakowaniu produktów mięsnych, ale jakoś udało mi się przełamać. Nie żebym była wegetarianką, ale na początku niespecjalnie podobało mi się to, co robię. Za to bardzo spodobała mi się ekipa na domku – szczególnie 55-letnia pani Danusia, która od chwili, gdy tylko się poznałyśmy, zaopiekowała się mną. Dosłownie – dbała o mnie jak o… wnuczkę. Gdy pytała czy nie jest mi zimno albo czy bym czegoś nie zjadła, przypominała mi troskliwą, pełną miłości babcię. Babcię, którą straciłam bezpowrotnie. To właśnie przy pani Danusi po raz pierwszy od pogrzebu, zaczęłam się śmiać. Opowiadała niesamowite dowcipy, była wesoła, pewna życia, energiczna. Zarażała tą swoją energią. Wiedziałam, że dzięki niej stanę na nogi szybciej niż mogłabym przypuszczać.

Moja druga babcia

I choć praca w Holandii skończyła się po wakacjach i koniec końców, trzeba było wracać do domu – kontakt z panią Danusią pozostał. Lubię wspominać te nasze wspólne chwile – oglądanie głupich seriali, jedzenie domowych kanapek, rozmowy o wszystkim i o niczym. Na Święta wymieniłyśmy się kartkami. Jestem pewna, że ta relacja przetrwa jeszcze bardzo, bardzo długo. Śmiało mogę stwierdzić, że odnalazłam swoją drugą babcię – a mamie do dziś dziękuję, że wysłała mnie do Holandii!

Mojej Babci 1950-2019

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię