Węgier i fałszywe prawo jazdy
zwrot podatku Holandia

Polak-Węgier dwa bratanki, mówi znane przysłowie. Po wydarzeniach mających miejsce jednak pod Rotterdamem pewien 53-letni Węgier raczej nie będzie miał dobrego zdania o naszych rodakach. Wszystko przez kolekcjonerskie prawo jazdy.

Kontrola drogowa

W miniony piątek 53-latka zatrzymał patrol policji. Drogówka pomachała lizakiem kierowcy z Europy Środkowej, ponieważ przekroczył on prędkość o 17 km poza terenem zabudowanym, niedaleko Gouda. Nie jest to może jakieś ogromne przewinienie, niemniej jednak mandat uszczupliłby kieszeń Węgra o dość sporą kwotę. Migrant nie jechał swoim, a pożyczonym autem od jednego ze współpracowników na domkach. Zatrzymany wyjaśnił, iż pracuje w Holandii od prawie roku i z racji zelżenia obostrzeń koronowych postanowił wziąć sobie piątek wolny i wyjechać na weekend/ pozwiedzać nieco okolicę. Nie jest to zakazane. Mundurowi podczas kontroli podziękowali za dokumenty pojazdu. Przyglądając się jednak prawu jazdy kierowcy, stało się coś dziwnego. Funkcjonariusze tylko się roześmiali, powiedzieli, iż to dobry żart, a teraz proszą o prawdziwy dokument.

 

Problematyczne prawo jazdy

Węgier nie rozumiał, o co im chodzi. Dysponował bowiem niderlandzkim prawem jazdy, które według danych na „plastiku”, otrzymał ponad pół roku temu. Będąc bowiem zameldowanym w Niderlandach, nie było z tym żadnego problemu z egzaminem. Kierowca zrobił więc tylko wielkie oczy i powiedział, że innego nie ma i że nie wie, o co chodzi Holendrom. W efekcie przejażdżka zakończyła się na komendzie.

53-latek praktycznie nie znał niderlandzkiego, ale co nieco władał angielskim. Będąc na komisariacie i widząc, że sprawa jest poważna, poprosił o pomoc tłumacza. Ten wyjaśnił mu, że prawo jazdy, którym się posługuje, jest fałszywe. Węgier początkowo zapierał się, że musiało dojść do pomyłki i że to nie są trefne dokumenty. Gdy jednak tłumacz pokazał mu jego prawo jazdy i wskazał na drobny napis z boku mówiący, iż jest to dokument kolekcjonerski, Węgier się poddał i powiedział prawdę.

 

Polak Węgier dwa bratanki

Jakieś 10 miesięcy temu Węgier zaprzyjaźnił się z Polakiem, którego poznał kiedyś w weekend, w barze. Okazało się, iż alkohol pomógł przełamać barierę językową i ludzie ci z czasem zostali znajomymi. Spotykali się często na wspólnym piciu w myśl powiedzenia „Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki”. Podczas jednej z takich imprez Węgier miał się zwierzyć naszemu rodakowi, iż kiedyś miał prawko, ale stracił je za jazdę po pijaku w kraju. Drugi zaś raz nie chciało mu się go wyrabiać. Wtedy to Polak zaproponował, iż może mu zrobić prawo jazdy w Holandii ze wpisaniem do bazy. Wszystko to będzie kosztować 53-latka jednak 500 euro. To dość duża kwota, lecz jednak znacznie mniejsza niż koszt kursu na prawo jazdy. Ponadto Węgier nie miał ochoty chodzić na żadne kursy ani zdawać egzaminy. Alkohol plus wypłata na koncie sprawił, że jeszcze tego samego wieczoru oboje poszli po pieniądze do bankomatu, a dzień później Węgier poszedł do fotografa zrobić zdjęcia.

 

Za niecały miesiąc nasz rodak wręczył kopertę 53-latkowi. W środku znajdowało się prawo jazdy. Nowy dokument zawierał hologramy, podpis kierowcy, zdjęcie i wszystkie niezbędne dane. Węgier przyglądał się  kiedyś, jak wygląda holenderskie prawo jazdy w internecie, było identyczne. Podziękował, schował dokument do portfela i uradowany co jakiś czas pożyczał auto od innego znajomego, gdy musiał udać cię gdzieś dalej. Nasz rodak zaś po zakończeniu pracy, tydzień po przekazaniu dokumentu, wrócił do kraju i Węgrowi kontakt się z nim urwał.

 

Dokument kolekcjonerski

Słysząc tę historię, funkcjonariusze przekazali Węgrowi, iż nie jest pierwszą ofiarą takich oszustów. Policjanci już niejednokrotnie zatrzymywali ludzi z podobnymi dokumentami, przy których Polacy lub inni migranci obiecywali, że są to prawka z zapisem w holenderskiej bazie danych. W rzeczywistości zaś, tak jak w tym przypadku, były to dokumenty kolekcjonerskie, które można nabyć przez internet w cenie od 100 do 200 euro.

 

Przed sądem

Węgier jest więc ofiarą polskiego naciągacza. Policjanci współczują mu straty 500 euro, ale nie odpuszczają. 53-latek, ich zdaniem, kupując dokument, chciał wprowadzić w błąd organy ścigania. Jest więc takim samym oszustem jak Polak. Co zaś do ścigania naszego rodaka. Węgier znał tylko jego imię, więc praktycznie nie ma szans na zlezienie go nad Wisłą. Dochodzenie jednak trwa.

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię